Polska gospodarka rośnie, ale coraz trudniej udawać, że wszystko idzie zgodnie z planem. Najnowsze dane Eurostatu pokazują, że w 2025 roku nasz kraj miał drugi najwyższy deficyt sektora finansów publicznych w całej Unii Europejskiej. Za nami znalazły się nawet państwa, które jeszcze niedawno uchodziły za symbole fiskalnych problemów.
- Deficyt sektora finansów publicznych w Polsce za 2025 r. wyniósł 7,3% PKB, przy średniej 3,1% PKB dla całej UE.
- Gorzej od Polski wypadła tylko Rumunia z deficytem na poziomie 7,9% PKB.
- Dług sektora instytucji rządowych i samorządowych w Polsce wzrósł do 59,7% PKB.
- Ekonomiści ostrzegają, że w 2026 r. Polska może mieć już najwyższy deficyt fiskalny w całej UE.
Polska z drugim największym deficytem w Unii Europejskiej
Rząd może dalej opowiadać o odporności gospodarki, inwestycjach i doganianiu Zachodu, ale rzeczywistości nie da się zakrzywiać w nieskończoność. Najnowsze dane Eurostatu są dla Polski naprawdę brutalne.
W 2025 roku deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w Unii Europejskiej wyniósł średnio 3,1% PKB, a w strefie euro 2,9% PKB.
Na papierze cała Wspólnota wygląda więc niemal tak, jakby mieściła się w okolicach znanego limitu z Maastricht, który mówi o deficycie nieprzekraczającym 3% PKB.
Problem polega na tym, że średnia dla UE maskuje ogromne różnice między poszczególnymi państwami. Polska znalazła się po tej gorszej stronie tabeli.
Według Eurostatu najwyższy deficyt w 2025 roku odnotowała Rumunia, gdzie wyniósł on 7,9% PKB. Drugie miejsce zajęliśmy my z wynikiem 7,3% PKB.
Dalej znalazły się Belgia z deficytem 5,2% PKB oraz Francja z wynikiem 5,1% PKB.
To oznacza, że Polska nie jest dziś krajem, który jedynie lekko przekracza europejskie normy fiskalne. Jesteśmy w ścisłej czołówce państw z największą dziurą w finansach publicznych.
Warto dodać, że dzieje się to w momencie, gdy gospodarka formalnie nadal rośnie.
Inni mają nadwyżki, Polska powiększa dziurę
Najbardziej niewygodne w tych danych jest porównanie z państwami, które jeszcze kilkanaście lat temu same uchodziły za symbole problemów fiskalnych.
W 2025 roku pięć państw UE odnotowało nadwyżkę sektora finansów publicznych. Były to Cypr, Dania, Irlandia, Grecja i Portugalia.
Najwyższą nadwyżkę miał Cypr, na poziomie 3,4% PKB, a Dania zakończyła rok z wynikiem 2,9% PKB na plusie.
To szczególnie bolesne zestawienie dla Polski, bo pokazuje, że w części Europy dyscyplina fiskalna wróciła, a u nas politycy zachowują się tak, jakby rachunek za wydatki miał nigdy nie przyjść.
Jeszcze niedawno kraje południa Europy były przedstawiane jako przestroga. Dziś Grecja i Portugalia są na plusie, a Polska ma jeden z najgłębszych deficytów w całej Unii.
Należy jednak podkreślić, że nasza gospodarka nie jest w stanie katastrofy. Natomiast powyższe oznacza, że oficjalna opowieść o stabilności i sile coraz mocniej rozmija się z tym, co pokazują liczby.
Rząd robi dobrą minę do złej gry
Władza lubi mówić o wzroście gospodarczym, inwestycjach, odporności rynku pracy i strategicznych wydatkach na bezpieczeństwo.
Problem w tym, że coraz większa część tej opowieści jest finansowana długiem.
Główny Urząd Statystyczny podał, że w 2025 roku deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł 7,2% PKB, a dług tego sektora ukształtował się na poziomie 59,7% PKB.
Eurostat, według metodologii porównawczej dla państw UE, wskazuje dla Polski deficyt 7,3% PKB.
Różnica w zaokrągleniach nie zmienia sedna. Polska żyje coraz bardziej na kredyt.
Dług sektora instytucji rządowych i samorządowych wzrósł do poziomu, który niemal dotyka granicy 60% PKB.
To psychologicznie i politycznie ważny próg, bo wokół niego od lat toczy się dyskusja o bezpieczeństwie finansów państwa.
Jeszcze bardziej niepokojące jest tempo pogorszenia. Według tych danych relacja długu do PKB w Polsce wzrosła w ciągu czterech lat z 48,8% do 59,7% PKB. To skok o 10,9 punktu procentowego.
Tego nie da się w nieskończoność przykrywać komunikatami o tym, że „gospodarka jest odporna”.
Co dalej?
W 2025 roku przed Polską była jeszcze Rumunia. W 2026 roku może się to zmienić.
Według ekonomistów PKO BP, jeśli Rumunia zacznie ograniczać deficyt, a Polska utrzyma bardzo luźną politykę fiskalną, nasz kraj może przesunąć się na pierwsze miejsce w UE pod względem wysokości deficytu w relacji do PKB.
Serwis Bankier.pl przytacza ocenę ekonomistów PKO BP, że w 2026 roku polski deficyt fiskalny będzie najpewniej najwyższy w całej Unii Europejskiej.
To jest moment, w którym kończy się wygodna narracja o przejściowych problemach.
Bo jeśli państwo ma jeden z najwyższych deficytów w UE przy wciąż dodatnim wzroście gospodarczym, to pojawia się pytanie, co stanie się w razie realnego spowolnienia, kryzysu energetycznego, głębszego konfliktu geopolitycznego albo wzrostu kosztów obsługi długu?
Polska nie jest dziś w recesji, nie walczy z załamaniem systemu bankowego i nie odbudowuje się po klęsce gospodarczej. A mimo to jej deficyt wygląda jak w kraju, który działa w trybie permanentnego kryzysu.
Za rok wybory, ale rachunek zostanie
Najbardziej cyniczne w tej sytuacji jest to, że polityczny cykl jest krótszy niż cykl zadłużenia.
Jedna ekipa może zwiększać wydatki, druga będzie obiecywać, że wszystko naprawi, trzecia tłumaczyć, że nie ma wyjścia, bo „poprzednicy zostawili dziurę” i tak to się będzie odbywać w kółko.
Za rok wybory parlamentarne, które mogą zmienić układ sił, ale nie zmienią matematyki.
Jeśli państwo regularnie wydaje znacznie więcej, niż jest w stanie zebrać, to różnica musi zostać sfinansowana długiem, podatkami, inflacją albo cięciami w przyszłości.
To jest pytanie, którego politycy nie lubią: kto poniesie odpowiedzialność za doprowadzenie finansów publicznych do momentu, w którym Polska może zostać krajem z najwyższym deficytem w całej Unii?
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->