Rynek ropy ponownie wysyła światu sygnał alarmowy. Cena „czarnego złota” znów oscyluje w okolicach 90 dolarów za baryłkę, ponieważ inwestorzy coraz bardziej obawiają się, że konflikt na Bliskim Wschodzie może sparaliżować dwa z najważniejszych szlaków transportu tego surowca na świecie. To z kolei mogłoby odbić się nie tylko na cenach paliw, ale praktycznie na całej globalnej gospodarce.
- Cena ropy Brent ponownie wzrosła w okolice 90 dolarów za baryłkę, osiągając najwyższy poziom od ponad miesiąca. Za zwyżkami stoją obawy o zakłócenia dostaw z Bliskiego Wschodu.
- Iran utrzymuje twarde stanowisko w sprawie Cieśniny Ormuz i jednocześnie sygnalizuje możliwość rozszerzenia presji na Bab al-Mandab z wykorzystaniem wspieranych przez siebie rebeliantów Huti.
Dwie cieśniny, od których zależy światowa ropa
Na rynku surowców coraz częściej mówi się nie o jednej, lecz o dwóch strategicznych cieśninach.
Pierwszą jest Ormuz, przez którą przepływa około jedna piąta światowych dostaw ropy naftowej. To właśnie tę drogę wykorzystują eksporterzy z Zatoki Perskiej, dlatego każda groźba ograniczenia żeglugi natychmiast przekłada się na wyższe ceny surowca.
Drugim punktem zapalnym staje się cieśnina Bab al-Mandab, łącząca Morze Czerwone z Zatoką Adeńską. Przez ten szlak transportowane są ropa, gaz oraz towary płynące między Azją a Europą.
Gdyby również tam doszło do poważnych zakłóceń, światowy handel zostałby zmuszony do korzystania z dużo dłuższych i o wiele bardziej kosztownych tras.
To właśnie tego scenariusza zaczynają obawiać się inwestorzy.
Dlaczego jednak cena ropy Brent rozpoczyna nowy tydzień od wzrostów?
Chodzi bowiem o to, że Teheran zapowiedział, że jeśli presja militarna i gospodarcza ze strony Stanów Zjednoczonych będzie kontynuowana, to Iran może rozszerzyć swoje działania właśnie na inne kluczowe szlaki eksportowe.
W praktyce chodzi o możliwość wykorzystania wspieranych przez Iran rebeliantów Huti do zakłócania ruchu w cieśninie Bab al-Mandab.
Jednocześnie Iran utrzymuje, że kwestia Cieśniny Ormuz pozostaje dla niego „czerwoną linią”, a jednym z warunków deeskalacji jest zakończenie amerykańskich działań wojskowych i presji wobec Bliskiego Wschodu.
Nerwowość rynku jest natomiast w pełni uzasadniona.
Ropa pozostaje jednym z najważniejszych surowców światowej gospodarki.
Jej cena wpływa na koszty transportu, produkcji przemysłowej, logistyki i energii.
W praktyce oznacza to, że droższa ropa może z czasem przełożyć się na wyższe ceny paliw, większą inflację oraz utrudnić bankom centralnym dalsze obniżanie stóp procentowych.
Nie bez powodu mówi się więc, że ropa jest jednym z najważniejszych wskaźników wyprzedzających kondycję światowej gospodarki.
Im większe ryzyko dla jej dostaw, tym większa nerwowość na giełdach, rynku forex czy nawet wśród inwestorów kryptowalut.
Na razie mówimy głównie o groźbach i ryzyku eskalacji, a nie o całkowitym zablokowaniu obu cieśnin.
Historia pokazuje jednak, że na rynku ropy często wystarczy sama perspektywa problemów z dostawami, aby ceny zaczęły rosnąć szybciej niż tankowanie przed długim weekendem.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->