Znów jest niespokojnie na Bliskim Wschodzie. Iran zaatakował cele w Kuwejcie, a uderzenie w okolice międzynarodowego lotniska zakończyło się śmiercią jednej osoby i dziesiątkami rannych. To kolejny sygnał, że zapowiedzi pokoju głoszone przez Trumpa brzmią dobrze w komunikatach, ale w realnym świecie region nadal żyje od eksplozji do eksplozji.
- Kuwejt poinformował, że w irańskim ataku z użyciem dronów i pocisków zginęła jedna osoba, a co najmniej 63 zostały ranne. Celem miały być m.in. obiekty cywilne i infrastruktura lotniska.
- W tym samym czasie Izrael i Liban zgodziły się odnowić kruche zawieszenie broni, ale napięcia nie znikają.
- Donald Trump przyznał też, że jest wyraźnie poirytowany działaniami Izraela, które jego zdaniem utrudniały rozmowy z Iranem.
Iran zaatakował Kuwejt mimo rozmów o pokoju
Bliski Wschód znów pokazuje, że „przełom” odnośnie zawarcia pokoju w tym regionie potrafi wytrzymać krócej niż optymistyczny wpis w mediach społecznościowych.
Atak Iranu na Kuwejt doprowadził do śmierci jednej osoby i obrażeń u co najmniej 63 kolejnych.
Według doniesień celem były m.in. okolice międzynarodowego lotniska w Kuwejcie, a władze kraju mówiły o atakach na obiekty cywilne i ważną infrastrukturę.
To bardzo poważny sygnał, bo Kuwejt nie jest jedynie pobocznym punktem na mapie. To kluczowe państwo Zatoki Perskiej, blisko najważniejszych szlaków energetycznych świata i amerykańskiej obecności wojskowej w regionie.
Każde uderzenie w takim miejscu natychmiast podnosi ryzyko szerszej eskalacji.
Biorąc pod uwagę, że w tle mamy Iran, USA, Izrael, Hezbollah, Liban i ropę, to naprawdę nie trzeba wiele, żeby rynki oraz dyplomaci zaczęli nerwowo wyliczać najgorsze scenariusze.
Donald Trump zareagował na powyższe doniesienia w swoim stylu. Z jednej strony przekonywał, że sytuacja została szybko opanowana, z drugiej zasugerował, że Irańczycy byli „lekko sprowokowani”.
Trump zasugerował, że irański atak był odpowiedzią na wcześniejsze działania USA wobec Teheranu.
Problem w tym, że takie tłumaczenie brzmi bardzo chłodno w sytuacji, gdy w uderzeniu ginie cywil, a dziesiątki osób zostają ranne.
W dyplomacji Trumpa logika bywa czasem równie elastyczna jak definicja zawieszenia broni.
Co więcej, dodał, że w tej części świata zawieszenie broni oznacza sytuację, w której „strzela się w bardziej umiarkowany sposób”.
Można by więc stwierdzić, że jest to praktyczna definicja, choć raczej nie taka, którą wpisuje się do podręczników prawa międzynarodowego.
Izrael i Liban idą na ustępstwa
W tle pojawia się pozornie dobra wiadomość.
Izrael i Liban zgodziły się odnowić zawieszenie broni oraz utworzyć strefy bezpieczeństwa, z których Hezbollah miałby zostać usunięty.
Problem w tym, że to porozumienie jest kruche już na starcie. Izraelski minister obrony zaznaczył, że armia zachowa swobodę uderzenia w Bejrut, jeśli Hezbollah zaatakuje izraelskie społeczności.
Do tego dochodzi osobiste napięcie między Trumpem a Benjaminem Netanjahu. Prezydent USA potwierdził niedawne doniesienia, że ostro skrytykował premiera Izraela podczas rozmowy telefonicznej.
Republikanin miał być „poirytowany działaniami Izraela w Libanie”, bo te miały utrudniać rozmowy pokojowe z Iranem. Netanjahu próbował tonować sprawę, mówiąc o „taktycznych różnicach” między sojusznikami.
Jesteś pier******* wariatem. Gdyby nie ja, siedziałbyś w więzieniu. Ratuję ci tyłek. Wszyscy cię teraz nienawidzą. Wszyscy teraz nienawidzą Izraela
– miał rzucić Trump do lidera Izraela.
Atak na Kuwejt pokazuje, że nawet jeśli Trump próbuje sprzedać światu narrację o przełomie, Bliski Wschód nie daje się zamknąć w jednym komunikacie z Białego Domu.
Na razie pokój wygląda bardziej jak odległy cel niż realny stan rzeczy.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->