Polska spółka ogłasza ogromne zakupy bitcoina. Nie brakuje jednak red flagów
Notowana na NewConnect spółka BTCS planuje zwiększyć swoje zasoby bitcoina, by umocnić pozycję w europejskim segmencie firm aktywnie zarządzających kryptowalutami. Zgodnie z wypowiedziami członków zarządu, jej model biznesowy w niektórych punktach wydaje się jednak dość… problematyczny.
- BTCS to polska spółka technologiczna zajmująca się przechowywaniem kryptowalut i generowaniem zysków poprzez delegowanie ich do zarządzanych przez siebie walidatorów w modelu Proof of Stake.
- Jednym z głównych problemów modelu biznesowego spółki może być zmienność przechowywanych aktywów i ryzyko krachu.
BTCS chce zostać największym skarbcem bitcoina w Europie
BTCS jest notowaną na giełdzie NewConnect spółką technologiczną, zajmującą się budową i zarządzaniem infrastrukturą zdecentralizowanej gospodarki cyfrowej opartej na technologii blockchain.
Prowadzi ona własne węzły walidacyjne (tzw. nodes – sprawdzające i weryfikujące transakcje) w modelu Proof of Stake i deleguje do nich zgromadzone cyfrowe aktywa (głównie bitcoina) w celu generowania przychodów ze stakingu. “Zamraża” BTC na walidatorach, by otrzymywać nagrody protokołowe.
Podczas konferencji Invest Cuffs, w rozmowie z ISBtech, przewodniczący Rady Nadzorczej BTCS – Lech Wilczyński – zaznaczył, że ambicją spółki jest zostanie największą w Europie (“pod względem zgromadzonego kapitału”) spółką typu DATCO – Digital Asset Treasury Company.
Firmy z tego segmentu aktywnie zarządzają cyfrowymi aktywami, traktując kryptowaluty jako rezerwę skarbową i jednocześnie wykorzystują je do osiągania zysków, np. ze stakingu czy pożyczek DeFi.
Jak w wywiadzie opublikowanym przez Bankier.pl, zauważa dziennikarz Michał Misiura, model Proof of Stake nie kojarzy się z przetrzymywanym przez firmę bitcoinem, który korzysta modelu Proof of Work.
W odpowiedzi, Główny Akcjonariusz BTCS – Wojciech Kaszycki – tłumaczy, że firma swoją działalnością podpina się pod istniejący trend Bitcoin DeFi, który zrodził projekty pozwalające posiadaczom bitcoina “zamrażać” kryptowaluty w protokole i w ten sposób – uczestniczyć w zatwierdzaniu zawieranych w nim transakcji czy pożyczać środki innym użytkownikom w ramach pożyczek P2P i dzięki temu otrzymywać wynagrodzenie.
Według Wojciecha Kaszyckiego, chociaż zyski osiągane z tego tytułu mogą być porównywalne do tych osiąganych na lokatach, zaletą jest tu sam rynek bitcoina, który oferuje ogromny potencjał do wzrostu:
Trzeba pamiętać, że 5% na bitcoinie, patrząc na jego wzrost w stosunku do waluty fiducjarnej, oznaczało 60% na złotym w perspektywie ostatnich 3 lat. Proszę mi pokazać lokatę, która płaci 60% rocznie i nie mówimy tutaj o Amber Gold.
Tutaj pojawiają się czerwone flagi, ponieważ zmienność bitcoina jest mieczem obosiecznym.
Kryptowaluta obiecuje zyski większe, niż te, które możemy osiągnąć na lokatach w walutach fiat, nie oferując jednak stabilności i przewidywalności walut fiat.
Prezes – Marlena Lipińska – odpowiedziała na ten problem w sposób nieco… kuriozalny.
Twierdząc, że ryzyko krachu na rynku kryptowaluty “nie dotyczy” spółki BTCS, ponieważ nie jest ona eksponowana na waluty fiat, a jej “bazą walutową jest bitcoin”, dlatego w wypadku załamania ceny BTC względem złotówki, firma wciąż “ma tyle samo bitcoinów”.
Przy czym nie zwrócono tu uwagi na fakt, że nawet, jeśli spółka nie korzysta z walut fiat, ich kapitał i kondycja finansowa wciąż są mierzone w walucie lokalnej. A po ewentualnym krachu, środki przetrzymywane przez firmę będą w tej lokalnej walucie warte po prostu mniej.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->
