Prezes Zondacrypto pomagał pisać ustawę, którą zawetował Nawrocki. Kto naprawdę szkodzi inwestorom?

zondacrypto tusk nawrocki kral

Rząd przez miesiące przekonywał, że prezydenckie weto do ustawy o kryptoaktywach to prezent dla oszustów (a zwłaszcza tych z Rosji) i cios wymierzony w inwestorów. Teraz sprawa robi się znacznie ciekawsza, ponieważ z najnowszych ustaleń wynika, że uwagi do tej samej ustawy miała współtworzyć Zondacrypto, czyli giełda, która później sama stała się symbolem chaosu, niewypłacalności i politycznej awantury wokół kryptowalut.


  • Money.pl ustaliło, że uwagi do ustawy o kryptoaktywach, przekazane Ministerstwu Finansów przez Związek Banków Polskich, miał napisać Przemysław Kral, prezes Zondacrypto.
  • To ważne, bowiem ta sama giełda kilka miesięcy później znalazła się w centrum afery związanej z problemami klientów z wypłatą środków.
  • Karol Nawrocki w czwartek po raz trzeci zawetował ustawę o kryptoaktywach, argumentując, że projekt wciąż jest zbyt represyjny i niemal nie różni się od wcześniejszych wersji.
  • Rząd Donalda Tuska znów wykorzystuje sprawę do uderzenia w prezydenta, ale nowe ustalenia pokazują, że historia nie jest tak prosta, jak sugeruje polityczny przekaz.

Zondacrypto w tle ustawy o kryptoaktywach

Sprawa ustawy o kryptoaktywach właśnie dostała kolejny rozdział, który dla rządu może być wyjątkowo niewygodny.

Przez ostatnie miesiące obóz Donalda Tuska budował prosty przekaz, że prezydent Karol Nawrocki blokuje przepisy, które miały chronić klientów rynku krypto, a jego weto pomaga podejrzanym podmiotom.

Brzmiało to efektownie, a zwłaszcza po wybuchu afery Zondacrypto. Problem w tym, że teraz pojawia się pytanie, kto tak naprawdę miał wpływ na kształt tych przepisów.

Według najnowszych ustaleń Money.pl, już w kwietniu 2024 r. Ministerstwo Finansów otrzymało od Związku Banków Polskich uwagi do projektu ustawy o kryptoaktywach.

Autorem tych uwag miał być Przemysław Kral, prezes Zondacrypto.

Tak, tej samej giełdy kryptowalut, która niedługo potem po kilkunastu latach działalności w ciągu kilku tygodni zakończyła swój żywot, a jej CEO uciekł do Izraela, pozostawiając klientów bez dostępu do środków.

To istotne, ale nie dlatego, że udział branży w konsultacjach jest czymś nadzwyczajnym.

W normalnym państwie eksperci z rynku powinni zgłaszać uwagi do prawa, które ich dotyczy.

Problem zaczyna się wtedy, gdy rząd później przedstawia ustawę jako tarczę przed patologiami rynku, a okazuje się, że przy jej elementach pomagał człowiek z firmy, która sama znalazła się w centrum takiej afery.

Z ustaleń Money.pl wynika, że Zondacrypto miała być przyjmowana do struktur związanych ze Związkiem Banków Polskich na początku 2024 r.

Co ciekawe, ZBP później tłumaczył, że formalny stosunek członkostwa nie powstał, bo nie ustalono i nie opłacono składki.

Jednocześnie potwierdzono, że przedstawiciele „Zondy” brali udział w wydarzeniach organizowanych z udziałem bankowców i instytucji państwowych już wcześniej, m.in. przy tematach cyberbezpieczeństwa i zwalczania przestępczości finansowej.

I tu robi się ciekawie.

W poprzednich latach Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) ostrzegała przed BitBay, czyli poprzednim wcieleniem Zondacrypto.

Mimo to osoby związane z giełdą przez lata funkcjonowały w otoczeniu sektora bankowego, instytucji państwowych i prac nad regulacjami.

Rząd może więc dziś oczywiście grzmieć o konieczności ochrony obywateli, ale trudno nie zapytać, gdzie ta czujność była wcześniej?

Rząd uderza w Nawrockiego, ale narracja się sypie

Karol Nawrocki w miniony czwartek po raz trzeci zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów.

Prezydent argumentuje, że projekt jest nadregulacją, może wypychać polskie firmy za granicę i daje Komisji Nadzoru Finansowego zbyt szerokie uprawnienia, m.in. w zakresie blokowania rachunków oraz transakcji.

Zwraca też uwagę, że rząd niemal nie uwzględnił poprawek zgłaszanych przez Pałac Prezydencki.

Warto wziąć pod uwagę, że najnowsza wersja ustawy różniła się od wcześniejszych głównie jedną przyjętą poprawką, dotyczącą wysokości opłat nadzorczych.

Pozostałe postulaty prezydenta, dotyczące m.in. dodatkowej kontroli sądowej działań nadzorczych KNF, skrócenia maksymalnego czasu blokady rachunków czy odpowiedzialności Skarbu Państwa za bezprawne blokady, nie uzyskały poparcia parlamentu.

Więcej na temat zagrożeń wynikających z projektu Ministerstwa Finansów pisaliśmy w tym artykule.

Rząd ponownie zareagował nieukrywanym gniewem. Zapowiedziano już czwartą (zapewne niezmienioną) wersję tego samego ustawodawstwa.

Premier Donald Tusk zasugerował, że sprawa wygląda „niewiarygodnie”, a minister finansów Andrzej Domański pisał, że prezydent po raz trzeci nie stanął po stronie bezpieczeństwa finansowego Polaków.

W tle cały czas wraca Zondacrypto, czyli giełda, której klienci zgłaszali problemy z wypłatami środków, a prokuratura bada sprawę możliwego oszustwa i prania pieniędzy.

Tyle że zrobienie z weta Nawrockiego głównej przyczyny dramatu klientów Zondacrypto jest bardzo wygodnym skrótem politycznym.

Kryzys giełdy nie wybuchł dlatego, że prezydent nie podpisał ustawy. Według dotychczasowych ustaleń problemy z płynnością, spadkiem rezerw bitcoinów i wypłatami środków miały narastać wcześniej.

Rosyjski trop i polityczny teatr

W tej sprawie pojawił się również wątek rosyjski. Donald Tusk mówił o wyjątkowo złowrogich korzeniach Zondacrypto, rosyjskiej mafii i służbach.

To bardzo mocne oskarżenia, które w debacie publicznej działają jak granat wrzucony do pokoju.

Problem w tym, że późniejsze ustalenia medialne mocno skomplikowały ten obraz.

Okazało się, że ABW nie znalazła podstaw do wpisania polskich podmiotów powiązanych z Zondacrypto na listę sankcyjną. To nie kasuje wszystkich pytań o historię giełdy, ale mocno osłabia prostą narrację „to rosyjska sprawa, a kto blokuje ustawę, ten pomaga złym ludziom”.

Do tego dochodzi sam Przemysław Kral.

To nie był przypadkowy influencer od memecoinów, tylko prawnik i były adwokat.

Weźmy pod uwagę, że już pod koniec 2025 r. został przeniesiony na listę adwokatów niewykonujących zawodu, a na początku 2026 r. zawiesił działalność gospodarczą w Polsce.

Obecnie przebywa ponoć w Izraelu, którego to państwa posiada obywatelstwo. W tej historii naprawdę trudno udawać, że polskie państwo dostrzegło problem dopiero w chwili, gdy trzeba było skomentować prezydenckie weto.

Pokuszę się o stwierdzenie, że rząd wykorzystuje aferę Zondacrypto do budowania antykryptowalutowego przekazu i politycznego nacisku na prezydenta.

Tyle że najnowsze ustalenia pokazują, że sprawa nie jest czarno-biała.

Jeżeli ludzie z Zondacrypto rzeczywiście mieli udział w przygotowywaniu uwag do ustawy, którą dziś rząd przedstawia jako broń przeciwko patologiom rynku, to mamy problem nie tylko z krypto, ale też z jakością państwa.

Bo pytanie nie brzmi już wyłącznie „dlaczego prezydent zawetował ustawę?”, a raczej „dlaczego rząd tak uparcie przepycha niemal ten sam projekt, kto realnie wpływał na jego kształt”.

Myślę, że warto również zapytać dlaczego o problemach Zondacrypto zaczęto mówić tak głośno dopiero wtedy, gdy można było użyć ich jako usprawiedliwienia nacisku na głowę państwa?

A to są pytania dużo trudniejsze niż kolejny tweet o tym, że weto jest prezentem dla oszustów.


Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->

Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->