Robert Kiyosaki znów znalazł się na pierwszych stronach po informacji, że jego zadłużenie sięga aż 1,2 miliarda dolarów. Liczba brzmi jak finansowa katastrofa, ale gdy zajrzeć głębiej, okazuje się, że historia jest znacznie bardziej skomplikowana, niż sugerują nagłówki.
- W ostatnich dniach media obiegła informacja, że Robert Kiyosaki ma aż 1,2 miliarda dolarów długu. Problem w tym, że ta liczba krąży od lat, a najnowsze publikacje mocno upraszczają jej znaczenie.
- Nowy profil Kiyosakiego w „Vanity Fair” pokazuje, skąd naprawdę bierze się gigantyczne zadłużenie i dlaczego nie można traktować go jak zwykłego osobistego długu autora „Bogatego ojca, biednego ojca”.
Kiyosaki ma kłopoty finansowe?
Guru finansów z długiem większym niż majątek wielu spółek giełdowych brzmi jak gotowy przepis na kompromitację.
Problem w tym, że w przypadku Roberta Kiyosakiego kwota 1,2 miliarda dolarów nie oznacza tego, co większość czytelników odruchowo zakłada.
Nową falę doniesień wywołał opublikowany 26 sierpnia obszerny profil pisarza w „Vanity Fair”, amerykańskim magazynie zajmującym się kulturą, biznesem, polityką i znanymi postaciami życia publicznego.
Największe emocje wzbudziła oczywiście wspomniana suma zadłużenia.
Kim Kiyosaki, była żona autora, która nadal jest jego biznesową partnerką, potwierdziła ją, ale jednocześnie zwróciła uwagę na kluczowe rozróżnienie.
Kiyosaki nie jest winien osobiście bankom 1,2 miliarda dolarów.
Ta suma to łączny dług grupy inwestorów posiadającej około 1500 lokali mieszkalnych. Zobowiązania są przy tym powiązane z nieruchomościami, które generują przychody.
„Vanity Fair” szacuje, że osobista część długu Kiyosakiego może wynosić około 30-60 milionów dolarów, zakładając deklarowany przez niego dochód na poziomie około 3 milionów dolarów rocznie.
Nie jest to jednak oficjalnie potwierdzona wartość zobowiązań, lecz kalkulacja autora artykułu.
Paradoksalnie na tym właśnie polega strategia Kiyosakiego.
Nie chodzi o to, że pożycza pieniądze na życie ponad stan.
Dług służy mu przede wszystkim do kupowania nieruchomości, które później mają zarabiać na siebie z czynszów i wzrostu wartości.
Przykład jest prosty: inwestor kupuje blok lub apartamentowiec za pożyczone pieniądze.
Czynsze płacone przez najemców generują przychód, z którego właściciel może pokrywać koszty nieruchomości i obsługi zadłużenia.
Jeżeli jej wartość rośnie, właściciel może wykorzystać ją jako zabezpieczenie pod kolejny kredyt i kupić następne aktywo.
Właśnie taki dług Kiyosaki nazywa „dobrym długiem”, ponieważ pożyczone pieniądze mają finansować coś, co generuje dochód.
Natomiast „złym długiem” byłby dla niego np. kredyt przeznaczony na konsumpcję, który nie tworzy żadnego nowego źródła przychodu.
Ta historia wcale nie jest nowa
Weźmy również pod uwagę, że to nie jest tak, że Kiyosaki ujawnił swój dług dopiero w sierpniu 2026 roku.
Fortune już w styczniu 2024 roku pisało, że autor chwali się zadłużeniem przekraczającym miliard dolarów i deklaruje, że wykorzystuje pożyczone pieniądze do kupowania aktywów.
Nie należy również mylić obecnej historii z bankructwem.
W 2012 roku upadłość ogłosiła Rich Global LLC, jedna ze spółek powiązanych z Kiyosakim, po zasądzeniu około 24 milionów dolarów na rzecz byłego partnera biznesowego.
Nie było to jednak osobiste bankructwo Kiyosakiego.
Najnowsze nagłówki w mediach nie wskazują jednak na prawdziwy problem z sędziwym pisarzem z Hawajów.
Kim Kiyosaki sama przyznała, że jej były mąż lubi szokować, a gigantyczna liczba pozwala mu przyciągnąć uwagę, zanim zacznie tłumaczyć swoją teorię „dobrego długu”.
W ostatnich miesiącach podobnych prowokacji było wyjątkowo dużo.
Kiyosaki zaledwie dwa tygodnie temu mówił o srebrze po 200 dolarów i powtarzał prognozę złota po 10 tys. dolarów, nie przedstawiając własnych wyliczeń uzasadniających te poziomy.
W marcu poszedł jeszcze dalej przy prognozowaniu wielkiego krachu powołując się na… Nostradamusa i Edgara Cayce’a, po czym kilka godzin później opublikował przeprosiny i próbował doprecyzować swoje stanowisko.
Miał też problem z własnymi deklaracjami dotyczącymi bitcoina: twierdził, że przestał kupować BTC przy 6 tys. dolarów, choć użytkownicy znaleźli jego późniejsze wpisy o zakupach przy cenie przekraczającej 100 tys. dolarów.
Paradoks polega więc na tym, że tym razem to nie Kiyosaki najbardziej przesadził, lecz część nagłówków opisujących jego dług.
Problem w tym, że po latach rzucania coraz bardziej ekstremalnych prognoz sam zapracował na sytuację, w której nawet prawdziwe informacje o jego finansach wymagają dokładnego sprawdzania kontekstu.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->