Nad Binance znów zbierają się ciemne chmury. W sieci ponownie pojawiły się ostrzeżenia, jakoby największa na świecie giełda krypto znalazła się na zakręcie, więc należy jak najszybciej wypłacić z niej wszystkie swoje środki. Popularny analityk na X przekonuje, że z platformy w ostatnich dniach wypłynęły miliardy dolarów. Ta natomiast broni się i twierdzi, że przedstawione dane są błędnie raportowane.
- Kook Capital twierdzi, że z Binance w ciągu ostatniego tygodnia wypłacono od 10 do 17 mld USD.
- Giełda odpowiada, że to nie jest prawda, a problem leży w danych zewnętrznych. Zaproponowano natomiast… coroczny „dzień wypłat” jako test wypłacalności.
- W międzyczasie CEO Binance, Richard Teng, publicznie stwierdził, że krach z 10 października nie był ich winą.
Binance w ogniu oskarżeń
Gigant z rynku kryptowalut walczy na wielu płaszczyznach o utrzymanie zaufania inwestorów do swojej platformy.
Giełda Binance od jakiegoś czasu musi mierzyć się z kolejną kampanią oskarżeń dot. nieuczciwych praktyk, zatajania istotnych faktów oraz manipulowania rynkami.
Doszło do tego, że na oficjalnym koncie firmy na X pojawiło się oświadczenie, w którym ta odnosi się do niepokojących doniesień.
Punktem zapalnym był wpis krążący po X, w którym znany analityk i komentator – Kook Capital – wprost wzywał wszystkich użytkowników, aby ci jak najszybciej wypłacili z tej platformy swoje środki.
Jak napisał, w ciągu ostatnich 7 dni miało dojść do ucieczki nawet do 17 miliardów dolarów z Binance, a giełda ma stać ponoć przed coraz większym ryzykiem niewypłacalności.
W swoim poście załączył screen ze strony analitycznej Coinglass.
Wygląda to jednak na fałszywy screen. Sprawdziliśmy, jak wygląda sytuacja i dane ze wspomnianej strony prezentują się znacznie inaczej niż przedstawia to Kook Capital.
Binance szybko odpowiedziało, wskazując, że cytowane statystyki pochodzą z zewnętrznych agregatorów, a te potrafią pokazywać rozjazdy (wspomniano o Coinglass, ale również o wcześniejszych nieścisłościach w DeFiLlama).
Najciekawsze jest jednak to, co padło dalej we wpisie Binance.
Stwierdzono, że przeprowadzanie regularnych „testów wypłat” to zdrowa praktyka dla całej branży.
Ponadto zaproponowano wprowadzenie nowej „tradycji” w formie corocznego „dnia wypłat” dla wszystkich platform, czyli dzień masowych wypłat jako twardy test rezerw.
Brzmi absurdalnie? No trochę tak. Ale przekaz Binance jest dość zrozumiały: „nie boimy się runu, sprawdzajcie nas do woli”.
W tle pojawił się również argument w postaci dowodu rezerw (Proof of Reserves). Jak podkreślono, ma on wskazywać aż nadzabezpieczenie (ponad 100%) dla raportowanych aktywów klientów giełdy.
Wygląda więc na to, że alarm ze strony Kook Capital to kolejny FUD pod adresem największego z CEX-ów.
Niedawno pisaliśmy o tym, że Binance zdementowało plotki o niewypłacalności i nazwało rzekome pismo prawne „sfabrykowanym dokumentem”.
Użytkownik X, który oskarżał giełdę o ukrywanie kryzysu płynności, twierdził potem, że ta wysłała mu oficjalnie ostrzeżenie, aby przestał ją dyskredytować w mediach. Binance zdementowało te doniesienia.
CEO Binance odnosi się do krachu z 10 października
A jakby tego było mało, CEO Binance – Richard Teng – znów broni kierowanej przez siebie firmy w temacie „legendarnego już” krachu z 10 października.
Według niego likwidacje na 19 miliardów dolarów nie były zjawiskiem specyficznym dla Binance, tylko efektem szoku rynkowego szeroko obserwowanego również poza jedną giełdą.
Około 75% likwidacji miało miejsce około godziny 21:00 czasu wschodniego, obok dwóch niezależnych, odizolowanych problemów: odłączenia stablecoina od głównego nurtu oraz „pewnego spowolnienia w transferze aktywów”
– mówił w czwartek na konferencji Consensus Hong Kong.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->
