Liberalne elity świętują przegraną Viktora Orbana na Węgrzech. Czy jednak polityka naszych Bratanków naprawdę zmieni się po wymianie elity rządzącej?
- Wybory na Węgrzech wygrała partia Pétera Magyara.
- Niewiele jednak wskazuje na to, by Bratanki zmieniły swoją politykę względem Rosji.
Węgry z nowym rządem, ale starą polityką?
Niedzielne wybory na Węgrzech wygrała TISZA, partia Pétera Magyara.
Jego ugrupowanie obiecało Węgrom normalizację stosunków z Unią Europejską i odcięcie się od Rosji. Czy to jednak w ogóle realne?
Nim przejdziemy do głównej części tematu tego artykułu, podajmy wyniki wyborów: TISZA zdobyła aż 138 miejsc w 199-osobowym parlamencie, Fidesz Viktora Orbana tylko 55 mandatów, a sześciu parlamentarzystów będzie miało ugrupowanie Mi Hazank.
Magyar obiecał, że odblokuje unijne pieniądze dla Węgier (przypomina to więc sytuację z Polski), zapowiedział też walkę z korupcją, inwestycje w zdrowie i transport publiczny oraz odbudowę relacji z Unii Europejską.
Obietnice a realia
Prawda jest jednak brutalna: Węgry mają ograniczone możliwości zmiany swojej polityki wobec Rosji – przede wszystkim ze względu na silne uzależnienie energetyczne.
Kraj ten w dużym stopniu polega na imporcie rosyjskiego gazu i ropy, co sprawia, że nagłe zerwanie lub istotna zmiana relacji mogłaby zagrozić stabilności gospodarki oraz bezpieczeństwu energetycznemu.
Długoterminowe kontrakty oraz infrastruktura (np. rurociągi) dodatkowo utrudniają szybkie uniezależnienie się od dostaw ze wschodu.
Nie bez znaczenia jest także kontekst międzynarodowy. Choć Węgry są członkiem UE i NATO, starają się prowadzić bardziej niezależną politykę zagraniczną, balansując między Wschodem a Zachodem.
Zmiana stanowiska wobec Rosji mogłaby wpłynąć na ich pozycję negocjacyjną oraz relacje z innymi państwami, zarówno w regionie, jak i poza nim.
Wreszcie, ważnym aspektem jest czynnik geopolityczny i historyczny. Węgry, leżące w Europie Środkowej, często starają się prowadzić politykę opartą na realizmie i minimalizowaniu ryzyka konfliktów z większymi mocarstwami. Wynika to z ich historii.
Choć w Polsce lubimy zestawiać Polaków z Węgrów („Węgier, Polak, dwa bratanki”), mówimy o narodzie, który ma zupełnie inną historię od naszej.
Przykładowo, koniec I wojny światowej oznaczał dla nas powrót Polski na mapy – dla Węgier upadek.
Traktat w Trianon to jedno z najważniejszych i najbardziej bolesnych wydarzeń w historii Budapesztu.
Został podpisany 4 czerwca 1920 roku w pałacu Grand Trianon w Wersalu. Był efektem rozpadu Austro-Węgier, którego Bratanki były ważną częścią.
Po przegranej wojnie państwa Ententy zdecydowały o nowym podziale Europy Środkowej, a Węgry – jako jedno z państw pokonanych – zostały zmuszone do zaakceptowania bardzo surowych warunków: straciły około 2/3 swojego przedwojennego obszaru oraz znaczną część ludności.
Tereny te zostały przyłączone m.in. do Rumunii, Czechosłowacji oraz Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców. W rezultacie miliony etnicznych Węgrów znalazły się poza granicami nowego państwa węgierskiego.
Traktat w Trianon miał ogromny wpływ na tożsamość narodową Węgrów. Do dziś jest on postrzegany jako narodowa trauma i symbol niesprawiedliwości historycznej.
Pamięć o nim wpływa na współczesną politykę i relacje Węgier z sąsiadami, a także na sposób, w jaki kraj postrzega swoją rolę w Europie, czego w Polsce chyba nadal nie rozumiemy.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->
