Według jednej z popularnych teorii spiskowych internet jest martwy, a treści, które napotykamy w sieci, w większości zostały stworzone przez algorytmy. Jeszcze kilka lat temu trudno było brać ją poważnie, jednak dziś coraz lepiej ta teza opisuje wirtualną rzeczywistość. A wszystko za sprawą generatywnej AI.
- Według Teorii Martwego Internetu, za większość aktywności w sieci od dawna odpowiadają boty. Chociaż dotychczas traktowano ją raczej w ramach żartu, treści masowo generowane przez AI sprawiają, że jej założenia brzmią coraz mniej absurdalnie.
- Ostatnie badanie Graphite mówi, że AI może odpowiadać już za większość pojawiających się w sieci tekstów. To problem dla nowych modeli językowych, ponieważ trening na niskiej jakości danych znacząco obniża ich skuteczność.
Czy internet umiera?
Zwolennicy Dead Internet Theory twierdzą, że od mniej-więcej dekady większość sieci wypełniają treści generowane przez boty.
To, co widzimy na ekranach monitorów, to tylko rekwizyty wielkiej wioski potiomkinowskiej, udającej prawdziwy internet. Komentarze i artykuły, które czytamy, w większości mają być zbitkami znaków stworzonymi przez AI, podczas gdy ślady aktywności prawdziwych ludzi pojawiają się rzadko i w ogromnej mierze zostają spychane gdzieś w głąb sieci przez algorytmy wyszukiwarek.
W najbardziej radykalnych wariantach teorii realne nie są nie tylko treści, z którymi mamy kontakt, ale i… ludzie, z którymi wchodzimy w interakcje.
Taki internet to cyfrowy śmietnik i żerowisko algorytmów, które mają za zadanie szerzenie dezinformacji czy przekonywanie nas do kupna produktów.
Kilka lat temu trudno byłoby w coś takiego uwierzyć, ale sprawę skomplikowało pojawienie się generatywnej AI.
Jeszcze we wrześniu, w jednym z tweetów do teorii odwołał się Sam Altman, czyli CEO firmy OpenAI, stojącej za ChatGPT:
Nigdy nie brałem Teorii Martwego Internetu szczególnie poważnie, ale wygląda na to, że coraz więcej kont twitterowych jest prowadzonych przez modele LLM
– stwierdził.
Podobnymi przemyśleniami podzielił się współzałożyciel Reddita – Alexis Ohanian – twierdząc, że znaczna część internetu jest dzisiaj “martwa” – za sprawą “quasi-AI” czy “śmieci z Linkedina”.
Wspomniane “śmieci z Linkedina”, czyli nieautentyczne, ubogie w treść, marketingowe posty mające na celu zwiększenie zaangażowania użytkowników portalu, dobrze odzwierciedlają dzisiejszą internetową gospodarkę.
Taką, w której treści coraz rzadziej tworzone są z myślą o odbiorcy. Bo odbiorca… nie ma czasu ich czytać – gdyż sam jest przede wszystkim producentem swojego własnego “contentu”, który próbuje komuś wcisnąć.
Podaż jest ogromna, popyt jest zerowy, a zgromadzone pod postami lajki pochodzą głównie od ludzi, którzy nawet się z nimi nie zapoznali – kliknęli łapkę w górę z nadzieją, że wejdziemy na ich profil.
Podobnymi zasadami rządzą się dzisiaj praktycznie wszystkie media społecznościowe, a generatywna AI tylko uwydatnia ten trend.
Dane z raportu Imperva pokazały, że już w 2023 roku za niemal 50% ruchu w internecie odpowiadały algorytmy.
Z kolei badanie od Graphite, dotyczące treści pojawiających się w sieci twierdzi, że w ciągu ostatnich 5 lat, procent publikowanych w internecie artykułów wygenerowanych przez człowieka spadł z niemal 100 do 46.5%.
Za 53.5% treści mają odpowiadać modele językowe. Skuteczność narzędzi do rozpoznawania tekstów stworzonych przez AI jest szeroko kwestionowana, więc wyniki warto brać z przymrużeniem oka, niemniej tendencja jest wyraźna i wynika z cięcia kosztów.
Samodzielne wygenerowanie artykułu czy posta na social media jest po prostu nieporównywalnie tańsze, niż zatrudnienie człowieka, przy czym niska jakość nie jest problemem.
Dla wielu twórców priorytetem stała się ilość i zalewanie sieci czymś, co dzisiaj złośliwie określa się jako “AI-slop” (z ang. “pomyje od AI”).
To dodatkowo pogarsza sytuację, ponieważ w praktyce jest zatruwaniem internetu jako źródła, z którego modele LLM czerpią dane treningowe.
Opublikowane w październiku badanie pt. LLMs Can Get “Brain Rot!, testowało skutki ekspozycji modeli językowych na śmieciowe treści, które, jak się okazało – wpływają na modele podobnie destrukcyjnie, jak na ludzi.
Skuteczność LLM-ów korzystających z tego contentu spadła z 74.9 do 57.2%, przy czym spadły także ich zdolności do rozumienia dłuższego kontekstu.
Trend zalewania internetu treściami generowanymi przez AI raczej nie osłabnie i w końcu musimy dojść do momentu, w którym modele AI będą trenowane na niskiej jakości artykułach, zdjęciach i filmach, które wcześniej zostały wygenerowane przez inne modele.
A to tylko przyśpieszy śmierć internetu jakim go znamy, która dzisiaj wydaje się nieunikniona.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->
