Broń nuklearna w Polsce? NATO rozważa taki scenariusz. Kto może na tym zyskać?

Bomba atomowa

Zagraniczne media podają, że państwa NATO prowadzą rozmowy na temat tego, czy amerykańska broń nuklearna powinna znaleźć się bliżej wschodniej flanki Sojuszu. Wśród zainteresowanych takim scenariuszem ma być Polska. To nie oznacza, że jutro pod Warszawą pojawią się głowice atomowe, ale sam fakt takich rozmów pokazuje, jak mocno wojna Rosji z Ukrainą wpłynęła na europejskie myślenie o bezpieczeństwie.


  • USA mają ponoć rozmawiać z sojusznikami o ewentualnym rozszerzeniu rozmieszczenia obiektów nuklearnych w Europie poza obecne państwa uczestniczące w systemie NATO.
  • Mowa o rozmowach dotyczących tzw. samolotów podwójnego zastosowania, czyli maszyn zdolnych do przenoszenia zarówno broni konwencjonalnej, jak i nuklearnej.
  • Według doniesień Financial Times zainteresowanie wykazują m.in. Polska i część państw bałtyckich.

NATO rozmawia o atomie na wschodniej flance

Temat broni nuklearnej w Europie ponownie wraca na stół rozmów pomiędzy członkami NATO.

Głównym powodem ma być fakt, że Rosja już od ponad czterech lat prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie, a dodatkowo regularnie straszy Zachód atomem.

Państwa NATO zaczynają więc zadawać bardzo proste pytanie, czy obecne środki bezpieczeństwa okażą się wystarczające, jeżeli Moskwa zacznie coraz ostrzej brnąć w agresywną narrację geopolityczną?

Serwis „Financial Times” poinformował, że USA rozmawiają z sojusznikami o tym, czy amerykańska broń nuklearna powinna znaleźć się bliżej Rosji.

W praktyce chodzi o wschodnią flankę NATO, czyli m.in. Polskę i państwa bałtyckie.

Od razu zaznaczmy, że na razie nie zapadła żadna decyzja w tej sprawie, a jedynie są ponoć prowadzone na ten temat rozmowy.

Nikt nie ogłosił, że za miesiąc w Polsce pojawią się amerykańskie głowice nuklearne. Jednakże już sam fakt, że taki temat jest omawiany, pokazuje zmianę myślenia w NATO.

Warto też wyjaśnić jedną rzecz. Nie chodzi wyłącznie o same bomby, które miałyby leżeć w magazynie.

Przy tego typu dyskusjach mówi się również o samolotach, które mogą przenosić zarówno zwykłe uzbrojenie, jak i broń nuklearną.

Taki system ma działać jak ostrzeżenie dla przeciwnika, że jeżeli zaatakuje państwo NATO, odpowiedź może być dużo poważniejsza, niż zakładał agresor.

Dla Polski byłby to ruch o ogromnym znaczeniu. Z jednej strony oznaczałby jeszcze mocniejsze związanie naszego bezpieczeństwa z USA i NATO.

Polska nie byłaby tylko krajem „na granicy problemu”, ale jednym z kluczowych punktów obrony Sojuszu. To potencjalnie mogłoby odstraszać Rosję, bo atak na taki kraj oznaczałby ryzyko bezpośredniego starcia z całym NATO.

Z drugiej jednak strony taki scenariusz na pewno podbiłby napięcie z Moskwą. Rosja z pewnością nazwałaby to prowokacją i wykorzystała propagandowo.

Trzeba jednak pamiętać, że Kreml robi to regularnie i to nawet wtedy, gdy NATO nie podejmuje takich ruchów, jak powyżej.

Rosyjski szantaż atomowy stał się już stałym elementem gry politycznej, więc pytanie brzmi nie tyle, czy Moskwa będzie grozić, tylko jak Zachód ma na te groźby odpowiadać.

Jaki jest cel?

Skąd w ogóle wziął się ten temat?

Oczywiście z trwającej już czwarty rok wojny na Ukrainie, strachu przed kolejnymi ruchami Rosji i niepewności, czy Europa sama potrafi się skutecznie bronić.

Podkreślmy, że Waszyngton od lat sygnalizuje, że europejscy sojusznicy powinni więcej inwestować w obronność.

Jednocześnie to właśnie amerykański parasol nuklearny pozostaje jednym z głównych powodów, dla których Rosja musi bardzo uważać w relacjach z NATO.

Na takim scenariuszu zarobiłby oczywiście przemysł zbrojeniowy. Jeśli państwo ma obsługiwać tak wrażliwą infrastrukturę, nie wystarczy postawić tabliczki „teren wojskowy”.

Potrzebne są bezpieczne bazy, magazyny, systemy ochrony, łączność, obrona przeciwrakietowa, szkolenia pilotów i całe zaplecze logistyczne.

To oznacza duże kontrakty dla firm zbrojeniowych, budowlanych i technologicznych.

Dla Polski najważniejsze pytanie brzmi jednak inaczej: czy taka broń realnie zwiększyłaby nasze bezpieczeństwo?

Zwolennicy powiedzą, że tak, bo Rosja rozumie przede wszystkim siłę i koszt ewentualnego ataku.

Przeciwnicy będą natomiast ostrzegać, że Polska stałaby się jeszcze ważniejszym celem w rosyjskich planach wojskowych.

Obie strony mają argumenty, dlatego ten temat nie będzie prostą debatą na zasadzie „tak” albo „nie”.


Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->

Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->