Kanclerz Niemiec: jeżeli Ukraina padnie, Putin uderzy dalej

Friedrich Merz

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz w niedzielnym wywiadzie powiedział, że jeżeli Ukraina przegra wojnę, Władimir Putin zaatakuje kolejne kraje. Czy ma rację?


  • Merz jest zdania, że Rosja po pokonaniu Ukrainy może zaatakować inne kraje.
  • Warto zaznaczyć, że kolejne konflikty Kremla mogą mieć inny charakter.

Putin będzie walczył dalej

Kanclerz Niemiec uważa, że „ta wojna może jeszcze długo trwać”. I nie chodziło tylko o Ukrainę, ale też to, że po pokonaniu Kijowa Putin może skierować swoje wojska w stronę kolejnych krajów.

Wtedy pojutrze może przyjść kolej na nas 

— ostrzegł szef niemieckiego rządu.

Wpisuje się to w obecną narrację Merza, który już w sobotę powiedział, że Rosja jak na razie na wysiłki Zachodu dot. zakończenia konfliktu odpowiada „jeszcze większą agresją”.

Wszystko dzieje się w czasie, gdy Europa rozmawia z USA w sprawie tego, co dzieje się na Ukrainie. Prezydent Francji Emmanuel Macron i Merz mają być w stałym kontakcie z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Jak na razie wiele wskazuje na to, że Rosja nie zamierza zakończyć wojny.

Czy grozi nam atak?

Skoro Merz wskazał, że „pojutrze” Moskwa zaatakuje Niemcy, to czy „jutro” wkroczy do Polski? Wiele osób uważa, że to tylko straszenie. Tak jednak nie jest. Kreml nadal podtrzymuje swoje żądania z końca 2021 r. Chodzi o tzw. ultimatum Ławrowa, czyli wycofanie wojsk NATO z Europy Środkowej i zablokowanie dostępu Ukrainy do Sojuszu.

Cały nasz region jest już poddawany atakom hybrydowym, choćby cyberatakom. Do tego dochodzi wojna informacyjna. To wstęp do wojny konwencjonalnej. Czy jednak będzie ona miała taki charakter jak na Ukrainie? W tym momencie robi się ciekawiej.

Rosja niekoniecznie musi zaatakować Polskę wprost, tak jak miało to miejsce w przypadku Kijowa. Wystarczy, że wkroczy do krajów bałtyckich, które cechują się niemal żadną głębią strategiczną (wojska nie mają się tam gdzie cofać) i zajmie przesmyk suwalski (jest ważny ze względów strategicznych).

Wtedy USA zaczną naciskać na m.in. Polskę, by ruszyła Litwie, Łotwie i Estonii na pomoc. Warszawa stanie przed dylematem: ratować sojuszników, czy stać z boku. Dodajmy, że wszystko zapewne stanie się w czasie, gdy Amerykanie zostaną zaangażowani w jakiś konflikt w innym regionie świata – dlatego tak ważne dla nas jest to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, wokół Tajwanu lub na Półwyspie Koreańskim.

Innymi słowy, Rosja czeka na dogodny moment, by zaatakować najsłabsze ogniwa NATO. Jeżeli zajmie kraje nadbałtyckie, pokaże brak sprawczości USA, co będzie oznaczało powrót do ultimatum Ławrowa. Tyle że wtedy Putin będzie miał już mocne karty.


Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->

Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->