Olga Tokarczuk opowiedziała o tym, że sztuczna inteligencja może być dla pisarza narzędziem do przeprowadzania researchu i twórczego myślenia. Internet usłyszał jednak przede wszystkim jedno: noblistka rozmawia z AI jak z literacką współpracowniczką, więc naturalnie musiała wybuchnąć mała wojna kulturowa.
- Olga Tokarczuk przyznała, że korzysta z zaawansowanego modelu AI, m.in. do szybszego sprawdzania faktów i analizowania pomysłów literackich.
- Po fali krytyki pisarka doprecyzowała, że jej nowa powieść nie została napisana przez AI.
- W sprawie wypowiedzieli się m.in. Remigiusz Mróz, Katarzyna Bonda, Szczepan Twardoch i Jakub Żulczyk.
Tokarczuk wywołała burzę słowami o AI
Olga Tokarczuk podczas konferencji Impact w Poznaniu opowiedziała o swoim podejściu do sztucznej inteligencji.
Noblistka przyznała, że wykupiła dostęp do zaawansowanej wersji jednego z modeli językowych i bywa „w głębokim szoku”, widząc, jak narzędzie potrafi poszerzać horyzonty oraz wspierać kreatywne myślenie.
Największe poruszenie wywołał jednak fragment, w którym opisała swój sposób pracy z chatbotem.
Tokarczuk opowiadała, że potrafi rzucić chatbotowi pomysł dotyczący jakiejś analizy z prośbą: „kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”.
Jednocześnie zaznaczała, że zdaje sobie sprawę z problemu halucynacji i błędów popełnianych przez AI i nawet wskazała przykład, na który się natknęła.
No i się zaczęło. Dla jednych to dowód, że nawet najwięksi pisarze traktują AI jak normalne narzędzie pracy.
Dla drugich natomiast to symboliczny koniec literatury, człowieczeństwa i zapewne jeszcze papierowych zakładek do książek.
Niedługo potem Tokarczuk opublikowała sprostowanie w tej sprawie.
Podkreśliła, że „od kilkudziesięciu lat pisze sama”, a jej nowa powieść nie powstała przy pomocy AI, poza wykorzystaniem tego narzędzia do szybszej analizy.
Dodała też ironicznie, że czasem inspiruje się snami, ale są to jej „własne sny”.
Komentarze kolegów po fachu
Środowisko literackie nie przeszło jednak obok sprawy obojętnie.
Remigiusz Mróz skomentował całość żartem:
A ja dalej jestem na etapie pytania ChataGPT, czy mogę za niego pisać ludziom odpowiedzi
Katarzyna Bonda przyznała z kolei, że świadomie nie korzysta z AI i woli czytać akta oraz szukać danych niedostępnych w internecie:
Wygląda na to, że jestem strasznie zacofana
– stwierdziła, dodając, że inni mogą ją przez to wyprzedzić, bo będą pisać szybciej.
Jeszcze ostrzej wypowiedział się Szczepan Twardoch:
Musiałbym rozum postradać, by w tym godnym i szlachetnym zajęciu, jakim jest literatura, wspomagać się współpracą z modelem językowym. Gdybym tak czynił, to przypominałbym sam sobie znanego z popularnego memu rowerzystę, pakującego sobie własnoręcznie kij w szprychy.
Jednocześnie przyznał, że AI może mieć sensowne zastosowania, np. przy agregowaniu danych czy technicznych przekładach.
Do sprawy odniósł się również Jakub Żulczyk, który zamiast rozstrzygać, czy AI w literaturze jest zbawieniem czy końcem świata, uderzył w samą skalę medialnego poruszenia.
Pisarz stwierdził, że cztery niezależne redakcje poprosiły go o pilny komentarz w sprawie słów Tokarczuk o AI, po czym dodał:
Żebyście wy, ku*wa, na co dzień się tak interesowali polską literaturą, to czytelnictwo w Polsce byłoby niemal stuprocentowe.
.
Trudno odmówić mu celności w tym przypadku, bo cała awantura pokazuje, że polska literatura potrafi przebić się do mainstreamu głównie wtedy, gdy można dopiąć do niej modne słowo „sztuczna inteligencja”.
Spór wokół Tokarczuk pokazuje więc nie tylko lęk przed AI, ale też bardzo starą prawdę o internecie: czasem wystarczy jedno zdanie o technologii, żeby pół sieci zaczęło pisać akt oskarżenia, a drugie pół manifest obronny.
Tyle że prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku. AI może być narzędziem, ale nie zastąpi autora, jego doświadczenia, stylu, błyskotliwości, intuicji i odpowiedzialności za tekst.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->
