Polski Sejm przyjął w piątek kilkadziesiąt poprawek narzuconych przez Senat odnośnie ustawy mającej regulować sektor kryptowalut w Polsce. Teraz dokument ma trafić na biuro prezydenta. W międzyczasie wiceminister finansów Jurand Drop brnie w narrację, że ustawodawstwo jest koniecznością.
- Prace nad ustawą dot. regulacji kryptowalut w Polsce dobiegły końca. Pozostaje już tylko czekać na podpis lub weto Karola Nawrockiego.
- Branża blockchain oraz wielu ekspertów wskazują wyraźnie, że obecny zapis tego ustawodawstwa to ogromne zagrożenie dla tego sektora.
- Wiceminister finansów Jurand Drop próbuje odwrócić uwagę społeczeństwa od realnych następstw tej ustawy i wyjaśnia, dlaczego jest konieczna.
Psy szczekają, karawana jedzie dalej
W piątek polski Sejm ponownie uchwalił ustawę dot. kryptowalut, tym razem po uwzględnieniu poprawek wskazanych przez Senat.
Wszystko teraz będzie zależało od Karola Nawrockiego, który w czasie kampanii wyborczej deklarował wspieranie innowacji technologicznych w Polsce, więc będzie miał okazję udowodnić, że nie jest gołosłowny.
Branża cyfrowych aktywów mówi jednym głosem: Pani prezydencie, konieczne jest weto!
Jak informowaliśmy już wielokrotnie, obecny zapis nowych przepisów nie wprowadza udogodnień dla polskich przedsiębiorców z tego sektora, a wręcz przeciwnie.
Ustawa stworzona przez Ministerstwo Finansów, na czele z politykami Platformy Obywatelskiej, skupia się na rygorystycznym nadzorze ze strony Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), która choć nie zakomunikowała tego wprost, to dała wszystkim do zrozumienia, że zamierza gnoić tę branżę na podobnej zasadzie, jak robiła to amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) w czasach rządów Joe Bidena, gdy szefem tej instytucji był Gary Gensler.
Za brak odpowiedniej licencji i zgłoszenia działalności na tym rynku przewidziane są wieloletnie wyroki więzienia oraz kary finansowej do nawet 10 milionów złotych.
Branżowi eksperci, prawnicy, niektórzy politycy (głównie z Konfederacji i część z PiS) wskazywali na absurd tego, że ustawodawstwo to stworzyli ludzie, który nie mają absolutnie żadnego pojęcia o technologii blockchain i kryptowalutach.
Posłanka Krystyna Skowrońska czytając z mównicy sejmowej treść proponowanej ustawy nie była w stanie nawet poprawnie wymówić terminów „blockchain” czy „stablecoiny”.
Mimo licznych protestów polski Sejm przegłosował we wrześniu ustawę. O tym, które partie były za wprowadzeniem tych przepisów, pisaliśmy w tym miejscu.
Wiceszef MF kompromituje się dalej…
Oliwy do ognia dyskusji dolewa regularnie wiceminister finansów Jurand Drop, który bezczelnie zarzucił naszej branży, że ta „sieje dezinformację” na temat następstw wprowadzenia szykowanych regulacji.
W tym tygodniu dwukrotnie przekonywał, że jest to „najlepsza ustawa, jak mogła powstać” w tej kwestii i jest ona koniecznością.
Jego słowa spotkały się z krytyką ze strony takich przedsiębiorców, jak Sławomir Zawadzki, czyli CEO giełdy Kanga.
Z pełnym szacunkiem dla procesu legislacyjnego i pracy Ministerstwa Finansów, chcemy podkreślić, że nasz apel nie miał nic wspólnego z dezinformacją ani z próbą blokowania wdrożenia MiCA. Celem środowiska krypto w Polsce jest stworzenie takich warunków prawnych, które pozwolą krajowym firmom działać zgodnie z europejskimi regulacjami, na równych zasadach z podmiotami zagranicznymi.
– mówił.
Jak wyjaśnił, problemem tej ustawy jest jednak tzw. goldplating, czyli wprowadzanie do krajowego prawa zapisów wykraczających poza ramy rozporządzenia unijnego MiCa.
W obecnym kształcie ustawa oznacza, że firmy z polskim kapitałem będą musiały spełnić znacznie bardziej restrykcyjne wymogi niż ich konkurenci z innych krajów.
Co na to Drop? Polityk nadal brnie w narrację, że krytycy nie mają racji i jeżeli działania jego resortu nie zostaną szybko sfinalizowane przez podpis prezydenta, to cała branża będzie miała poważne kłopoty.
W rozmowie z Polską Agencją Prasową rzucił następujące słowa:
Jeśli nie będzie ustawy, to polski obywatel, który będzie chciał skorzystać z usług firmy z rynku kryptoaktywów, nie znajdzie firm zarejestrowanych w kraju, tylko takie z rejestracją w Estonii czy w Niemczech. Zwłaszcza w Niemczech jest ich dużo. Z danych ESMA wynika, że ok. 1/4 firm działających w UE jest zarejestrowana w Niemczech. Wszystkie opłaty za usługę polegającą na zakupie kryptoaktywów oraz prowadzeniu konta klienta będą trafiały do firm w innych krajach, co oznacza także, że trafią tam również podatki. No i w sytuacji, kiedy pojawi się problem z obsługą konta, klient z Polski nie będzie mógł zwrócić się do polskiego urzędu, tylko będzie musiał szukać pomocy w urzędzie za granicą
– powiedział wiceminister.
Jak widać, do tego człowieka absolutnie nie dociera, że wprowadzenie tej ustawy sprawi, że nawet zarejestrowane już w Polsce kryptofirmy zaczną po prostu przenosić się za granicę i z całą pewnością zagraniczne podmioty nie będą chciał ubiegać się o zgodę KNF-u na działanie nad Wisłą.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->