Polska scena kryptowalut przez ostatnie kilkanaście lat przeżyła dynamiczny rozkwit, ale była też świadkiem wielu bolesnych porażek. W pierwszym okresie adopcji nasz kraj uznawano wręcz za jednego z pionierów, a w 2013 roku zaliczano do grona liderów branży cyfrowych aktywów w Europie. Przez półtorej dekady byliśmy świadkami powstania sporej liczby giełd oraz startupów blockchainowych i chociaż wiele z nich radzi sobie świetnie do tej pory, to część ostatecznie upadła, nierzadko pozostawiając inwestorów z niczym.
Poniżej przyglądamy się historii polskiego świata kryptowalut, analizujemy, co poszło nie tak w polskich krypto projektach i jakie wnioski płyną z tych nieudanych prób.
Od założonego w 2011 roku BitMarketu, przez próby tokenizowania farm fotowoltaicznych i ucieczki do Paragwaju aż po podbijający podkarpacki rynek CoinPlex, który obiecywał zbyt wiele , aby było to prawdziwe.
Spis treści:
Polska w świecie kryptowalut, czyli od lidera do… no właśnie?
Początki historii kryptowalut w Polsce sięgają początku minionej dekady, kiedy to entuzjaści skupieni najpierw na zagranicznym forum Bitcointalk.org, a następnie na polskojęzycznym Bitcoin.pl zaczęli popularyzować ideę zdecentralizowanego i cyfrowego środka płatności.
Polska szybko stała się jednym z pierwszych europejskich centrów kryptowalut – uruchomiono tu jedną z pierwszych na świecie Ambasad Bitcoina (działającą przy ulicy Kruczej 46 w Warszawie) i powstało kilka pierwszych giełd.
W początkowym okresie byliśmy w ścisłej czołówce pod względem liczby lokalnych platform i kantorów kryptowalut.
Jednak kolejne lata przyniosły liczne turbulencje. Już pierwsza generacja polskich giełd (m.in. Bitomat, Bidextreme) znikała z rynku po incydentach takich jak utrata dostępu do środków czy ataki hakerskie.
Rosnąca popularność Bitcoina w 2017 roku wywołała prawdziwy boom, a do kryptowalut napłynęły tłumy nowych inwestorów skuszonych wizją szybkich zysków.
Niestety, ten okres euforii uwidocznił też słabości rynku w Polsce: brak jasnych regulacji, problemy z opodatkowaniem transakcji (głośna sprawa podatku PCC w 2018 r.) oraz ostrożne podejście banków i KNF.
W rezultacie największa polska giełda z tamtych czasów, BitBay, przeniosła działalność za granicę w 2019 roku, a lokalny rynek zaczął tracić impet.
Władze i media w Polsce stopniowo zaostrzały stanowisko, a KNF prowadziła kampanie ostrzegające przed inwestycjami krypto. Kryptowaluty porównywano do bańki spekulacyjnej, a doświadczenia z pierwszej fali entuzjazmu sprawiły, że polska scena kryptowalut nauczyła się podchodzić z rezerwą do kolejnych nowinek.
Cały czas jesteśmy jednak jednym z liderów jeżeli chodzi o popularyzację kantorów kryptowalutowych i bitomatów, czyli bankomatów obsługujących cyfrowe aktywa. Pod względem ich liczby Polska znajduje się w pierwszej piątce, przed Hongkongiem, Włochami, czy też Nową Zelandią.
Najważniejsze polskie projekty krypto, które nie przetrwały
W ciągu ostatnich lat mieliśmy do czynienia z wieloma przykładami projektów okrzykniętych mianem „przełomowych”, które jednak nie przetrwały próby czasu.
Poniżej opisujemy kilkanaście najbardziej znanych przypadków. Pokazujemy, co chciały zaoferować użytkownikom i inwestorom, dlaczego upadły, oraz jakie były tego konsekwencje.
Część z nich zamykała się bardzo głośno, w oparach licznych kontrowersji, inne umarły zapomniane, a jeszcze inne cały czas oficjalnie funkcjonują, jednak w rzeczywistości już od dawna nic z nimi się nie dzieje.
Bitomat
Bitomat był pierwszą polską giełdą bitcoinową, która powstała w lipcu 2011.
Historia upadku jest tragiczna w swojej prostocie: podczas rutynowej aktualizacji serwera skasowano całą maszynę wirtualną wraz z portfelem BTC i wszystkimi kopiami zapasowymi.
Użytkownicy stracili swoje Bitcoiny bez żadnych szans na odzyskanie. Właściciel Bartek Szabat podejrzewał sabotaż, ale Amazon Web Services utrzymywał, że maszyna była skonfigurowana do automatycznego niszczenia.
Nieoczekiwanie cała maszyna wirtualna została skasowana, wszystkie dane zgromadzone na serwerze zostały utracone!, w tym zapisy dotyczące portfela bitcoinowego oraz jego kopie zapasowe (backupy)
– komentował kilkanaście lat temu Szabat.
Bitomat na zawsze zapisał się w historii jako przestroga dla tych, którzy traktują giełdy jako miejsce do „przechowywania” kryptowalut.
Bitcurex
Polski weteran wystartował 16 lipca 2012 roku i przez kilka lat był pierwszym wyborem dla polskich entuzjastów bitcoina. Z czasem pojawiły się jednak problemy techniczne, które w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach doprowadziły do zamknięcia działalności.
W październiku 2016 roku giełda nagle zniknęła z sieci po „awarii podczas aktualizacji”. Z kont klientów zniknęło około 2300 BTC (dziś warte niemal miliard złotych) oraz kilka milionów w złotówkach.
Chociaż oficjalnie obiecywano wznowienie działalności, nic takiego jednak nie nastąpiło, a klienci, mimo złożenia wniosków o zwrot, nie odzyskali środków.
Prokuratura wszczęła śledztwo, które było wielokrotnie zawieszane i wznawiane, aby ostatecznie zostać zamknięte w 2023 roku. Do dziś nie wszyscy inwestorzy odzyskali pieniądze.
BitMarket
Kolejna z najstarszych polskich giełd, BitMarket, działała od 2014 roku, by niespodziewanie ogłosić upadłość latem 2019.
W nocy z 7 na 8 lipca 2019 serwis BitMarket.pl przestał działać, a na stronie pojawił się lakoniczny komunikat o utracie płynności i natychmiastowym zakończeniu działalności giełdy.
Skalę katastrofy ujawniły późniejsze śledztwa, a prokuratura oszacowała, że klienci BitMarket mogli stracić co najmniej 2300 bitcoinów (co ciekawe, dokładnie tyle samo zniknęło w przypadku BitCurex) ulokowanych na giełdzie.
Okoliczności upadku BitMarketu do dziś budzą kontrowersje. Oficjalnym powodem była utrata wypłacalności przez operatora giełdy (spółkę Kvadratco), ale wielu użytkowników podejrzewało niegospodarność lub celowe działanie.
Dodatkowo pojawił się nowy wątek. Wszczęto dochodzenie w kierunku doprowadzenia klientów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem (tj. oszustwa).
Dodatkowo, dwa tygodnie po upadku giełdy doszło do tragicznego zdarzenia: współwłaściciel BitMarket, Tobiasz N., został znaleziony martwy z raną postrzałową głowy.
Śmierć ta, uznana oficjalnie za samobójstwo, tylko podsyciła spekulacje na temat kulis upadku platformy.
FutureNet i FuturoCoin
Teraz czas na przykład sięgający rozmiarami daleko poza granice naszego kraju.
FutureNet był polską platformą społecznościowo-reklamową, która w latach 2016–2018 rozwinęła się w klasyczną piramidę finansową o zasięgu międzynarodowym, wykorzystując między innymi boom na ICO.
Projekt zrzeszał tysiące prawdziwych „wyznawców” w całym kraju i doczekał się własnej piosenki (a nawet kilku!)
Jego twórcy (Roman Ziemian i Stephan Morgenstern) obiecywali zyski za wykupowanie pakietów reklamowych i polecanie programu kolejnym osobom, a schemat szybko zdobył popularność, także w Azji.
W 2018 r. FutureNet wypuścił własną kryptowalutę FuturoCoin (FTO), rzekomo, aby nadać przedsięwzięciu pozory innowacyjności.
Przez moment nawet się udawało. Logo FuturoCoin pojawiło się na bolidach zespołu Formuły 1 Red Bull Racing jako część umowy sponsorskiej, a firma wspierała też drużynę koszykarską Śląsk Wrocław.
Jednak już w 2019 roku UOKiK ostrzegł oficjalnie, że FutureNet i powiązane z nim projekty (FutureAdPro, a także NetLeaders od innej polskiej piramidy DasCoin) noszą znamiona klasycznego „scamu” – piramidy finansowej, w której zyski zależą od rekrutacji nowych uczestników.
FuturoCoin ostatecznie zaliczył spektakularny upadek wartości i stracił 99,99% ceny w ciągu paru lat.
Początkowo 1 FTO wyceniano na ok. 68 zł, by ostatecznie spaść do ułamków grosza. Cały ekosystem FutureNet runął, pozostawiając ogromną liczbę poszkodowanych.
Szacuje się, że na świecie nawet 3,5 miliona osób wzięło udział w tym programie, z czego około 100 tysięcy Polaków. Łączne straty polskich uczestników mogły sięgnąć ponad 200 mln zł.
W 2022 roku Roman Ziemian, współzałożyciel FutureNet, został zatrzymany przez włoską policję na podstawie międzynarodowego listu gończego.
Sprawa toczy się do dzisiaj, a policja jeszcze pod koniec ubiegłego roku informowała o kolejnych zatrzymaniach.
Coinroom
Spółka Coinroom została zarejestrowana w 2016 roku, a platforma ruszyła na początku 2017. Zyskała popularność prostą rejestracją i łatwą wymianą fiat na krypto. W kwietniu 2019 roku niespodziewanie wypowiedziała jednak klientom umowy, dając jeden dzień na wypłaty.
Co mogło być tego powodem? Najprawdopodobniej fakt, że Coinroom trafił na listę ostrzeżeń KNF. Taki wpis oznaczał bowiem zazwyczaj koniec działalności dla platformy, gdyż banki po jego publikacji odcinały zazwyczaj możliwość obsługi rachunków bankowych.
Co więcej, po tym fakcie prokuratura wszczęła śledztwo za oszustwo typu „exit scam”. Większość użytkowników nie odzyskała jednak środków, kontakt z obsługą praktycznie nie istniał, a właściciele zniknęli z pieniędzmi.
Abucoins
Abucoins to kolejna giełda, tym razem z Poznania, założona w sierpniu 2017 roku, oferująca szeroki wachlarz walut fiat i krypto.
Mimo ambitnych zapowiedzi i ekspansji zagranicznej, szybko trafiła na listę ostrzeżeń KNF za nieuprawnione świadczenie usług płatniczych.
Spółka nie radziła sobie z rosnącymi wymaganiami regulatorów i banków. Zakończyła działalność już w maju 2018 roku, po niecałym roku funkcjonowania. Tym razem nie doszło do prób oszustwa, a po prostu do problemów z regulatorem.
Wpis na listę nie wpływa na naszą bieżącą działalność. Procedura ta oznacza jedynie, że Komisja Nadzoru Finansowego podjęła działania wyjaśniające w stosunku do spółki
– firma informowała jeszcze w lutym 2018.
Coinbe (Beatcoin)
Coinbe, który startował jako Beatcoin, szybko dokonał jednak rebrandingu, to przykład projektu, który nie ogłosił formalnie upadłości, ale “umarł” przez utratę zaufania.
Giełda ruszyła w 2017 r. i początkowo dynamicznie rozwijała, jednak pod koniec 2018 r. zaczęły narastać jej kłopoty.
Coraz więcej klientów skarżyło się na brak wypłat. Giełda zamrażała środki a support milczał.
W lutym 2019 r. prezes spółki (Dario Fryc) wydał oświadczenie, uspokajając, że wszystkie kryptowaluty klientów są bezpieczne na portfelach.
Tłumaczył opóźnienia zmianą firmy obsługującej IT giełdy i obiecywał przywrócenie wypłat do końca lutego 2019.
Giełda “jest w posiadaniu kryptowalut wpłaconych na giełdę przez klientów, środki te są bezpieczne na portfelach kryptowalutowych giełdy, nie zostały wykorzystane w żaden inny sposób niż ten wskazany w Regulaminie serwisu (…)
– pisał Dario Fryc.
Niestety, te zapewnienia niewiele dały. Giełda praktycznie przestała funkcjonować. Użytkownicy masowo tracili zaufanie, wiele osób już nie odzyskało środków, a działalność Coinbe i obroty praktycznie wymarły jeszcze w 2019.
Coinbe skończyło więc podobnie jak wiele innych polskich giełd uruchomionych w okresie bańki z 2017 roku.
Pracownia Nowych Technologii (PNT) i Szczepan Bentyn
Po tematach związanych głównie z upadkami giełd przechodzimy do „upadków” barwnych postaci z polskiej kryptosfery oraz ich projektów.
Gdy o kryptowalutach w Polsce nie wiedziano jeszcze zbyt wiele, dorobiliśmy się pierwszego pełnoprawnego „influencera finansowego” w osobie Szczepana Bentyna.
Zapraszany do mediów odważnie sugerował, że „Bitcoin będzie wart 1 milion dolarów” i napisał o tym nawet książkę.
Na fali jego popularności powstała Pracownia Nowych Technologii, znana też jako PNT. W 2017 roku Bentyn zaprosił inwestorów do ambitnego przedsięwzięcia: budowy dużej, przemysłowej serwerowni do kopania kryptowalut (tzw. kopalni Bitcoina), która miała generować pokaźne zyski, wykorzystując energię z elektrowni wiatrowych.
Pomysł „chwycił”, kopalnię udało się uruchomić, a do projektu spółki, według portalu Money.pl, przystąpiło kilkaset osób, które łącznie wyłożyły ponad 21,5 mln zł (choć początkowo zakładano, że projekt ruszy nawet za połowę tej kwoty, a dokładnie mówiąc 10 milionów). Sam Bentyn twierdzi jednak, że łącznie zebrano 25 milionów w 4 projektach kopalń i nigdy nie zakładano, że projekt uda się zrealizować za wspomnianą, mniejszą sumę.
W zamian uczestnicy mieli partycypować w zyskach z wydobycia. Plan zakładał oddawanie inwestorom aż 75% wypracowanych profitów. I chociaż jak twierdzi Bentyn, 3 z 4 projektów zakończyły się powodzeniem, rzeczywistość okazała się brutalna dla części inwestorów. Według Pulsu Biznesu była mowa o około 230 osobach.
Co poszło nie tak? Jak przyznał sam Bentyn, projekt wystartował w najgorszym możliwym momencie, a mianowicie na szczycie bańki spekulacyjnej w 2017 r., tuż przed załamaniem rynku.
Gwałtowny spadek ceny bitcoina (o około 80% od szczytu) drastycznie obniżył opłacalność wydobycia, jednocześnie wzrosła trudność kopania i ceny prądu, a wewnątrz spółki doszło do konfliktów.
Bentyn umieścił w serwisie YouTube swoją „spowiedź”.
Bentyn ostatecznie wyemigrował z rodziną do Paragwaju. Kraj ten nie ma umowy ekstradycyjnej z Polską, co wielu odebrało jako próbę ucieczki przed ewentualnymi zarzutami.
Sam Bentyn zaprzecza, jakoby wyjechał w obawie przed polskim wymiarem sprawiedliwości, podkreślając, że prokuratura przez ponad sześć lat nie postawiła mu zarzutów, spółka zakończyła proces upadłościowy i wykreśloną ją z KRS.
Z najnowszym materiałów publikowanych przez samego Bentyna wynika natomiast, że nie przebywa już w Paragwaju, tylko w Salwadorze, w międzyczasie mieszkając jakiś czas w Argentynie.
I o ile Argentyna posiada już umowę ekstradycyjną z naszym krajem, to Salwador, podobnie jak Paragwaj, już nie.
Sam Bentyn zaprzecza, jakoby wyjechał w obawie przed polskim wymiarem sprawiedliwości, podkreślając, że prokuratura przez ponad cztery lata nie postawiła mu zarzutów.
Chociaż PNT już nie ma, podobnie jak Bentyna w Polsce, jego książkę cały czas można kupić w Empiku za 84,99 zł.
Tokeneo
Marka Tokeneo to kolejny projekt, który powstał w czasie pierwszej bańki spekulacyjnej na rynku cyfrowych aktywów w 2017 roku. Od początku błyszczał bardzo silnym marketingiem ze strony założyciela Tomasza Rozmusa.
Oferowała giełdę (Tokeneo Market), kantor (Tokeneo Cash) oraz własny portal informacyjny (Tokeneo News). Projekt przetrwał okres silnego rynku niedźwiedzia z 2018 roku oraz początek zawirowań covidowych i wydawało się, że nic nie wróży jego problemów.
Tokeneo oferowało również coś przełomowego na polskim rynku w tamtych czasach, a mianowicie tokenizację aktywów rzeczywistych oraz marek osobistych. W tym celu nawiązała współpracę z Przemysławem Saletą, jednym z pierwszych „ztokenizowanych” polskich sportowców i celebrytów.
W 2021 roku firma zaczęła blokować dostęp do środków z powodu „zewnętrznych okoliczności”, w tym głównie wypowiedzenia umów bankowych i serii rzekomych oszustw. Ostatecznie giełda została wystawiona na sprzedaż za 2,5 miliona złotych.
Klienci stracili natomiast ponad 1,5 mln zł, a prokuratura zawiesiła śledztwo w listopadzie 2024 roku za brakiem dowodów przestępstwa.
Sapiency, Mosaico i Rahim Blak
Mówiąc o Tokeneo i tokenizacji, trzeba wspomnieć również o Sapiency oraz Mosaico, a także stojącym za nimi Rahimie Blaku. I chociaż Blak cały czas aktywnie działa, między innymi w ramach inicjatyw Copernic i Resoraki, to dwa wspomniane projekty wydają się być martwe.
Startup Rahima Blaka o nazwie Mosaico miał być rewolucją w tokenizacji projektów i marek osobistych. Planowana współpraca z Tokeneo skończyła się medialną wojną i zarzutami o kradzież własności intelektualnej.
Strona projektu już nie działa, a jej media społecznościowe przestały być aktywne w 2023 roku.
Sapiency oferowało bardzo podobną ideę, skupiając się jednak głównie na tokenizacji osób i opisując się jako połączenie Patreona, TikToka oraz Nasdaqa.
Tutaj jednak skończyło się podobnie jako z Mosaico, a media społecznościowe startupu milczą od kilku ładnych lat.
Blak zdążył stworzyć jednak własny token RahimCoin, który stał się prototypem dla całej platformy Sapiency. Zebrał od 85 inwestorów ponad 216 tysięcy złotych, obiecując im możliwość inwestowania w „markę osobistą” i udział w przyszłych dochodach.
Pierwszym, co tokenizował Blak, były farmy słoneczne Copernic, które działają do dzisiaj. Model biznesowy zakładał, że inwestorzy kupują tokeny reprezentujące udziały w farmach OZE (odnawialnych źródeł energii), a potem otrzymują zwroty z produkcji energii.
Metahero
Metahero to projekt z pogranicza kryptowalut i świata metaverse, stworzony przez Roberta Gryna, kontrowersyjnego i popularnego w mediach społecznościowych przedsiębiorcę, który zasłynął wcześniej jako założyciel firmy Codewise i jeden z najmłodszych polskich milionerów.
Pamiętacie reklamy typu „odbierz darmowego iPhone’a” albo „wygraj wakacje życia”, które stały na pograniczu spamu i scamu? Jeżeli kiedykolwiek natknęliście się na nie w Internecie, to najprawdopodobniej stała za nimi Gryn.
W 2019 roku Gryn sprzedał Codewise za 150 milionów złotych, długo nie wytrzymał jednak na zawodowej emeryturze. W 2021 roku Gryn rzucił się na głęboką wodę rynku krypto, obiecując rewolucję w świecie wirtualnej rzeczywistości.
Metahero miało umożliwić tworzenie cyfrowych awatarów 3D na podstawie skanów rzeczywistych osób i obiektów. Zapowiadano budowę sieci nowoczesnych skanerów, połączenie z grami, NFT i równoległym projektem metaverse o nazwie Everdome (wirtualna kolonia na Marsie).
W szczytowym momencie, pod koniec 2021 roku, token Metahero (HERO) notował astronomiczne wyniki, a jego cena wzrosła do ok. 0,25 dol., gdy kapitalizacja rynkowa sięgnęła prawie 800 mln dolarów. Jednak już w rok od startu sytuacja Metahero prezentowała się fatalnie, a wartość tokena spadła o 99% od maksimum, praktycznie do poziomów bliskich zeru.
Robert Gryn stopniowo wycofywał się z kierowania przedsięwzięciem. Najpierw, w połowie 2022, zrezygnował z funkcji CEO Metahero, przekazując stery wspólnikowi (oficjalnie tłumaczył to względami osobistymi). Później, na początku 2023, odszedł także z zarządu bliźniaczego projektu Everdome.
Kulminacją było skasowanie przez Gryna jego kont w mediach społecznościowych (Twitter, LinkedIn) w kwietniu 2023.
HubBurger i LiRoyal
Ten projekt (który oficjalnie cały czas funkcjonuje i według twórców ma się świetnie) pokazuje, że nie każdy głośny pomysł z pogranicza nowych technologii i show-biznesu kończy się sukcesem.
HubBurger (marka promowana przez rapera i byłego posła Piotra “Liroya” Marca) miał łączyć branżę konopną z kryptowalutami. Głośno zapowiadano marketplace, tokeny (akcje LiRoyal) i nawet NFT powiązane z biznesem cannabis.
Plany wyglądały ambitnie, a Liroy przekonywał inwestorów, że tworzy “konopne imperium” i szykuje wejście spółki na giełdę. W 2021 r. i później zebrał od wielu osób kapitał (niektóre znane postaci zainwestowały dziesiątki tysięcy złotych, licząc na szybkie zyski).
Niestety, w 2025 r. wybuchła potencjalna afera. Rzekomo obietnice nie zostały spełnione, a inwestorzy nie mają nawet podstawowych informacji o spółce.
Portal branżowy Weednews opisał nieprawidłowości w działalności LiRoyal, co ośmieliło poszkodowanych do zabrania głosu, a temat podchwyciły ogólnopolskie media.
Zaczęły napływać świadectwa ludzi, którzy wpłacili pieniądze i czują się oszukani.
Zainwestowałem 5,5 tys. zł i do dziś nie otrzymałem żadnych informacji o kondycji spółki, nawet nie wpisano mnie do rejestru akcjonariuszy
– relacjonuje jeden z inwestorów.
Sam Liroy wszystkiemu zaprzecza, ale zaufanie zostało poważnie nadszarpnięte. Projekt HubBurger i LiRoyal nie ogłosił upadłości, formalnie istnieje, lecz można mówić o upadku reputacyjnym.
Więcej o tej sprawie między innymi na kanale YouTube SIWY BROKUŁ:
BigShortBets
Listę barwnych postaci polskiej sceny kryptowalutowej zamykamy personą niegdyś okrzykniętą „królem polskich spekulantów”, a mianowicie Rafałem Zaorskim.
Zaorski ma na swoim koncie co najmniej kilka kontrowersyjnych projektów (pamiętacie próbę tokenizowania najdroższego mieszkania w Polsce?), w tym artykule skupimy się jednak tylko na jednym z nich, a mianowicie BigShortBets.
BigShortBets to projekt zainicjowany przez Rafała Zaorskiego w 2021 r., podczas gorączki wokół WallStreetBets, społeczności traderów detalicznych, która chciała walczyć z wielkimi funduszami hedgingowymi.
Zaorski zapowiadał zdecentralizowaną platformę do anonimowego zawierania zakładów i shortowania (grania na spadki), z własnym tokenem $BIGSB. Pomysł przyciągnął uwagę społeczności krypto w Polsce, a w ramach emisji tokenów zaufało mu około 3 tysiące inwestorów.
Niestety, z biegiem czasu projekt napotkał poważne kontrowersje. Już pod koniec 2022 r. i w 2023 r. pojawiały się głosy rozczarowania. Rozwój platformy zwolnił, a Zaorski skupił się na innych aktywnościach.
Kulminacja miała miejsce w 2024 r., gdy grupa hakerów 44Crew ujawniła szokujące oskarżenia: zarzucili oni Rafałowi Zaorskiemu, że wyprowadził z BigShortBets równowartość ok. 3,5 mln dolarów (miał rzekomo potajemnie zdjąć płynność tokenów i przenieść środki na prywatne konto na giełdzie Kraken).
Zamiast realizować założenia projektu, lider projektu miał wykorzystać fundusze inwestorów do własnych celów. Według tych doniesień Zaorski wcześniej zapewniał, że zebrany kapitał będzie zabezpieczeniem tokenu i każdy inwestor “nie wyciągnie mniej, niż włożył”.
Sam Zaorski odpierał zarzuty i twierdził, że żadnych pieniędzy nie ukradł (śledztwo w tej sprawie podobno toczy się, a on sam miał zeznawać jako świadek).
Jak jednak przyznawał wielokrotnie, nie widział nic złego w transferowaniu środków na własne konta, w celu „grania” nimi na realnych rynkach.
I o ile strona BigShortBets cały czas działa, to całkowicie zmieniono założenia projektu. Teraz BSB ma być „wskaźnikiem AI badającym nastroje” na Twitterze oraz w Internecie.
CoinPlex
Na sam koniec mamy dla Was „perełkę” jeszcze do niedawna podbijającą serca polskich poszukiwaczy szybkich i gwarantowanych zysków, szczególnie z województwa podkarpackiego. Mowa o CoinPlex, którego biuro mieściło się w centrum Mielca.
I chociaż projekt miał zasięg międzynarodowy, to ponad 90% ruchu generowali właśnie klienci z Polski. Gdy jeszcze w wakacje rozmawialiśmy z osobami z tego regionu, to mówiły nam szczerze, że w Coinplex środki inwestują „rodzice, dziadkowie i Pani z piekarni”.
Wszyscy rzekomo wiedzieli, że CoinPlex to piramida, wierzyli jednak, że póki będzie napędzana przez ich kapitał i nowych członków, uda się na niej zarobić. Części rzeczywiście się udało, wrzesień, przyniósł jednak koniec marzeń o szybkich i dużych pieniądzach.
CoinPlex reklamował się jako amerykańska firma inwestycyjna z siedzibą w Denver, oferująca „quant trading” kryptowalutowy przez prostą aplikację mobilną. Marketing był profesjonalny: eleganckie grafiki, profesjonalne landing page’e, nawet sponsoring piłkarskiej Stali Mielec.
Co obiecywali twórcy? Inwestujesz minimum 50 dolarów w stablecoinach (USDT lub USDC), a potem klikasz przycisk w aplikacji 3-4 razy dziennie. Każde kliknięcie miało uruchamiać „zaawansowane algorytmy AI”, które generowały dzienny zysk na poziomie 1,8-1,9% od kapitału.
Oznacza to roczny zwrot na poziomie… 67 188%. Inwestycja tysiąca złotych zamieniłaby się w 671 tysięcy po roku. Po dwóch latach? Ponad 450 milionów złotych. Gdyby ktoś włożył 50 dolarów na starcie, po trzech latach byłby bogatszy od Elona Muska.
Oczywiście to matematyczna fantazja. Dla porównania Warren Buffett osiągał średnio 20% rocznie przez pięć dekad kariery. Renaissance Technologies, najlepszy fundusz hedgingowy w historii, generował około 35% rocznie.
Ostatecznie okazało się, że CoinPlex był nie tylko piramidą finansową. Aplikacja zawierała jednocześnie trojana o nazwie SparkKitty, który systematycznie wykradał dane z telefonów użytkowników.
Co kradł? Zdjęcia z galerii, szczególnie te zawierające seed phrases (frazy odzyskiwania portfeli kryptowalutowych). Wielu użytkowników robiło fotki swoich fraz „dla bezpieczeństwa”. CoinPlex automatycznie je skanował, rozpoznawał tekst przez OCR bazujące na Google ML Kit i przesyłał na serwery przestępców.
W sierpniu 2025 roku rozpoczęły się problemy z wypłatami. 1 września 2025 roku Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości wraz z Urzędem Celno-Skarbowym przeprowadziło skoordynowaną akcję na terenie pięciu województw: podkarpackiego, małopolskiego, świętokrzyskiego, lubelskiego i śląskiego.
Zatrzymano 9 osób podejrzanych o organizację i funkcjonowanie piramidy finansowej. Przeszukano 21 miejsc, zabezpieczono mienie warte prawie 1,5 miliona złotych, w tym gotówkę, ruchomości, sprzęt teleinformatyczny i materiały promocyjne.
Wstępne szacunki śledczych mówią o stratach co najmniej 20 milionów złotych.
Czego nauczyły nas nieudane projekty?
Nieudane projekty krypto pokazały nam, jak ważne jest łączenie entuzjazmu z rozsądkiem. Z jednej strony wciąż wierzymy, że innowacje blockchain mogą przynieść realną wartość (i nie brak u nas kreatywnych pomysłów). Z drugiej strony jesteśmy już ostrożniejsi: trzy razy zastanowimy się, zanim zainwestujemy w kolejnego „polskiego coina, który podbije świat”.
Przypadki takie jak BitMarket, PNT, Metahero czy FuturoCoin uwypukliły kilka prawd. Po pierwsze, technologia to nie wszystko. Liczy się zaufanie, transparentność i kompetentne zarządzanie projektem.
Po drugie, regulacje mogą być przyjacielem, a nie wrogiem. Oczywiście, ich obecna propozycja (stan na październik 2025) jest nie do przyjęcia i stanowi ogromne zagrożenie dla polskiego sektora kryptowalut nad Wisłą.
Brak nadzoru i klarownych zasad często zemścił się chaosem i stratami, więc ucywilizowanie rynku leży w interesie wszystkich uczciwych graczy. Po trzecie, społeczność kryptowalutowa w Polsce dojrzała, ale cały czas trzeba stawiać na edukację i budowanie świadomości. Doskonałym tego przykładem jest ostatni sukces i następnie głośny upadek CoinPlex.
Lista grzechów głównych upadłych projektów obejmuje chciwość, brak kompetencji, oszustwa, zaniedbania prawne i zbytnią ufność w hype kryptowalutowy.
Ważniejsze jest jednak to, co dalej z tą wiedzą zrobimy. Jeśli inwestorzy będą ostrożniejsi, twórcy mądrzejsi o poprzednie błędy, a państwo stworzy stabilne ramy działania, kolejne polskie inicjatywy kryptowalutowe mają szansę pisać już historię sukcesu.
Polskie projekty krypto które upadły
Bitomat była pierwszą polską giełdą bitcoinową, która upadła w lipcu 2011 roku. Podczas rutynowej aktualizacji serwera skasowano całą maszynę wirtualną wraz z portfelem BTC i wszystkimi kopiami zapasowymi. Użytkownicy stracili swoje Bitcoiny bez żadnych szans na odzyskanie.
Szacuje się, że na świecie około 3,5 miliona osób wzięło udział w programie FutureNet, z czego około 100 tysięcy stanowili Polacy. Łączne straty polskich uczestników mogły sięgnąć ponad 200 milionów złotych. FutureNet był klasyczną piramidą finansową działającą w latach 2016-2018.
BitMarket działał jako legalna giełda kryptowalut od 2014 roku. Platforma niespodziewanie ogłosiła jednak upadłość w nocy z 7 na 8 lipca 2019 roku, zamykając działalność i pozostawiając użytkowników bez dostępu do środków. Prokuratura oszacowała, że klienci mogli stracić co najmniej 2300 Bitcoinów.
Token Metahero (HERO) w szczytowym momencie końca 2021 roku osiągnął kapitalizację prawie 800 milionów dolarów. W rok później wartość spadła o 99% od maksimum, praktycznie do poziomów bliskich zeru. Robert Gryn stopniowo wycofywał się z projektu, ostatecznie kasując swoje konta w mediach społecznościowych w kwietniu 2023 roku.
BitBay, największa polska giełda kryptowalut z tamtych czasów, przeniosła działalność do Estonii w 2019 roku. Decyzję tę podjęto głównie z powodu braku jasnych regulacji w Polsce, problemów z opodatkowaniem transakcji kryptowalutowych (w tym głośnej sprawy podatku PCC w 2018 roku) oraz ostrożnego podejścia polskich banków i KNF.
Inwestorzy wyłożyli łącznie ponad 21,5 milionów złotych na projekt Pracowni Nowych Technologii (PNT), który miał budować przemysłową kopalnię Bitcoina wykorzystującą energię słoneczną. Żaden z kilkuset inwestorów ostatecznie nie wyszedł „na plus”. Bentyn później wyemigrował do Paragwaju, kraju który nie ma umowy ekstradycyjnej z Polską. Obecnie przebywa w
CoinPlex prezentował się jako amerykańska firma inwestycyjna oferująca quant trading z dziennym zyskiem 1,8-1,9% od kapitału. W rzeczywistości był piramidą finansową, której aplikacja zawierała również trojana SparkKitty wykradającego dane użytkowników. We wrześniu 2025 roku policja zatrzymała 9 osób, a straty oszacowano na co najmniej 20 milionów złotych.
Tokeneo było legalną platformą oferującą giełdę, kantor i portal informacyjny od 2017 roku. W 2021 roku firma zaczęła blokować dostęp do środków, tłumacząc to wypowiedzeniem umów bankowych i serią oszustw. Klienci stracili ponad 1,5 miliona złotych, a prokuratura zawiesiła śledztwo w listopadzie 2024 roku za brakiem dowodów przestępstwa.
W ciągu ostatniej dekady w Polsce upadło kilkanaście giełd i kantorów kryptowalutowych. Wśród najbardziej znanych należy wymienić: Bitomat (2011), Bitcurex (2016), BitMarket (2019), Coinroom (2019), Abucoins (2018) i Coinbe (2019). Każda z nich pozostawiła za sobą poszkodowanych inwestorów i wyciągnięte wnioski dla całej branży.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->

Świetny artykuł. Dużo informacji. Wymagało to niewątpliwie wiele pracy, ale takie artykuły są bardzo potrzebne. Każdy powinien to sobie przeczytać.
Dziękuję!
Dodam jeszcze, że na szczęście nie stałem się ofiarą żadnej z tych opisanych sytuacji. Miałem do czynienia tylko z Bitmarket, ale zdążyłem uciec przed zamknięciem.
Natomiast popełniłem kilka błędów na innych (nie polskich) projektach jak choćby Luna, czy ostatnio giełda Xeggex. Wiadomo, że szkoda każdego straconego w ten sposób dolara, jednak były to błędy, na które (na szczęście) mogłem sobie pozwolić.