Chiny zaczęły mówić o Bliskim Wschodzie w sposób, który może okazać się ważniejszy niż kolejne wojskowe komunikaty z frontu. Pekin nie tylko potępił ataki na ludność cywilną i cele niemilitarne, ale też zapowiedział zwiększenie działalności dyplomatycznej oraz wysłanie specjalnego wysłannika do regionu. To jeszcze nie rozejm, ale sygnał, że najwięksi gracze zaczynają grać o wygaszenie wojny.
- Chiny oficjalnie sprzeciwiły się atakom na państwa Zatoki Perskiej oraz bezpardonowym uderzeniom w cywilów i cele niewojskowe. Równocześnie Pekin wezwał do szybkiego powrotu do dialogu i negocjacji.
- Pekin ma własny interes w zakończeniu wojny: destabilizacja regionu i zagrożenie dla żeglugi przez cieśninę Ormuz uderzają w globalny handel energią, a pośrednio także w bezpieczeństwo energetyczne Chin.
Chiny mówią „stop” atakom na cywilów
Państwo Środka dało do zrozumienia obu stronom konfliktu na Bliskim Wschodzie, że nie zamierza biernie się przyglądać działaniom wymierzonym w ludność cywilną.
Rzecznik chińskiego MSZ Guo Jiakun przekazał, że Pekin nie zgadza się na ataki na państwa Zatoki Perskiej i absolutnie potępia wszelkie uderzenia wymierzone w ludność cywilną oraz cele niemilitarne.
Zapowiedziano też wzmocnienie komunikacji ze wszystkimi stronami konfliktu, podkreślając, że jedynym wyjściem jest możliwie szybki powrót do rozmów.
Od kiedy jednak Chiny tak dbają o humanitaryzm? To stanowisko nie pojawiło się znikąd i skrywa za sobą konkretne pobudki Pekinu.
Już kilka dni wcześniej minister spraw zagranicznych Wang Yi zapowiedział wysłanie specjalnego wysłannika na Bliski Wschód, a podczas rozmów z partnerami z tego regionu podkreślał, że ataki na cywilów, infrastrukturę energetyczną i szlaki żeglugowe stanowią „czerwoną linię”, której nikt nie powinien przekraczać.
Chińska dyplomacja opowiada się więc za deeskalacją i stopniowym wygaszaniem konfliktu między Izraelem i USA a Iranem.
Czy to oznacza, że wojna się kończy? Zapewne jeszcze nie teraz. Bardziej uczciwe byłoby powiedzenie, że jest to sygnał zmiany klimatu politycznego wokół konfliktu.
Kiedy tak duży gracz jak Chiny zaczyna głośno naciskać na zakończenie działań zbrojnych, zwykle oznacza to, że koszty wojny stają się zbyt wysokie także dla państw, które formalnie nie uczestniczą w walkach.
Postawa Chin wynika z prostego powodu: wszystko tak naprawdę toczy się o energię i handel.
Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z kluczowych punktów światowego rynku ropy i gazu, a zakłócenia w żegludze natychmiast podbijają ceny surowców.
To właśnie ten szlak ma ogromne znaczenie dla dostaw energii do Azji, a Chiny są największym importerem energii przepływającej przez to „wąskie gardło” świata.
Dlatego właśnie Pekin może dziś mówić o pokoju nie tylko z powodów wizerunkowych, ale też bardzo pragmatycznych.
Im szybciej konflikt zacznie wygasać, tym mniejsze ryzyko dalszego chaosu na rynku paliw, inflacji i uderzenia w chińską gospodarkę.
Jeżeli Chiny zaczęłyby mocniej naciskać na koniec walk, to może być jedna z pierwszych poważnych oznak, że wojna zbliża się do politycznego sufitu.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->
