Donald Tusk zapowiedział przebudowę systemu podatkowego od 2027 roku. Część osób rozliczających się według skali rzeczywiście zapłaci mniej, a maksymalna oszczędność ma sięgać nawet kilku tysięcy zł rocznie. W krótkim komunikacie premiera zabrakło jednak drugiej części układanki. Rząd jednocześnie chce podnieść CIT największym firmom, zwiększyć daninę solidarnościową i obniżyć limit pozwalający przedsiębiorcom korzystać z ryczałtu o aż 87%.
- Stawka 12% ma obowiązywać do 130 tys. zł, następnie pojawi się nowy przedział ze stawką 24% do 150 tys. zł.
- Dopiero nadwyżka powyżej 150 tys. zł będzie opodatkowana stawką 32%.
- Według rządu na reformie PIT skorzysta około 3,5 mln podatników, a maksymalna korzyść wyniesie 3600 zł rocznie.
- Jednocześnie rząd planuje CIT 22% dla największych firm, daninę solidarnościową 5% oraz obniżenie limitu ryczałtu do 250 tys. euro przychodu.
Premier chwali nowy program. Nie wszyscy się ucieszą
Rząd Donalda Tuska szuka kolejnych sposobów na łagodzenie negatywnych nastrojów wśród obywateli, które wynikają między innymi z braku realizacji stu obietnic wyborczych z 2023 roku.
Nie udało się znieść podatku Belki, więc inwestorzy otrzymali rekompensatę w postaci Osobistych Kont Inwestycyjnych (OKI), w przypadku których również nie brakuje pewnych haczyków.
Natomiast dziś premier ogłosił propozycję nowych stawek podatkowych, które mają obowiązywać od 2027 roku.
Rada Ministrów próbuje tak zadziałać, aby miliony Polaków od 2027 roku zobaczyły więcej pieniędzy na swoich kontach.
I część rzeczywiście je zobaczy, z tym że za podatkową ulgę dla jednych zapłacą inni, głównie duże firmy, najlepiej zarabiający obywatele oraz część przedsiębiorców.
Obecna skala PIT jest stosunkowo prosta. Dochód do 120 tys. zł rocznie jest objęty stawką 12%, a nadwyżka ponad ten poziom – 32%.
Od 2027 roku rząd chce wprowadzić trzy przedziały podatkowe: 12% do 130 tys. zł, 24% od 130 tys. do 150 tys. zł oraz 32% od nadwyżki przekraczającej 150 tys. zł.
Kancelaria Premiera twierdzi, że reforma obejmie 3,5 miliona osób, przede wszystkim pracowników, a odsetek podatników wpadających w najwyższą stawkę ma spaść z prognozowanych 14% do 7,2%.
Nowa kampania rządu w mediach społecznościowych jest promowana pod hasłem #WięcejWPortfelu.
W swoim poście premier wymienił wyższy próg oraz nową stawkę 24%, ale nie wspomniał już o podwyżkach innych podatków, które są częścią tego samego pakietu.
Ile naprawdę zostanie w portfelu?
Największe korzyści nie dotyczą przy tym wszystkich osób określanych potocznie jako klasa średnia.
Według wyliczeń doradcy podatkowego Piotra Juszczyka zmiany zaczynają być odczuwalne dla pracownika etatowego zarabiającego około 12 tys. zł brutto miesięcznie.
Przy takim wynagrodzeniu roczna korzyść wyniosłaby zaledwie około 252 zł.
Przy 13 tys. zł brutto miesięcznie oszczędność rośnie do około 2129 zł rocznie, przy 14 tys. zł do około 2957 zł, a pełne 3600 zł otrzyma osoba zarabiająca mniej więcej 14,8–15 tys. zł brutto miesięcznie lub więcej.
Dla osób zarabiających znacznie poniżej tych poziomów reforma skali PIT może natomiast nie zmienić niczego.
Jest jednak druga strona. Firmy i najbogatsi zapłacą więcej
Ulga dla jednej części podatników nie będzie więc prezentem dla wszystkich.
Rząd sam deklaruje, że cały pakiet ma być neutralny dla budżetu państwa. Oznacza to, że utracone wpływy trzeba odzyskać gdzie indziej.
Pierwsza zmiana dotyczy największych przedsiębiorstw.
Podstawowa stawka CIT ma wzrosnąć z 19% do 22% dla firm osiągających ponad 50 mln euro rocznych przychodów oraz podatkowych grup kapitałowych.
Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich oszacował dodatkowe obciążenie sektora przedsiębiorstw z tego tytułu na około 8,6 miliarda zł rocznie.
Druga zmiana uderzy w osoby o najwyższych dochodach.
Danina solidarnościowa wzrośnie z 4% do 5% od nadwyżki dochodów przekraczającej 1 mln zł rocznie.
To jednak nie wszystko.
Ryczałt z niższym limitem aż o 87,5%
Najbardziej kontrowersyjna dla części przedsiębiorców może być zmiana dotycząca ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych.
Obecnie można korzystać z tej formy rozliczenia przy przychodach wynoszących do 2 milionów euro rocznie. W 2026 roku odpowiada to ponad 8,5 miliona zł.
Rząd chce wrócić do limitu 250 tys. euro, czyli mniej więcej 1 miliona zł.
To oznacza zmniejszenie limitu o 87,5%.
Przedsiębiorca przekraczający nowy limit straci możliwość korzystania z ryczałtu i będzie musiał rozliczać działalność w inny sposób.
I tutaj pojawia się ważny szczegół.
Premier podczas konferencji mówił o ryczałtowcach osiągających ponad milion złotych rocznie jako grupie, która powinna w większym stopniu finansować reformę.
Limit ryczałtu dotyczy jednak przychodu, a nie dochodu czy zysku przedsiębiorcy.
Firma mająca np. ponad milion złotych obrotu może po odjęciu kosztów zarabiać znacznie mniej.
Oficjalne przepisy również określają obecny limit właśnie na podstawie przychodu.
A co z obiecaną kwotą wolną 60 tys. zł?
W całej reformie zabrakło jednego z głośniejszych postulatów Koalicji Obywatelskiej z kampanii 2023 roku, czyli podwojenia kwoty wolnej od podatku z 30 tys. do 60 tys. zł.
Tusk przyznał w środę, że realizacja tej obietnicy w 2027 i 2028 roku jest mało realna, wskazując przede wszystkim na ogromne wydatki związane z obronnością (czyżby szykował się kolejny transfer Patriotów dla Ukrainy?)
Według Ministerstwa Finansów samo podwojenie kwoty wolnej kosztowałoby budżet w 2027 roku około 58,6 miliarda zł.
Rząd zdecydował się więc na znacznie tańsze rozwiązanie skierowane przede wszystkim do osób wpadających obecnie w drugi próg podatkowy.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->