W Unii Europejskiej trwa debata o ETS. Czy kontrowersyjny system zostanie zniesiony?
- UE analizuje, co zrobić z ETS.
- System jest wadliwy: opłacalny tylko dla kilku krajów, ale szkodliwy dla pozostałych.
ETS, czyli co?
System Emissions Trading System (ETS) to unijny mechanizm ograniczania emisji gazów cieplarnianych, przede wszystkim CO₂.
Polega on na tym, że Unia Europejska ustala maksymalny poziom emisji dla całej gospodarki objętej systemem, a następnie dzieli go na „uprawnienia do emisji”, które trafiają do firm.
Każde przedsiębiorstwo objęte ETS — na przykład elektrownia, huta czy linia lotnicza — musi posiadać odpowiednią liczbę takich uprawnień.
Jedno uprawnienie pozwala na emisję jednej tony CO₂. Jeśli firma emituje więcej, musi dokupić brakujące uprawnienia na rynku. Jeśli emituje mniej, może je sprzedać innym. W ten sposób powstaje rynek handlu emisjami.
Problem w tym, że system ten ma bezpośredni wpływ na ceny energii. Elektrownie produkujące prąd z węgla lub gazu emitują dużo CO₂, więc muszą kupować więcej uprawnień, co podnosi ich koszty.
Te są często przenoszone na odbiorców, dlatego ceny prądu rosną wraz ze wzrostem cen uprawnień do emisji.
Efekty są więc takie, że ETS utrzymujemy wszyscy i podnosi on koszty życia.
UE zniesie ETS
Teraz do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen trafił list, w którym sygnatariusze sugerują „złagodzenie procesu wycofywania bezpłatnych uprawnień od 2028 r., aby uniknąć nadmiernego obciążenia przemysłu w tym okresie przejściowym”.
Chcą tego liderzy takich krajów jak: Włochy, Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Grecja, Węgry, Słowacja, Rumunia oraz Polska.
Problem w tym, że Unia Europejska to zbiór państw, które nie zawsze mają zbieżne interesy. I przy okazji ETS dobrze to widać.
Zwolennikami systemu są kraje, które oparły gospodarkę na niskoemisyjnych źródłach energii. Polska nie jest w tym gronie, więc traci. Zupełnie jakby całość została zaprojektowana tylko dla części państw.
I tak np. zwolennikiem ETS jest Hiszpania. Premier Pedro Sánchez bronił ostatnio systemu. Tłumaczył, że w wyniku wojny w Iranie doszło do wzrostu cen gazu, ale nie w jego kraju. Dlaczego?
Ponieważ jedna na pięć godzin zużycia energii elektrycznej jest związana ze zmianami cen gazu, pozostałe cztery – ze zmianami cen energii odnawialnej. Dlatego zaangażowanie w politykę klimatyczną i kontynuowanie działań na rzecz promowania odnawialnych źródeł energii leży w interesie nie tylko klimatu, ale także portfeli obywateli
-tłumaczył.
Hiszpania ogólnie zyskuje na systemie ETS, ponieważ jej miks energetyczny jest znacznie bardziej oparty na odnawialnych źródłach niż w wielu innych krajach UE, co oznacza niższe emisje i mniejsze koszty zakupu uprawnień do emisji CO₂.
Dzięki dużemu udziałowi energii wiatrowej i słonecznej hiszpańskie firmy energetyczne rzadziej muszą kupować drogie pozwolenia, a czasem mogą je nawet sprzedawać, osiągając dodatkowe przychody.
Grecja podkreśla z kolei, że system ETS powstał w czasie, gdy ceny paliw kopalnych były o wiele niższe. Trzeba go więc dostosować do nowych realiów.
Szwecja twierdzi, że nie można zrobić kroku w tył, gdyż nie wolno karać państw, które zainwestowały w transformację energetyczną.
Jak więc widać, ETS dzieli Europę i pokazuje, że zbudowanie unii politycznej jest szalenie trudne. Po prostu – choćby przez warunki atmosferyczne i geografię – poszczególne kraje członkowskie mają sprzeczne ze sobą interesy.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->
