Tysiące właścicieli portfeli Trezor znalazło się w potencjalnie niebezpiecznej sytuacji. Cyberprzestępcy zdobyli coś, co może być niezwykle użyteczne przy kolejnych atakach na inwestorów kryptowalut: ich imiona i nazwiska, numery telefonów, adresy e-mail oraz fizyczne adresy dostawy.
- Wyciek u partnera logistycznego ShipMonk dotyczy około 13 689 klientów Trezora. W przypadku 11 742 osób ujawniono pełne dane kontaktowe wraz z adresem dostawy.
- Same portfele Trezora pozostają bezpieczne. Problem polega na tym, że wykradzione informacje mogą teraz posłużyć do spersonalizowanego phishingu, fałszywych telefonów, SMS-ów, listów.
- W skrajnym przypadku mogłoby dojść także do identyfikowania właścicieli kryptowalut w świecie rzeczywistym i przeprowadzania na nich fizycznych ataków.
Wyciek danych prawie 14 tys. klientów Trezora
Cyberprzestępcy nie biorą wolnego i kolejny raz wystawiają na próbę bezpieczeństwo inwestorów z rynku kryptowalut.
Na pierwszy rzut oka sytuacja wygląda mniej groźnie niż klasyczne włamanie do portfela, bowiem tym razem napastnicy nie przejęli kluczy prywatnych do adresów, na których znajdują się cyfrowe aktywa.
Problem w tym, że dostali w ręce naprawdę wrażliwe dane, które mogą im bardzo ułatwić znalezienie konkretnych właścicieli krypto i uderzenie w nich inną drogą.
Chodzi bowiem o to, że 10 sierpnia firma ShipMonk, która magazynuje i wysyła część produktów Trezora, poinformowała producenta o nieautoryzowanym dostępie do systemów zawierających dane klientów.
Trezor zapewnia, że jego własne systemy, produkty i usługi nie zostały naruszone, ale nie oznacza to, że można przejść obok tej informacji obojętnie.
Skala wycieku jest naprawdę spora, ponieważ w przypadku 11 742 klientów hakerzy uzyskali dostęp do imienia i nazwiska, adresu e-mail, numeru telefonu oraz pełnego adresu dostawy.
Co więcej, u kolejnych 1947 osób ujawniono imię i nazwisko, miasto oraz e-mail. Łącznie incydent dotyczy około 13 689 klientów topowego producenta portfeli sprzętowych.
Chodzi o zamówienia dostarczone między 10 maja a 8 sierpnia do USA, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Kolumbii, Brazylii, Włoch i Portugalii.
Co istotne, Polska nie znalazła się na liście państw objętych incydentem.
Trezor podkreśla jednocześnie, że same urządzenia, klucze prywatne i backupy portfeli pozostają bezpieczne.
Wszystkie osoby objęte wyciekiem zostały poinformowane bezpośrednio e-mailem.
Ten atak wskazuje na ważny problem branży krypto
Moment pojawienia się informacji o Trezorze jest szczególnie niefortunny dla całego rynku portfeli sprzętowych.
Zaledwie dwa tygodnie wcześniej branżą wstrząsnął atak na Coldcard.
Tamta sytuacja była zupełnie inna i zdecydowanie poważniejsza, ponieważ źródłem problemu była luka w wybranych wersjach oprogramowania, która osłabiała sposób generowania kluczy prywatnych.
Jak informowaliśmy wtedy, potwierdzone straty przekraczały 130 milionów dolarów. Skradziono wówczas około 1596 BTC z ponad 7300 adresów.
Nie należy oczywiście wrzucać obu przypadków do jednego worka.
Coldcard pokazał, że może zawieść oprogramowanie samego urządzenia.
Trezor natomiast stanowi przykład, że nawet jeśli portfel sprzętowy działa prawidłowo, to jego słabym punktem może okazać się zewnętrzna infrastruktura.
W tym przypadku chodzi o firmę logistyczną, która musi wiedzieć, kto kupił portfel i dokąd ma go wysłać.
I właśnie ta informacja może być wyjątkowo cenna dla przestępców i niebezpieczna dla inwestorów.
Najgorsze może dopiero nadejść
Same skradzione dane nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla kryptowalut klientów Trezora.
Dają jednak przestępcom pole do stworzenia bardzo wiarygodnie wyglądającego phishingu.
Napastnik zna w końcu imię ofiary, jej numer telefonu, e-mail, adres zamieszkania i, co najważniejsze, zdaje sobie sprawę, że kupowała urządzenie służące do przechowywania kryptowalut.
Trezor wysłał już do swoich klientów ostrzeżenie przed fałszywymi e-mailami i telefonami, ale ostrzeżono również przed czymś znacznie mniej oczywistym w dobie cyfryzacji, czyli tradycyjnymi listami wysyłanymi pocztą.
Oszuści mogą podszywać się pod Trezora, giełdę kryptowalut albo bank.
To nie jest hipotetyczny scenariusz.
W 2025 roku konkurent Trezora, francuska firma Ledger, potwierdziła działanie kampanii, w ramach której klienci otrzymywali fizyczne listy, w których oszuści podszywali się pod producenta portfela.
Dokumenty wyglądały jak oficjalne zawiadomienia o aktualizacji bezpieczeństwa i zawierały kod QR prowadzący do fałszywej strony, która żądała podania frazy odzyskiwania.
W tym miejscu należy przypomnieć o kluczowej kwestii.
Trezor ani inny tego typu podmiot, nigdy nie potrzebuje frazy seed użytkownika. Tak samo nie wolno wpisywać backupu portfela na stronie internetowej ani przekazywać go przez telefon, e-mail, SMS czy formularz pomocy technicznej.
To nie jest jednak jedyny problem, na jaki powinni uważać użytkownicy Trezora.
Najbardziej niepokojąca kwestia związana z wyciekiem danych wybiega poza cyberprzestępczość i dotyczy fizycznych ataków na inwestorów.
Zajmująca się cyberbezpieczeństwem firma CertiK odnotowała w pierwszej połowie 2026 roku 52 potwierdzone fizyczne ataki na właścicieli kryptowalut, co stanowi wzrost o 33,3% względem roku poprzedniego.
Aż 39 przypadków miało miejsce w Europie, z czego 33 we Francji.
Ostatnie tygodnie pokazały więc dwa zupełnie różne problemy dotyczące bezpieczeństwa na rynku cyfrowych aktywów.
Przypadek Coldcard to przykład, że luka techniczna może zagrozić samym frazom seed, natomiast Trezor pokazuje, że nawet perfekcyjnie zabezpieczony klucz nie rozwiązuje problemu, jeśli przestępca wie, kto go posiada i gdzie ta osoba mieszka.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->