Kurs BTC spadł w okolice 75 tys. dolarów, a za tym ruchem stoją słabsze nastroje, odpływy z ETF-ów, presja makro i klasyczne kasowanie zbyt pewnych siebie longów. Rynek kryptowalut zmaga się z kolejną korektą, na którą nałożyło się naprawdę sporo czynników.
- Bitcoin zanurkował w okolice 75 200 dolarów. Dane on-chain pokazują, że presja sprzedażowa na rynku rośnie.
- Jednym z głównych powodów korekty są silne odpływy z funduszy ETF, słabnący apetyt na ryzyko i pogarszający się sentyment.
Bitcoin spada do 75 tys. dolarów
Po kilku dniach poruszania się w przedziale 76-77 tys. dolarów bitcoin zanurkował jeszcze głębiej, w okolice 75 tys. dolarów.
Ten ruch na południe tylko przypomniał inwestorom, że strategia polegająca na myśleniu „kupuję, bo przecież zaraz odbije” nie zawsze się sprawdza.
Największa kryptowaluta świata w ostatnich dniach nie była w stanie utrzymać wcześniejszego impetu, a każdy nieudany atak na wyższe poziomy tylko wzmacniał presję sprzedających.
Dlaczego jednak kurs BTC spada?
Jednym z głównych powodów jest pogorszenie nastrojów wokół aktywów ryzykownych.
Chociaż bitcoin od lat jest przedstawiany jako „cyfrowe złoto”, to w praktyce bardzo często zachowuje się jak turbo-wersja rynku technologicznego.
Gdy inwestorzy zaczynają ograniczać ryzyko, BTC zwykle nie stoi spokojnie z boku, tylko dostaje rykoszetem razem z resztą bardziej spekulacyjnych aktywów.
W tle widać też szerszy problem z samą narracją o BTC jako bezpiecznej przystani.
Wczoraj pisaliśmy o Marku Cubanie, który sprzedał większość swoich bitcoinów, a temat dodatkowo podgrzał wątek Trump Media i straty na poziomie 455 milionów dolarów.
To nie znaczy, że bitcoin nagle „umarł” jako magazyn wartości, ale pokazuje, że nawet znane nazwiska i duże podmioty potrafią dziś podchodzić do tej tezy z dużo większą ostrożnością.
Do tego dochodzi słabszy obraz techniczny.
Analitycy już wcześniej wskazywali, że rejon 75 tys. dolarów może być pierwszą ważną strefą popytową, jeżeli niedźwiedzie utrzymają kontrolę po nieudanym wybiciu powyżej 77 tys. dolarów.
Głębszy spadek mógłby otworzyć drogę nawet w stronę szerszego obszaru wsparcia przy 70-71 tys. dolarów.
Sytuacji nie poprawiają także ETF-y spot, które wciąż notują zmasowane odpływy kapitału.
Przypomnijmy, że w miniony poniedziałek z bitcoinowych funduszy odpłynęło netto ok. 648,6 miliona dolarów, co było największym jednodniowym odpływem od 29 stycznia.
To jasny sygnał dla rynku, że część inwestorów nie chce już czekać z założonymi rękami i redukuje ekspozycję na największą z kryptowalut.
Czy byki mają jakieś szanse odwrócić sytuację?
Paradoks polega na tym, że tak duży strach nie zawsze musi być złą wiadomością.
Analitycy z Santiment twierdzą, że potężne odpływy z ETF-ów coraz częściej działają jak „sygnał kontrariański”.
Chodzi o to, że gdy tłum rzuca się do panicznej ucieczki, to rynek czasem zaczyna budować swoje nowe dno.
Brzmi pięknie, ale warto pamiętać, że „czasem” to jednak nie to samo, co „na pewno”, a wykres nie ma obowiązku współpracować z narracją z Twittera.
Niepokój analityków napędza również rosnący lewar na rynku.
Wraz z gwałtownym spadkiem ceny automatycznie zamykane są pozycje traderów grających pod wzrosty.
To natomiast wywołuje efekt domina, bowiem likwidacje wymuszają sprzedaż, to pogłębia spadek, który uruchamia kolejne likwidacje.
Na co więc inwestorzy powinni się szykować?
Najprostszy scenariusz to walka o utrzymanie strefy 75 tys. dolarów.
Jeżeli byki nie pokażą tam swojej siły, to rynek może zacząć testować niższe poziomy wsparcia.
Jeżeli natomiast odpływy z ETF-ów faktycznie okażą się przesadzoną reakcją wynikającą ze strachu, kurs bitcoina może dostać szansę na odbicie.
Na razie jednak faktem jest, że nastroje są słabe, zmienność wróciła, a rynek znów boleśnie przypomina, że na rynku kryptowalut same spadki nie są najgorsze, a przekonanie, że „tym razem na pewno będzie inaczej”.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->