Ekspert komentuje aferę z zondacrypto. Światło nadziei dla klientów giełdy?

zondacrypto

Sprawa zondacrypto zaczyna być komentowana już nie tylko przez polityków i samą giełdę, ale również przez rynkowych ekspertów. Teraz głos zabrał Krzysztof Piech, który studzi najbardziej alarmistyczne interpretacje: na dziś mówimy o opóźnieniach wypłat, a nie o utracie środków klientów. Jeżeli giełda rzeczywiście posiada rezerwy, o których informowała, problem może dotyczyć dostępności środków w danym momencie, a nie ich definitywnego zniknięcia. Pytanie, jaka jest prawda?


  • Krzysztof Piech podkreśla, że obecnie nie ma przesłanek, by mówić o utracie środków klientów zondacrypto.
  • Na dany moment największy problem dotyczy opóźnień w wypłatach.
  • Ekspert uważa też, że weto ustawy o kryptoaktywach nie miało realnego wpływu na całą sprawę.
  • Chodzi o to, że zondacrypto działa na estońskiej licencji, a polski system licencyjny i tak nie zdążyłby objąć giełdy kontrolą.

Klienci Zondy mogą odetchnąć z ulgą?

O aferze z wywodzącą się z Polski giełdą zondacrypto słyszeli już zapewne wszyscy śledzący wydarzenia na rynku kryptowalut.

Społeczność cyfrowych aktywów snuje różne teorie. Jedni oskarżają giełdę o oszustwo wobec klientów, inni bronią firmy dowodzonej przez Przemysława Krala.

Głos w sprawie zabrali również politycy, zarówno ci z prawej, jak i lewej strony.

Rząd Donalda Tuska jednogłośnie wskazał winnego całej sytuacji związanej z opóźnieniami w wypłatach środków z platformy, które „Zonda” tłumaczy pewnym błędem technicznym.

Zdaniem obozu rządzącego wszystkiemu winien jest prezydent Karol Nawrocki, który dwukrotnie zawetował ustawę, która miała regulować branżę blockchaina w Polsce.

Prawda jest jednak znacznie bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać, a politycy KO po raz kolejny wykazują się zwykłym cynizmem oraz zupełnym brakiem wiedzy na temat kryptowalut.

Teraz swoją opinią na temat całej afery podzielił się prof. Krzysztof Piech z Uczelni Łazarskiego, który w rozmowie z serwisem Bankier zwrócił uwagę na fundamentalną rzecz.

Jak podkreślił, opóźnione wypłaty i utrata środków to dwie zupełnie różne sytuacje. W jego ocenie na dziś nie ma podstaw, by twierdzić, że klienci zondacrypto bezpowrotnie stracili swoje aktywa.

Jeżeli więc przyjąć za dobrą monetę deklaracje giełdy, że na 1 kwietnia posiadała ponad 4,5 tys. BTC rezerw i pełne pokrycie zobowiązań wobec użytkowników, to obecny problem można interpretować jako kryzys operacyjny lub płynnościowy, a nie automatycznie dowód niewypłacalności.

Podkreślmy, że w tym przypadku możemy się opierać jedynie na zaufaniu wobec słów giełdy, bowiem ta nie ujawniła swoich rezerw trzymanych w cold walletach.

Piech stwierdził, że podobne sytuacje zdarzają się również w innych częściach sektora finansowego.

Ekspert wskazał tu kilka możliwych przyczyn, takich jak wzrost liczby wypłat po publikacjach medialnych dot. problemów giełdy, ręczną weryfikację transakcji związaną z procedurami AML, pogorszenie jakości działania w okresie słabszej koniunktury na rynku krypto, a nawet zwykłe błędy w zarządzaniu platformą.

Oczywiście zdarzają się również błędy w zarządzaniu, nietrafione decyzje inwestycyjne czy problemy z płynnością. Nie wiemy jednak, czy tak jest w przypadku zondacrypto

– wyjaśniał ekspert.

Jednocześnie zaznacza, że brak automatyzacji wypłat jest sygnałem ostrzegawczym, ale sam w sobie nie przesądza jeszcze o upadku firmy.

Naszym zdaniem należy jednak podkreślić, że do obecnej sytuacji absolutnie nie powinno dojść i zespół „Zondy” powinien posypać łeb popiołem, bowiem tutaj zawiodła również komunikacja z ich strony.

Giełda zaczęła oficjalnie komentować całą sprawę i narastającą frustrację użytkowników, dopiero wtedy gdy temat trafił do mainstreamowych mediów.

W międzyczasie pojawiły się spekulacje, jakoby platforma została po prostu okradziona, a jej włodarze nie chcieli tego publicznie przyznać.

Piech raczej wyklucza też scenariusz ataku hakerskiego, wskazując, że w takich przypadkach informacje zwykle bardzo szybko wychodzą na jaw.

Zwrócił za to uwagę na ryzyko tzw. „runu na giełdę”, czyli sytuacji, w której sama fala plotek i niepokoju powoduje masowe próby wypłaty środków i jeszcze bardziej utrudnia działanie platformy.

Osobnym wątkiem jest polityka. Zdaniem uczonego wspomniane już wcześniej weto ustawy o rynku kryptoaktywów nie miało wpływu na obecną sytuację.

Jak podkreślił, zondacrypto działa jako podmiot estoński, a proces wydawania licencji w Polsce i tak trwa znacznie dłużej niż przewiduje MiCA.

To jest to, o czym już wielokrotnie pisaliśmy na łamach CrypS.pl, że politycy  rządu Tuska próbują przekuć problemy znanej giełdy w spór polityczny dot. regulacji kryptowalut.

Więcej na temat tej sprawy mówiliśmy w najnowszym odcinku naszego podcastu:

YouTube video thumbnail


Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->

Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->

Komentarze (2)

Zieeeeeeeew…..to ile stracili klienci na kryptowalucie ??

Filip Dzięciołowski

To każdy indywidualnie wie, ile stracił, ale przecież wszyscy inwestują na własną odpowiedzialność. Poza tym przecież tutaj problemem jest kwestia wypłat środków z platformy, a nie definitywny brak dostępu do nich.