fbpx

W Rosji bitcoin oficjalnie nie istnieje, więc… można go kraść (?)

Marek Lesiuk
russian emblem Regulacje prawne

Sąd kryminalny w Petersburgu odrzucił wniosek ofiary rabunku, aby zobowiązać jej napastników do zwrotu zrabowanej kryptowaluty. Stwierdził przy tym, że nie ma czego zwracać.

Napastnicy, udając funkcjonariuszy bezpieki FSB,  porwali poszkodowanego, by następnie wymusić na nim (używając przy tym najpewniej metod z arsenału KGB, poprzednika FSB) oddanie 5 mln rubli (~90 tys. dolarów) w gotówce, a także, może przede wszystkim, 99,7 bitcoina, o wartości powyżej 900 tys. dol.

Zbrodnia i kara (ale ta druga tylko na pół gwizdka)

Przestępców skazano na osiem do dziesięciu lat kolonii karnej, pokrzywdzony jednak słusznie domagał się także, by naprawić jego krzywdę finansową. Sąd istotnie, nakazał porywaczom zwrot 5 milionów rubli. Bitcoinów, jednakże – nie. Reprezentant rosyjskiej temidy stwierdził przy tym, że w tamtejszym prawie nie istnieje coś takiego jak kryptowaluta, wobec czego oficjalnie żadne tam bitcoiny nie istnieją – a zatem nie ma też co zwracać.

To wszystko, zaznaczmy, w sytuacji, gdy rosyjski rynek kryptowalut uchodzi za jeden z najżywszych na świecie, zaś rosyjskie służby specjalne podejrzewane są o szeroko zakrojone kradzieże cyber-aktywów.

Rosyjskie sądownictwo niebezpodstawnie ma u swoich rodaków jak najgorszą opinię. Jego modus operandi to zasada działania na telefon – od polityka, oligarchy czy urzędnika. Częstokroć równie ważnym czynnikiem w kontekście kształtowania sentencji wyroków jest także tzw. widzimisię sędziów, którzy, o ile spełniają oczekiwania politycznych przełożonych, w istocie nie muszą liczyć się z faktycznym nadzorem.

Państwo nie lubi konkurencji

I w tej perspektywie należy rozumieć wyrok. Podejrzewać można, iż sędzia usiłował podlizać się czynnikom rządowym, co i rusz wysyłającym sygnały pełne niechęci wobec kryptowalut (choć niechęci bardzo wybiórczej). Z drugiej wszakże strony, w rosyjskim establishmencie politycznym bynajmniej nie ma konsensusu odnośnie tematu walut wirtualnych, i rozmaite urzędy oraz frakcje forsują własne wizje polityki w tej materii, niejednokrotnie całkowicie ze sobą sprzeczne.

Pechowy pokrzywdzony może jeszcze spróbować pozwać swoich oprawców w sądzie cywilnym, i tam żądać zwrotu swoich bitcoinów (pytanie, czy sąd cywilny będzie prezentował inną jakość niż karny…?). Niezależnie od jego powodzenia w tej kwestii, odnotować należy fakt, iż sędzia w istocie usankcjonował kradzież. Nie dziwi w tym kontekście powszechny brak szacunku wobec tamtejszego prawa.

Niestety, wygląda na to, że w Rosji leninowska zasada „grab zagrabione” obowiązuje w najlepsze – przynajmniej w odniesieniu do aktywów cyfrowych.