Polityczna narracja rządu o zondacrypto miała być prosta: upadła giełda, rosyjska mafia, służby i wielka afera wymierzona w przeciwników obecnej władzy. Tyle że najnowsze ustalenia Wirtualnej Polski pokazują, iż wątek „ruskiej mafii” może być o wiele słabszy, niż sugerowały publiczne wypowiedzi Donalda Tuska.
- Według WP informacje o rzekomych rosyjskich powiązaniach zondacrypto miał przekazać prokuraturze Krzysztof K.
- Jest to człowiek oskarżony m.in. o udział w grupie wyłudzającej VAT na interesach z Rosjanami.
- Dziennikarze twierdzą, że sami nie znaleźli powiązań giełdy z „mafią tambowską”, a prokuratorzy i osoby znające temat miały podchodzić do tej tezy z dużą rezerwą.
Brakuje dowodów na rosyjski ślad zondacrypto
Sprawa zondacrypto od tygodni jest jednym z najgorętszych tematów na styku polityki, finansów i kryptowalut.
W kwietniu premier Donald Tusk mówił w Sejmie, że „wielka kariera” zondacrypto miała się rozpocząć za pieniądze rosyjskiej mafii.
Co więcej, u źródeł sukcesu firmy miały stać środki powiązane nie tylko z tzw. bratwą, ale również z rosyjskimi służbami.
Problem polega na tym, że coraz więcej ujawnianych informacji nie wzmacnia tej narracji, a wręcz ją komplikuje.
Wirtualna Polska opisuje, że informacje o „rosyjskich powiązaniach” zondacrypto przyniósł śledczym Krzysztof K.
To człowiek, przeciwko na którego od 2023 r. w sądzie czeka akt oskarżenia dotyczący udziału w zorganizowanej grupie przestępczej wyłudzającej VAT oraz powoływania się na wpływy w służbach i u polityków.
Co więcej, WP wskazuje, że mężczyzna od miesięcy składa liczne zawiadomienia i oskarża różne osoby publiczne o korupcję, powiązania z mafią czy udział w przestępczych układach.
Rzecznik Prokuratury Krajowej przekazał dziennikarzom, że w systemie prokuratury jest kilkadziesiąt spraw z zawiadomień osoby o takich danych, a część prokuratorów miała oceniać, że z przekazywanych przez niego materiałów „nic tak naprawdę nie wynika”.
To oczywiście nie oznacza automatycznie, że w sprawie zondacrypto nie ma żadnych ciemnych wątków.
Wręcz przeciwnie: historia giełdy, zaginięcia Sylwestra Suszka, problemów z wypłatami i możliwych strat klientów nadal wymaga bardzo dokładnego śledztwa.
Ale czym innym jest badanie potencjalnych przestępstw gospodarczych, a czym innym publiczne przyklejanie całej branży krypto łatki „ruskich wpływów”.
WP pisze wprost, że sprawdzała rosyjskie tropy wokół Przemysława Krala i jego firmy, ale nie znalazła powiązań z „mafią tambowską”.
Dziennikarze cytują też osoby ze świata prokuratury i służb, które miały nie dowierzać tym ustaleniom.
Dla mnie mówienie o powiązaniach Zondacrypto z rosyjską mafią to próba odciągania przez służby i polityków uwagi od prawdziwego problemu. Czyli faktu, że przez tyle lat państwo nie zrobiło nic, żeby powstrzymać działalność ludzi, którzy na końcu pozbawili tysiące ludzi ich pieniędzy
– komentował Michał Fuja, reporter TVN.
To kolejny powód, aby nie ufać rządowi
W tle pozostaje jeszcze sprawa informacji, które państwo miało przemilczeć przy okazji zaginięcia Sylwestra Suszka.
Jak opisywaliśmy wczoraj, wątek ten obejmuje m.in. Mariana W., jego spółkę Delta Oil Plus, zarzuty dotyczące mafii paliwowej oraz korzystanie przez firmę z rządowego programu „Praca dla więźniów”.
Całość wygląda więc coraz mniej jak czysta walka o bezpieczeństwo inwestorów, a coraz bardziej jak polityczna wojna, w której kryptowaluty stały się wygodnym workiem treningowym.
Jeżeli rząd ma twarde dowody na rosyjskie powiązania zondacrypto, powinien je jasno przedstawić w granicach możliwych dla bezpieczeństwa państwa.
Jeżeli jednak ich nie posiada, to branża krypto ma pełne prawo pytać, dlaczego wykorzystano największą aferę na tym rynku do budowania narracji o „ruskiej mafii” i robienia z inwestorów kombinatorów.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->
