Ropa kosztuje o 16 USD więcej, niż wskazują fundamenty. JPMorgan rozkłada ręce. „Nie wiemy, jak to się skończy”

Ropa
Ekonomia

Analitycy JPMorgan po raz pierwszy od czasu wybuchu wojny z Iranem rozkładają ręce. Jeden z największych banków świata przyznał, że nie potrafi już wskazać bazowego scenariusza dla rynku ropy, ponieważ nie wie, jak tak naprawdę ten konflikt może się zakończyć. Chociaż progi cenowe, które miały zmusić obie strony do deeskalacji, zostały przekroczone, to sytuacja na Bliskim Wschodzie zamiast się uspokajać, staje się coraz mniej przewidywalna.


  • JPMorgan po raz pierwszy od rozpoczęcia wojny z Iranem nie jest w stanie oszacować bazowego scenariusza dla rynku ropy.
  • Cena Brent wynosi dziś około 106 dolarów, chociaż bank szacuje jej fundamentalną wartość na około 90 dolarów za baryłkę.
  • Zakłócenia objęły około 10 milionów baryłek dziennie, ale ich wpływ częściowo ograniczył gwałtowny spadek światowego popytu.
  • Analitycy ostrzegają, że jeżeli kryzys będzie się przedłużał, ceny surowca mogą ponownie wzrosnąć pod koniec 2026 roku.

Sytuacja na rynku ropy przerosła ekspertów JPMorgan

Na Wall Street niemal każde ryzyko próbuje się zamknąć w modelu, wykresie albo tabeli prawdopodobieństwa.

Obecna sytuacja geopolityczna sprawia, że liczby przestały już dawać wiarygodną odpowiedź na nurtujące inwestorów pytania.

Wojna z Iranem trwa już ponad pół roku, a rynek ropy znalazł się w miejscu, którego nie potrafią już przewidzieć nawet najlepiej opłacani analitycy świata.

Tym większe wrażenie robi najnowsze wyznanie analityków JPMorgan.

Zespół kierowany przez Natashę Kanevę przyznał, że po raz pierwszy od początku wojny z Iranem nie ma już scenariusza, który mógłby uznać za najbardziej prawdopodobny.

Po prostu nie wiemy, jak modelować zakończenie konfliktu

– napisali analitycy banku.

Nie oznacza to, że JPMorgan całkowicie rezygnuje z prognozowania cen ropy.

Bank nie potrafi jednak określić, w jaki sposób i kiedy wojna mogłaby się zakończyć, a właśnie na takim założeniu opierały się wcześniejsze wyliczenia.

Innymi słowy, sytuacja na kluczowym rynku surowcowym świata stała się tak nieprzewidywalna, że nawet analitycy jednego z największych banków USA nie wiedzą, który scenariusz należy uznać za bazowy.

Wszystkie czerwone linie zostały przekroczone

Na początku konfliktu JPMorgan zakładał, że administracja Donalda Trumpa nie dopuści do tego, aby pewne kluczowe granice gospodarcze zostały przekroczone.

Jak się okazało, amerykański prezydent nic sobie nie robi z tego, że cena ropy utrzymuje się powyżej poziomu 100 dolarów za baryłkę, benzyna zbliża się do 5 dolarów za galon, rentowność dziesięcioletnich obligacji USA przekracza 5%, inflacja znajduje się w okolicach 4%.

Trump może sobie powtarzać do woli, że Waszyngton kontroluje sytuację na Bliskim Wschodzi, a Iran jest tak naprawdę przegranym w tym starciu, ale fakty są zupełnie inne.

Wróćmy jednak do wniosków, do jakich doszli analitycy JPMorgan.

Bank oczekiwał, że wysokie koszty wojny zmuszą w końcu obie strony do zawarcia porozumienia i odblokowania Cieśniny Ormuz.

Sześć miesięcy później większość tych czerwonych linii została już przekroczona, ale strategia zakończenia konfliktu jest jeszcze mniej czytelna niż wcześniej.

Jednocześnie zapasy oleju napędowego przed zimą znajdują się na rekordowo niskim poziomie, a sezonowe zapotrzebowanie zaczynać rośnie.

Presja gospodarcza nie doprowadziła więc do oczekiwanej deeskalacji. To właśnie ten fakt sprawił, że wcześniejszy model banku przestał działać.

Ropa kosztuje znacznie więcej, niż wskazują jej fundamenty

JPMorgan szacuje, że wartość godziwa ropy Brent we wrześniu powinna wynosić około 90 dolarów za baryłkę.

Cena rynkowa utrzymuje się jednak w pobliżu 106 dolarów. Różnica wynosząca blisko 16 dolarów jest premią, którą inwestorzy płacą obecnie za ryzyko dalszego ograniczenia dostaw.

Według stosowanej przez bank reguły utrata 1 miliona baryłek dziennie może podnosić cenę surowca o około 4 dolary.

Różnica między ceną rynkową a wartością godziwą sugeruje zatem, że rynek zabezpiecza się przed możliwością wypadnięcia kolejnych 4 milionów baryłek dziennie.

Biorąc pod uwagę, że już teraz zakłócenia związane z wojną i ograniczeniem ruchu przez Cieśninę Ormuz obejmują około 10 milionów baryłek dziennie, byłby to kolejny silny cios dla rynków.

To nie koniec złych wieści, bowiem lista zagrożeń robi się coraz dłuższa.

W ostatnich tygodniach atakowane są saudyjskie szlaki eksportowe, rośnie także napięcie w pobliżu cieśniny Bab al-Mandab, a uderzenia w rosyjskie rafinerie dodatkowo komplikują sytuację na rynku paliw.

Świat zaczyna zaciskać pasa

Najbardziej zaskakujące jest to, że pomimo tak ogromnych zakłóceń ropa nie podrożała jeszcze tak mocno, jak mogłaby sugerować skala zakłóceń.

Od rozpoczęcia konfliktu Brent kosztował średnio około 94 dolarów za baryłkę. Globalne zapasy ropy i produktów naftowych zmniejszyły się w tym czasie o około 555 milionów baryłek.

To jednak zaledwie jedna trzecia spadku, którego początkowo spodziewał się JPMorgan.

Rynek zrównoważył niedobór w inny, zdecydowanie bardziej drastyczny sposób.

Światowe zapotrzebowanie na ropę było o około 4,4 miliona baryłek dziennie niższe niż przed rokiem. Oznacza to, że wysokie ceny zaczęły przekładać się na spadek popytu.

Konsumenci ograniczają zużycie, przedsiębiorstwa tną koszty, a gospodarki potrzebują mniej paliwa, niż miało to miejsce wcześniej.

Spadek popytu jest jednak sygnałem, że droga energia zaczyna realnie ciążyć globalnej gospodarce.

Wall Street zachowuje spokój, ale problem nie zniknął

Inwestorzy giełdowi na razie nie wydają się szczególnie przestraszeni.

Przykładem jest to, że w czwartek Wall Street zyskała niemal bilion dolarów kapitalizacji, mimo że dzień wcześniej Fed podniósł stopy procentowe po raz pierwszy od lipca 2023 roku.

Problem w tym, że dalszy wzrost cen ropy może jeszcze mocniej podbijać inflację, ograniczać konsumpcję i zmuszać amerykański bank centralny do utrzymywania wysokich stóp przez znacznie dłuższy czas.

JPMorgan wskazuje, że na rynku nadal istnieje bufor w postaci zapasów zgromadzonych m.in. w Chinach, Europie, Japonii i Korei Południowej.

Jeżeli jednak dostawy z Bliskiego Wschodu pozostaną ograniczone, wcześniejsze prognozy cen na czwarty kwartał mogą wymagać podniesienia o około 7-8 dolarów za baryłkę.


Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->

Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->