Japońska spółka znana z agresywnej strategii akumulowania bitcoina – Metaplanet – odpiera zarzuty dotyczące tego, że miała wprowadzać inwestorów w błąd. CEO Simon Gerovich twierdzi, że krążące w sieci oskarżenia są „sprzeczne z faktami”, a krytycy po prostu źle odczytują sprawozdania i komunikaty.
- CEO Metaplanet zaprzecza, jakoby firma ukrywała straty czy opóźniała informacje o zakupach BTC, opcjach i finansowaniu. Zapewnił, że kluczowe decyzje były raportowane na bieżąco.
- Gerovich przyznaje, że nie ujawniono tożsamości kredytodawcy oraz dokładnych stawek odsetek, ale ma to wynikać z prośby ich kontrahenta.
Metaplanet: „Nie wprowadzaliśmy inwestorów w błąd”
W miarę postępującego poziomu niedźwiedzich nastrojów na rynku bitcoina, napędzanymi postępującą presję sprzedażową, coraz mocniej obrywa się spółkom, które postanowiły utworzyć swoje kryptowalutowe skarbce, czyli stać się tak zwanym DAT-em (Digital Assets Treasury).
W ogniu krytyki znalazła się teraz japońska spółka Metaplanet, która w kwietniu 2024 roku ogłosiła swój plan długoterminowego inwestowania w bitcoina.
Fala krytyki, jaka spadła na ten podmiot, dotyczy zarzutów ze strony niektórych użytkowników X, jakoby ta dopuszczała się nieuczciwych działań względem swoich akcjonariuszy.
Oskarżenia miały dotyczyć rzekomego opóźniania komunikatów o dużych zakupach BTC, zaciemniania wyników dot. instrumentów pochodnych oraz niepełnego raportowania warunków finansowania zabezpieczonego bitcoinem.
Do powyższego odniósł się dyrektor generalny Metaplanet – Simon Gerovich – który przekazał, że spółka na bieżąco raportowała wszystkie zakupy BTC oraz informowała o elementach strategii opcyjnej i posiadanym zadłużeniu.
Jak wyjaśniał, problem nie leży w „ukrywaniu faktów”, tylko w tym, że część komentatorów wyciąga daleko idące wnioski z liczb, nie rozumiejąc, jak działa księgowanie kryptowalut i instrumentów pochodnych.
Najbardziej dyskusyjna kwestia dotyczy sytuacji z września 2025.
Krytycy twierdzili, że w tym czasie spółka kupowała „na górce”, co podważa zaufanie do tego, że Metaplanet rozsądnie gospodaruje kapitałem na poczet cyfrowych aktywów.
Podobna sytuacja miała miejsce niedawno w przypadku Strategy, czyli największego na świecie korporacyjnego HODLera bitcoina, gdy się okazało, że kierowana przez Michaela Saylora spółka mocno przepłaca za BTC.
Pozostając jednak przy temacie Japończyków – Gerovich odpowiedział na zarzuty w ten sposób :
We wrześniu dokonaliśmy czterech zakupów Bitcoinów i wszystkie zostały natychmiast ogłoszone. Informacje te są dostępne dla każdego do weryfikacji już teraz. Rzeczywiście, wrzesień był lokalnym szczytem. Nie zamierzam temu zaprzeczać. Jednak nasza strategia nie polega na wyczuciu rynku. Chodzi o długoterminowe i systematyczne gromadzenie Bitcoinów, a każdy zakup, niezależnie od poziomu ceny, na którym jest on notowany, jest konsekwentnie ujawniany.
Kolejna oś sporu dotyczyła segmentu opcji (m.in. sprzedaż opcji put i struktur typu put spread). CEO spółki bronił tego podejścia jako dobrego sposobu na monetyzację zmienności oraz potencjalne pozyskiwanie BTC poniżej ceny spot, a nie jako „gry rodem z kasyna” przy długoterminowym kierunku.
No i zostaje jeszcze najwrażliwszy z poruszonych tematów, czyli finansowanie.
Metaplanet przez cały czas ujawniała kwoty, zabezpieczenia i ogólną strukturę odsetek, ale z wyłączeniem nazwy pożyczkodawcy oraz dokładnej stawki.
Jak wyjaśniał Gerovich, był to wymóg dot. poufności po stronie kontrahenta. Nie oznacza to jednak ukrywania „ceny pieniądza” w sensie ryzyka bilansowego.
O co jednak tak naprawdę chodzi w zarzutach dot. Metaplanet? Faktem jest to, że gdy dana spółka postanawia wykorzystać bitcoina jako fundament swojej strategii, to rynek oczekuje nie tylko hasła „HODL”, ale też żelaznej przejrzystości co do dźwigni, pochodnych i tego, kto faktycznie trzyma rękę na dźwigni finansowania.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->