Nowy polski film „Podlasie”, który 1 kwietnia zadebiutował na Netflixie, przyciąga uwagę widzów swoją fabułą i obsadą. Jednak w tle pojawia się wątek, który może mieć znacznie większe znaczenie, niż się wydaje. Chodzi o sposób przedstawienia kryptowalut, który wzbudził w nas pewne wątpliwości.
- Film „Podlasie” pokazuje kryptowaluty jako źródło problemów finansowych bohaterki
- Wątek krypto jest jednostronny i pomija kluczowy kontekst oszustw inwestycyjnych
„Podlasie” wrzuca kryptowaluty do jednego worka
W produkcji Netflixa jednym z istotnych elementów fabularnych jest historia Haliny Madej (Anna Seniuk), która wpada w poważne kłopoty finansowe po wejściu w inwestycje bazujące na kryptowalutach.
Do decyzji namawia ją pośrednio Wojtek Kurzak (Filip Gurłacz), obiecując szybkie i wysokie zyski.
W filmie pojawia się nawet sugestia zwrotów na poziomie około 10% w krótkim czasie, co w realnym świecie jest klasycznym sygnałem ostrzegawczym, że coś jest nie tak.
Problem polega jednak na tym, że produkcja nie rozróżnia dwóch kluczowych kwestii: rynku kryptowalut i oszustw inwestycyjnych podszywających się pod ten rynek.
Zamiast tego widz otrzymuje prosty przekaz: inwestowanie w bitcoina zawsze kończy się źle. W jednej ze scen grana przez Angelikę Cegielską postać policjantki dosłownie stawia bitcoina na równi z piramidą finansową.
Co ciekawe, wątek ten nie jest szeroko komentowany przez widzów. Nie zmienia to faktu, że z perspektywy branży blockchain wygląda to jak bardzo uproszczone, a momentami wręcz krzywdzące przedstawienie całego sektora.
Film pomija bowiem najważniejszy element, że w realnym świecie w tego typu przypadkach problemem zazwyczaj nie są same kryptowaluty, lecz fałszywi brokerzy, którzy wykorzystują ich popularność do wyłudzania pieniędzy.
Brak tego rozróżnienia sprawia, że widz może odnieść wrażenie, że cały rynek cyfrowych aktywów to nic innego jak piramida finansowa.
Szerszy kontekst? Trudno nie zauważyć
Filmowy przekaz wpisuje się w szerszy klimat, w którym kryptowaluty coraz częściej przedstawiane są w negatywnym świetle, zarówno w mediach, jak i w debacie publicznej.
Nie sposób więc nie zadać pytania, czy to wyłącznie zabieg scenariuszowy, czy może efekt dominującej narracji, a nawet pośredniego wpływu interesów różnych grup.
Wiadomo przecież, że rząd Donalda Tuska jest skrajnie negatywnie nastawiony wobec tej branży i w ciągu ostatnich 6 miesięcy już dwukrotnie prowadził kampanie dyskredytującą kryptowaluty, w których nie zabrakło jawnej dezinformacji.
Z drugiej strony jest to także realne zagrożenie
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że historie podobne do tej z filmu zdarzają się naprawdę.
Na rynku działa wiele podmiotów, które podszywają się pod platformy inwestycyjne i obiecują nierealne zyski w kontekście kryptowalut.
Ofiary takich schematów tracą ogromne pieniądze.
Dlatego kluczowy wniosek jest prosty: problemem nie jest technologia, lecz ludzie, którzy ją wykorzystują do oszustw.
„Podlasie” pokazuje ważny temat, ale robi to w zerojedynkowy sposób, który może wprowadzać widzów w błąd.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->
