Dane KYC miały stanowić uciążliwą papierologię dla regulatorów, a stały się idealną mapą dotarcia do ludzi, których można okraść, zastraszyć albo porwać. Fala uprowadzeń osób ze świata kryptowalut we Francji oraz śledztwo wokół giełdy zondacrypto stanowią potwierdzenie, że gdy tego typu wrażliwe dane trafiają w złe ręce, problemem staje się to, kto pierwszy zapuka do twoich drzwi – urząd, oszust czy grupa przestępcza.
- Od końca 2024 roku we Francji odnotowano ponad 40 porwań i prób wymuszeń wymierzonych w osoby powiązane z kryptowalutami oraz ich rodziny.
- Francuska urzędniczka Ghalia C. miała wykorzystywać dostęp do państwowych systemów podatkowych, by przekazywać dane wybranych osób grupom przestępczym.
- W Polsce dodatkowy niepokój budzą niepotwierdzone doniesienia o rzekomej sprzedaży danych klientów zondacrypto w darknecie.
Dane inwestorów krypto stają się listą celów
Kryptowaluty od lat karmią swoich użytkowników prostą obietnicę: sam odpowiadaj za bezpieczeństwo swoich środków, bądź swoim bankiem i nie ufaj pośrednikom.
Jak wiadomo, kryptowalut nie należy trzymać na giełdach (tak jak to miało miejsce w przypadku pokrzywdzonych użytkowników zondacrypto), tylko w zewnętrznych portfelach, do których dostęp mamy tylko my (w przeciwieństwie do adresów kontrolowanych przez platformy do handlu cyfrowymi aktywami).
Na giełdzie powinny znajdować tylko te środki, które zamierzamy w najbliższym czasie sprzedać lub wymienić na jakiś inny walor.
Problem w tym, że europejska rzeczywistość dopisała do tej obietnicy brutalny aneks, mówiący o tym, że nawet jeśli pilnujesz kluczy prywatnych do swojego bitcoina, to i tak ktoś inny może mieć twoje dane, adres, dokumenty, historię transakcji i wiedzę, że warto zapukać właśnie do twoich drzwi.
Najmocniejszy sygnał w tym przypadku idzie z Francji. Jak podaje tamtejszy dziennik Le Monde, francuskie służby od końca 2024 r. mierzą się z serią ponad 40 porwań i prób wymuszeń wymierzonych w osoby zamożne z rynku kryptowalut oraz ich rodziny.
Tu nie chodzi już o phishing czy kliknięcie w fałszywy airdrop. Tutaj pojawiają się realna przemoc fizyczna, okup, zastraszanie i selekcja ofiar na podstawie wiedzy o ich majątku.
Najbardziej niepokojące pytanie brzmi: skąd przestępcy wiedzą, kogo szukać?
Przecież nie wszystkie zamożne osoby, które zbudowały swój majątek na bitcoinie, chwalą się tym, jakim to są bogaczami.
Tutaj pojawia się sprawa Ghalii C., urzędniczki skarbowej z Bobigny, która miała ona wykorzystywać dostęp do systemów podatkowych, aby pozyskiwać dane wybranych osób, w tym związanych z krypto, i przekazywać je przestępcom.
Ale nawet jeden taki przypadek wystarczy, by zburzyć wygodną rządową narrację, że „państwowa baza danych” jest stawiana na równi z bezpieczeństwem obywateli.
Problem przybiera na sile
W Polsce również pojawiły się doniesienia o podobnym nadużyciu i w tym momencie przechodzimy bardziej do tematu upadłej przed kilkoma dniami giełdy zondacrypto.
Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo w tej sprawie, wskazując, że wysokość szkód wobec klientów wynosi obecnie nie mniej niż 350 milionów zł.
Równolegle w sieci pojawiły się doniesienia, że baza klientów zondacrypto miała trafić do darknetu do kupienia w dwóch wersjach: uproszczonej za 550 euro i pełnej za 0,6 bitcoina, obejmującej m.in. dokumenty KYC, selfie weryfikacyjne, historię logowań i adresy portfeli.
Weźmy pod uwagę, że są to jedynie doniesienia, a nie potwierdzone informacje na 100%. To jednak nie zmienia sedna, w stronę którego się kierujemy.
Jeśli takie dane faktycznie krążą poza kontrolą, poszkodowani nie ryzykują już tylko utraty środków, a phishing, kradzież tożsamości, szantaż, stalking i fizyczne wymuszenia.
Weźmy pod uwagę, że Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) już teraz ostrzega przed oszustami żerującymi na klientach zondacrypto, którzy podszywają się pod instytucje i obiecują „odzyskanie środków”.
Jak wiadomo, Unia Europejska pod pretekstem szerszego dostępu organów ścigania do danych cyfrowych domaga się aktualizacji zasad retencji danych i zwiększenia dostępu do elektronicznych dowodów.
Formalnie to nie jest prosty plan masowej inwigilacji obywateli, ale pod kątem politycznym problem jest widoczny gołym okiem.
Państwa i firmy chcą gromadzić coraz więcej wrażliwych danych, choć kolejne incydenty pokazują, że nie zawsze potrafią ochronić te, które już mają.
A to, jak już wspominaliśmy wyżej, prowadzi do realnego ryzyka wobec zdrowia i bezpieczeństwa obywateli.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->
