fbpx

BaFin: kryptomaty tylko za naszą zgodą

Marek Lesiuk
bundesregierung Regulacje prawne

BaFin, niemiecki federalny urząd nadzorczy i regulacyjny w sferze finansów, opublikował był ogłoszenie, w którym wyjaśnia wszystkim zainteresowanym, iż operowanie bitomatem wymaga uzyskania jego licencji i spełnienia w tym celu wszystkich wymogów przewidzianych dla podmiotów finansowych

Bez biurokratycznego błogosławieństwa ani rusz – nie może być bowiem tak, że każdy prowadzi sobie biznes, jaki przyjdzie mu do głowy. Tak złośliwi mogliby sparafrazować ogólnego ducha oświadczenia, które to ukazało się na stronie internetowej BaFin-u.

Ogłoszenie, utrzymane w tonie surowego ukazu, informuje wszystkich zainteresowanych i niezainteresowanych (tych drugich może nawet bardziej – biorąc pod uwagę nacisk, z jakim ogłoszenie wygraża im potencjalnymi konsekwencjami), iż aby móc postawić automat kryptowalutowy, wymagane jest udanie się do wysokich progów Urzędu po licencję na tę działalność.

Wywodzi ono, iż zgodnie z niemieckim prawem bankowym – konkretnie zaś zapisami § 1 ust. 1 zd. 2 nr. 4 „Ustawy o Ustroju Kredytowym” (niem. Kreditwesengesetz), obrót kryptowalutami wiążący się z prowizjami finansowymi (a jaki handel nie zawiera prowizji handlującego?) jest w rozumieniu prawa i Urzędu działalnością o charakterze bankowym (!).

Jako taka, zgodnie z § 32 ust. 1, wymaga licencji na podobnej zasadzie, jak klasyczne instytucje finansowe. Nawet handel na własny rachunek jest, zgodnie z wyprowadzoną przez BaFin interpretacją § 1 ust. 1, działalnością o charakterze finansowym, i pociąga za sobą takież ciężary biurokratyczno-regulacyjne.

Konsekwencje, konsekwencje

W duchu, który raczej słabo koresponduje z rozpowszechnionym wyobrażeniem praworządnej, niemieckiej rzeczywistości legalistycznej, BaFin grozi, iż na podstawie § 54 ust. 1 nr. 2 Ustawy, będzie ścigać operatorów „nielegalnych” bitomatów nawet niezależnie od wymiaru sprawiedliwości.

Mimo iż powszechny w świecie okcydentu model wymiaru sprawiedliwości zakłada zasadę domniemania niewinności, póki wina nie zostanie formalnie udowodniona, urząd straszy, iż będzie „administracyjnie” ścigał naruszycieli bitomatowego dyktatu licencyjnego wedle własnego uznania.

Obejmować to może (prócz typowych kar finansowych) także takie szykany, jak zamykanie i plombowanie automatów, a nawet budynków i pomieszczeń, w których te stoją – co omawia § 44c ust. 4 prawa bankowego. Szykany owe grozić mają nie tylko bezpośrednim naruszycielom, ale także właścicielom pomieszczeń, w których stoją bitomaty, czy dostarczycielom energii elektrycznej do nich.

BaFin cokolwiek apodyktycznie – grożąc bowiem prawnymi i praktycznymi represjami, nawet jeśli ktoś nie był świadomie zaangażowany w delikt regulacyjny – żąda przy tym, aby rzeczeni właściciele, jeśli chcą uniknąć wspomnianej obcesowości ze strony urzędników, sami podejmowali starania u sprawdzenie licencji u swoich kontrahentów.

Egzekwowanie wymogu tej ostatniej stanowi przy tym oficjalnie rolę samego urzędu, nie przedsiębiorców, ten pierwszy jednak ewidentnie nie wzdraga się przed próbą wymuszonego przerzucenia ciężaru tego obowiązku na podmioty prywatne działające w branży. Do której to branży, nie sposób ukryć, BaFin nie po raz pierwszy podchodzi raczej wrogo.

Pełna treść ogłoszenia znajduje się na jego stronie internetowej.

Dodaj komentarz