Miedź przestała być zwykłym surowcem przemysłowym, stając się strategicznym metalem dla centrów danych, energetyki oraz przemysłu obronnego. Paradoksalnie, jej cena bije historyczne rekordy, ale akcje KGHM nie reagują aż tak spektakularnie, jak można by tego oczekiwać. Inwestorzy wiedzą, że polski gigant ma znacznie więcej problemów niż tylko nadmiar gotówki z drogiego metalu.
- Miedź na LME kosztuje około 14,8 tys. USD za tonę. Rynek napędzają problemy kopalń, obawy przed cłami USA oraz niedobór łatwo dostępnego metalu poza Stanami Zjednoczonymi.
- KGHM korzysta z hossy, ale wysokie koszty krajowych kopalń, podatek od wydobycia i wieloletni cykl inwestycji sprawiają, że jego akcje nie podążają za ceną miedzi.
Rekordowa miedź nie wystarcza KGHM
Notowania trzymiesięcznych kontraktów na miedź na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) utrzymują się w okolicy 14 750–14 850 dolarów za tonę.
Rajd trwa nawet pomimo kosztującej już ponad 100 dolarów ropy, która przekłada się na wzrost kosztów przedsiębiorstw, co zwykle pogarsza perspektywy popytu przemysłowego.
Globalnie rafinatu jest na razie nadwyżka. Brakuje go tam, gdzie kupują huty i odbiorcy poza USA, a kopalnie dostarczają mniej koncentratu
Jak wynika z danych International Copper Study Group, rynek rafinowanego metalu zanotował w pierwszym półroczu 2026 roku około 131 tys. ton nadwyżki.
Problem polega na jego rozmieszczeniu.
Amerykańskie magazyny COMEX zgromadziły około 696 tys. ton surowca. Metal trafiał do USA w oczekiwaniu na możliwe wprowadzenie ceł przez administrację Donalda Trumpa, przez co podaż dostępna poza Stanami Zjednoczonymi wyraźnie się skurczyła.
Premia za natychmiastową dostawę na LME spadła wprawdzie z 545 dolarów w połowie sierpnia do około 23,5 dolara, ale napięcie na rynku fizycznym wciąż nie znika.
Warto jednak spojrzeć na sytuację w długoterminowej perspektywie, bowiem tutaj jej obraz jest jeszcze mocniejszy.
Globalne zapotrzebowanie na miedź może wzrosnąć z około 28 milionów ton obecnie do 42 milionów ton w 2040 roku, a luka podażowa w 2035 roku może sięgnąć 8 milionów ton.
Samo centrum danych o mocy 1 GW może pochłonąć nawet 50 tys. ton metalu.
I tutaj przechodzimy do KGHM, który teoretycznie powinien być jednym z największych beneficjentów tego trendu.
Polska grupa produkuje ponad 700 tys. ton miedzi rafinowanej rocznie, ale jej średni koszt C1 wynosi 2,11 dolara za funt.
W Polsce sięga około 2,5 dolara, podczas gdy w odkrywkowej Sierra Gorda to zaledwie 0,86 dolara.
To właśnie Chile, a nie dzisiejszy rekord na LME, może być kluczem do wyższej wyceny spółki.
Sierra Gorda spłaciła już 1,25 miliarda USD zadłużenia, a w pierwszej połowie 2026 roku przekazała spółce KGHM 270 milionów dolarów.
Planowana czwarta linia przeróbcza ma zwiększyć jej moce o około 20%, lecz pełny rozruch nastąpi dopiero w drugiej połowie 2030 roku.
KGHM korzysta więc z rekordowej miedzi, ale jej wyniki na giełdzie nie podążają za wyceną samego metalu, na którym skupia się działalność tej firmy.
Głębokie kopalnie, podatek od wydobycia oraz inwestycje trwające nawet 10-15 lat pokazują, że różnica między rekordem surowca a zyskami spółek z tego sektora nadal pozostaje ogromna.
Wczoraj KGHM zamknął się po 378 zł, dziś porusza się w okolicach 382 zł.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->