UE chce nowego podatku od kryptowalut! Zapłacisz nawet wtedy, gdy stracisz pieniądze

EU kryptowaluty

Bruksela szuka pieniędzy na kolejne unijne wydatki i najwyraźniej uznała, że inwestorzy z rynku kryptowalut to wygodny kierunek. Na stole pojawił się pomysł podatku od każdej transakcji na rynku cyfrowych aktywów, czyli opłaty naliczanej nie od zysku, ale od samego kliknięcia „kup” albo „sprzedaj”. 


  • Unia Europejska rozważa nowe źródła finansowania budżetu UE na lata 2028–2034, a jednym z pomysłów jest opodatkowanie rynku kryptowalut. Najbardziej kontrowersyjny wariant zakłada 0,1% podatku od wartości każdej transakcji krypto.
  • Na razie jest to jedynie propozycja w ramach szerszej debaty o budżecie Unii. Problem polega na tym, że podatek transakcyjny uderzałby nie w zysk, ale w sam fakt wykonania operacji, więc płaciłby także inwestor, który wychodzi z pozycji pod kreską.

UE rozważa podatek od transakcji krypto

Unia Europejska po raz kolejny pokazuje, że jeśli w jakimś sektorze aktywność gospodarcza całkiem nieźle się kręci, to prędzej czy później ktoś w Brukseli zacznie zastanawiać się, jak ją opodatkować.

Tym razem UE stwierdziła, że kryptowaluty mają się zbyt dobrze, więc rynek ten miałby stać się jednym z nowych źródeł dochodów dla budżetu UE na lata 2028–2034.

Na stole pojawiły się dwa główne warianty. Pierwszy to podatek od zysków kapitałowych z cyfrowych aktywów.

Taki model jest przynajmniej zrozumiały, czyli zarabiasz, to odprowadzasz od tego daninę w postaci podatku.

W Polsce od lat działa podobny mechanizm, czyli podatek Belki, w ramach którego zyski kapitałowe są rozliczane według 19-procentowej stawki podatku.

Drugi wariant jest już o wiele bardziej kontrowersyjny.

Chodzi o podatek transakcyjny w wysokości 0,1% od wartości każdej transakcji krypto, co może rodzić realny problem.

Taki przymus nie pyta nawet, czy inwestor zarobił. Urzędników nie interesuje czy, ktoś sprzedaje bitcoina z dużym zyskiem, czy może ratuje resztki portfela po spadku. Liczy się sam ruch.

Sprzedajesz? Płacisz. Zamieniasz jedną kryptowalutę na drugą? Płacisz. Jesteś na minusie? Też płacisz.

To właśnie dlatego pomysł jest tak kontrowersyjny. W praktyce nie opodatkowuje zysku, tylko samą obecność na rynku.

Pomysł Unii może jednak przynieść zupełnie odwrotny efekt od zamierzonego.

Jeżeli Bruksela opodatkuje każdą transakcję na giełdach działających zgodnie z regulacjami, to spora część użytkowników może po prostu przenieść się do sektora zdecentralizowanych finansów (DeFi), lub do usług spoza Unii.

Zamiast większych wpływów do budżetu, UE może dostać mniejszy wolumen na regulowanych platformach, większą aktywność poza nadzorem i jeszcze mocniejszy odpływ innowacji z Europy.

Skąd w ogóle wziął się ten pomysł?

Bruksela tłumaczy oczywiście, że potrzebuje nowych źródeł dochodów. Budżet na lata 2028–2034 ma być obciążony m.in. wydatkami na obronność, spłatą zobowiązań po funduszu odbudowy i nowymi priorytetami politycznymi.

Czy jednak odpowiedzią na każdy problem UE naprawdę musi być kolejny podatek?

Bruksela nie lubi się z krypto

Warto też pamiętać, że to nie jest odosobniony pomysł, który uderza w branżę cyfrowych aktywów.

Unia już wcześniej przyjęła MiCA, czyli kompleksowe regulacje dla rynku krypto, które miały uporządkować sektor, ale jednocześnie mocno podniosły koszty działania firm.

Równolegle od 2027 roku wchodzą nowe limity płatności gotówkowych. Teraz do tej układanki dochodzi pomysł dodatkowego obciążenia transakcji krypto.

Trudno się dziwić, że część rynku widzi w tym nie ochronę konsumenta, tylko konsekwentne dokręcanie śruby.

Na razie nie ma jednak pewności, że podatek wejdzie w życie. Nowe źródła dochodów UE wymagają politycznych uzgodnień, a w wielu przypadkach także jednomyślności państw członkowskich.


Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->

Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->