Sejm znów przegrał z wetem Nawrockiego. Ustawa o krypto trafiła do kosza

Donald Tusk krypto

Sejm po raz drugi nie zdołał przełamać weta Karola Nawrockiego ws. ustawy o rynku kryptoaktywów. Bardzo dobrze się stąło, bo choć rząd próbuje przedstawiać tę ustawę jako tarczę ochronną dla inwestorów, to jej skutek byłby zupełnie odwrotny.


  • Sejm nie odrzucił weta prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy o rynku kryptoaktywów.
  • Za odrzuceniem było 243 posłów, przeciw 191, a do skutecznego przełamania weta brakowało 33 głosów.
  • Rząd próbuje łączyć tę sprawę z aferą wokół zondacrypto, ale to polityczna manipulacja.
  • Giełda działa na estońskiej licencji, więc problemy z jej wypłatami nie mają bezpośredniego związku z polską ustawą.

Sejm znów nie przełamał weta ws. ustawy o kryptoaktywach

Sejm ponownie nie zdołał odrzucić weta prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy dotyczącej rynku kryptoaktywów.

W piątkowym głosowaniu za odrzuceniem weta opowiedziało się 243 posłów, przeciw było 191, a trzech wstrzymało się od głosu.

To za mało, bowiem do przełamania weta potrzebna jest większość 3/5, czyli co najmniej 276 głosów.

W praktyce oznacza to, że projekt po raz kolejny trafia do kosza.

I nie ma w tym nic dziwnego, skoro była to de facto niemal ta sama ustawa, którą Nawrocki zawetował już wcześniej.

Sam prezydent zwracał uwagę, że zmieniono jedynie detal, dotyczący maksymalnej stawki opłaty za nadzór, ale nie usunięto podstawowych wad całego projektu.

Formalnie ustawa miała dostosować polskie przepisy do unijnego rozporządzenia MiCA.

Problem polega jednak na tym, że polska wersja regulacji wykraczała znacznie dalej niż samo unijne minimum. I to właśnie było głównym źródłem sprzeciwu branży.

Najwięcej kontrowersji budziły bardzo szerokie kompetencje KNF.

Chodziło m.in. o możliwość blokowania ofert publicznych kryptoaktywów, zawieszania ich przebiegu czy utrudniania działalności podmiotom z branży.

Do tego dochodziły wysokie koszty nadzoru, ryzyko blokowania domen oraz mechanizmy, które mogły prowadzić do paraliżu działania firm jeszcze przed rozstrzygnięciem ewentualnego sporu.

To właśnie dlatego eksperci od miesięcy alarmowali, że zamiast cywilizowanego wdrożenia MiCA Polska może stworzyć najbardziej restrykcyjną jurysdykcję dla branży krypto w całej Unii Europejskiej.

A skoro rozporządzenie MiCA działa na zasadzie paszportyzacji, firmy mogłyby po prostu wybrać inny kraj UE, zdobyć tam licencję i dalej obsługiwać Polaków z zagranicy.

Kryzys „Zondy” a polityka

I tu dochodzimy do kluczowego wątku politycznego.

Rząd Donalda Tuska najwyraźniej próbuje wykorzystać aferę wokół zondacrypto jako argument za przepchnięciem tej ustawy.

Problem w tym, że ta narracja zwyczajnie się nie spina, ponieważ zondacrypto działa przecież jako podmiot zarejestrowany w Estonii, a nie w Polsce.

Nawet gdyby ustawa weszła w życie, nie rozwiązałoby to problemów tej giełdy w sposób, jaki sugerują politycy koalicji rządzącej.

To więc wygląda bardziej na próbę zwarcia politycznego niż na realną troskę o bezpieczeństwo rynku.

Zresztą dokładnie na to zwracał uwagę także szef Kancelarii Prezydenta, Zbigniew Bogucki.

Podsumowując, Polska potrzebuje rozsądnych regulacji dla rynku kryptowalut, ale nie takich, które będą zabijać lokalną branżę w imię pozornej ochrony.

Drugie nieudane podejście do odrzucenia weta pokazuje, że tej ustawy w obecnym kształcie po prostu nie da się obronić.


Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->

Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->