Ropa jest już o krok od przebicia progu 100 dolarów za baryłkę, a sytuacja zaczyna robić się naprawdę niepokojąca. Jeśli obecny trend się utrzyma, skutki odczują nie tylko kierowcy, ale też giełdy, inflacja i stopy procentowe. W tle widzimy kolejną eskalację konfliktu na linii USA-Iran, a żadna ze stron nie zamierza iść na ustępstwa.
- Cena ropy Brent osiągnąła dziś w trakcie sesji 97,04 dolara za baryłkę, a WTI 92,29 dolara.
- Rynek nadal boi się o cieśninę Ormuz. Przy dalszej eskalacji powrót ropy w okolice 100 dolarów jest realnym scenariuszem.
- Problemy nie kończą się na Iranie. Rosyjski rząd obniżył prognozę wydobycia ropy na 2026 rok do najniższego poziomu od 2009 roku.
Ropa drożeje w zabójczym tempie
Jeszcze wczoraj ropa Brent walczyła z poziomem 92 dolarów za baryłkę, a dziś w szczytowym momencie kosztowała już 97,04 dolara.
Do psychologicznej granicy 100 dolarów zabrakło więc mniej niż 3 dolarów. Biorąc pod uwagę kolejną eskalację wojny USA z Iranem, nie można wykluczyć, że trzycyfrowy próg zostanie niebawem przekroczony.
Weźmy pod uwagę, że kontrakty na Brent podrożały o około 4,6%, a sytuację dodatkowo zaostrzyła nowa fala amerykańskich ataków na cele w Iranie.
Donald Trump zagroził przy tym Teheranowi jeszcze mocniejszą odpowiedzią w przypadku kolejnego odwetu.
Największym problemem pozostaje oczywiście cieśnina Ormuz, przez którą przed wojną przechodziła ropa odpowiadająca około jednej piątej światowego zużycia.
Iran grozi dalszym ograniczaniem żeglugi, a w ostatnich dniach zaatakowano kolejne tankowce.
Nawet Rosja przyznaje, że ma problem z ropą
Jakby problemów podażowych było mało, niepokojące informacje płyną również z Rosji.
Według projektu nowych prognoz rosyjskiego rządu wydobycie ropy w 2026 roku ma spaść o 17,2 miliona ton, do 494,2 miliona ton, czyli około 9,88 miliona baryłek dziennie.
Byłby to najniższy poziom od 2009 roku.
Moskwa obniżyła także prognozy produkcji na kolejne lata. Powodem są m.in. skutki wojny z Ukrainą, ograniczenia eksportowe oraz coraz częstsze ukraińskie ataki dronowe na rosyjskie rafinerie.
Te ostatnie doprowadziły już do niedoborów benzyny na rosyjskim rynku.
Moskwa spodziewa się ponadto, że eksport paliw spadnie w tym roku aż o 27,3 miliona ton względem wcześniejszych założeń.
Nie oznacza to oczywiście, że świat zaraz „zostanie bez ropy”.
Ta sytuacja pokazuje jednak, że w momencie, gdy rynek najbardziej potrzebuje stabilnej podaży, kolejne duże źródło surowca zaczyna generować własne problemy.
Kto ucierpi najbardziej na drogiej ropie?
Dla zwykłego konsumenta cała historia bardzo szybko sprowadza się do jednego: wyższych rachunków.
W Polsce sytuacja jest szczególnie niewygodna.
Inflacja CPI wzrosła w sierpniu do 3,4%, a ceny paliw do prywatnych środków transportu były aż o 24,2% wyższe niż rok wcześniej.
Jednocześnie wraz z początkiem września wygasł pakiet CPN, więc stawka VAT znów podrożała i nie ma już wcześniejszych limitów cenowych.
Jeżeli Brent rzeczywiście przebije 100 dolarów i utrzyma się dłużej powyżej tego progu, skutki drogiej ropy mogą szybko wyjść poza stacje benzynowe.
Droższy transport oznacza większe koszty dla producentów, sklepów i firm logistycznych, a ostatecznie może ponownie trafić do cen wielu produktów.
Dla banków centralnych oznacza to z kolei kolejny argument przeciwko szybkim obniżkom stóp procentowych.
Jedna grupa ma powody do radości
Są oczywiście osoby, którym wzrost cen ropy jest jak najbardziej na rękę.
Jak pisaliśmy wczoraj, akcje Orlenu ustanowiły właśnie nowy historyczny rekord na poziomie 160,10 zł.
Koncernowi sprzyjają wysokie ceny surowców oraz mocne marże rafineryjne, choć dokładnie te same warunki są znacznie mniej przyjemne dla kierowców.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->