KNF wywiera presję na Nawrockiego ws. kryptowalut. Regulator straszy, co grozi polskim firmom bez podpisu prezydenta

Kryptowaluty Polska

Komisja Nadzoru Finansowego ponownie uderza w branżę kryptowalut i ostrzega przed „ryzykiem” związanym z brakiem wdrożenia stworzonych przez Ministerstwo Finansów przepisów. Krytycy widzą w tym jednak próbę wywarcia presji na prezydenta Karola Nawrockiego, aby podpisał ustawę o kryptoaktywach, którą już wcześniej raz zawetował. Argumentacja KNF-u nie ma tak naprawdę żadnego sensu.


  • KNF publikuje stanowisko ws. nadzoru nad rynkiem krypto i wskazuje na „lukę regulacyjną”. Regulator twierdzi, że bez wprowadzenia przepisów dot. kryptowalut firmy z tego sektora nie będą mogły działać w Polsce. To nie jest prawda.
  • Zawetowana wcześniej ustawa przyznawałaby KNF możliwość m.in. blokowania domen firm krypto. Sejm niedawno ponownie przegłosował ustawę (z drobną zmianą), która w styczniu wróciła na biurko Karola Nawrockiego.

KNF straszy branżę kryptowalut

W najnowszym wpisie Urząd KNF wskazuje, że brak wdrożenia krajowych przepisów, które miałyby za zadanie implementację unijnego rozporządzenia MiCA (Markets in Crypto-Assets), oznacza ograniczone możliwości nadzorcze wobec podmiotów z branży kryptowalut.

Komisja podkreśla, że do czasu wejścia w życie odpowiedniej ustawy jej kompetencje są zawężone, a część firm działa poza pełnym nadzorem.

Jak wiadomo, prezydent Karol Nawrocki już raz zawetował ustawę o kryptoaktywach na początku grudnia 2025 roku. Sejm niedawno ponownie ją przegłosował, wprowadzając jedną zmianę (chodziło o wysokość opłat dla kryptofirm), ale zasadnicza konstrukcja przepisów pozostała bez zmian.

W ocenie wielu przedstawicieli branży to właśnie na podpis prezydenta wywierana jest dziś presja.

Największe kontrowersje budzi zapis przyznający KNF uprawnienia do blokowania dostępu do domen internetowych kryptowalutowych firm.

Krytycy twierdzą, że tak szerokie narzędzie administracyjne może być wykorzystywane uznaniowo i prowadzić do paraliżu legalnie działających podmiotów jeszcze przed prawomocnym rozstrzygnięciem sprawy.

Od lat KNF uchodzi za instytucję wyjątkowo wrogo nastawioną do kryptowalut. Ostrzeżenia publiczne, wpisy na listę ostrzeżeń oraz komunikaty akcentujące ryzyko to stały element retoryki tego organu.

Teraz urząd argumentuje, że bez ustawy nie może skutecznie egzekwować nowych standardów wynikających z unijnego prawa, a polskie firmy musiałyby dokonać exodusu za granicę.

Prawda jest jednak taka, że rozporządzenie MiCA obowiązuje w całej Unii Europejskiej i mamy tutaj do czynienia z kwestią paszportyzacji przepisów.

Oznacza to, że polskie firmy nie muszą poddawać się rygorystycznemu reżimowi, jaki chce na nie narzucić rząd Donalda Tuska, tylko mogą ubiegać się o licencję w innym państwie członkowskim, które wdrożyło przepisy w sposób bardziej przyjazny biznesowi.

Po uzyskaniu zezwolenia mogą następnie świadczyć usługi w Polsce w ramach wspomnianego paszportu europejskiego.

W praktyce oznacza to, że zbyt restrykcyjne podejście krajowego regulatora nie doprowadziłoby do „ucywilizowania” rynku, lecz do masowej migracji lokalnych biznesów z tego sektora do innych jurysdykcji na Starym Kontynencie.

Tu nie chodzi o bezpieczeństwo

KNF przekonuje, że chodzi o ochronę konsumentów i stabilność rynku finansowego. Branża odpowiada, że proponowane narzędzia, w tym wspomniana możliwość blokowania stron internetowych, są nieproporcjonalne i mogą zostać użyte jako środek nacisku.

Spór o ustawę o kryptoaktywach przestaje być wyłącznie techniczną debatą o implementacji MiCA. Coraz wyraźniej widać, że to także polityczna gra o zakres kompetencji nadzorczych i przyszłość polskiego sektora blockchain.

Jeśli prezydent ponownie odmówi podpisu, konflikt między rynkiem a regulatorem może wejść w jeszcze ostrzejszą fazę.

YouTube video thumbnail


Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->

Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->