Polska skarbówka znalazła kolejny „problem do rozwiązania”. Tym razem fiskus rzucił się na anonimowe wpłaty na internetowe zbiórki charytatywne. Według US, jeśli nie da się ustalić darczyńcy, pieniądze przekazane np. na leczenie mogą nie być darowizną, tylko przychodem objętym PIT.
- Fiskus uznaje, że anonimowe wpłaty na zbiórki internetowe nie spełniają warunków darowizny, bo nie wiadomo, kto dokładnie przekazał pieniądze.
- To oznacza, że beneficjent może stracić prawo do zwolnienia z podatku od spadków i darowizn i zostać potraktowany jak osoba uzyskująca przychód.
- Wyjątkiem mogą być zbiórki prowadzone przez fundacje lub organizacje pożytku publicznego.
Skarbówka chce PIT od anonimowych wpłat
Skarbówka bierze pod lupę internetowe zbiórki i jak zwykle w takich historiach problem zaczyna się od definicji.
Według najnowszego stanowiska fiskusa anonimowe wpłaty nie mogą być traktowane jak darowizny, bo nie da się ustalić, kto był darczyńcą.
A skoro nie ma darczyńcy, to zdaniem urzędników nie ma klasycznej darowizny.
Dla osoby zbierającej pieniądze może to mieć bardzo konkretne skutki. Jeśli wpłaty nie są darowizną, nie kwalifikują się do zwolnienia z podatku, który jest opisany w ustawie o zobowiązaniach od spadków i darowizn.
Fiskus w takim przypadku może uznać je za przychód i zażądać PIT.
Czyli, gdy ktoś zbiera pieniądze na leczenie, a ludzie wpłacają po 20, 50 albo 100 złotych, to państwo po czasie może zapytać, czy od tej pomocy nie należy się podatek.
Największy problem dotyczy zbiórek prowadzonych samodzielnie albo przez platformy, na których część darczyńców podpisuje się nickiem, skrótem albo pozostaje anonimowa.
Z perspektywy człowieka pomagającego to detal, ale dla fiskusa jest to już powód, aby zakwestionować charakter wpłaty.
Eksperci podatkowi alarmują, że takie podejście może sparaliżować część zbiórek.
Weźmy pod uwagę, że beneficjent nie zawsze ma realną możliwość ustalenia danych wszystkich wpłacających.
W internecie ludzie często pomagają szybko, impulsywnie i anonimowo.
Trudno oczekiwać, że osoba walcząca o środki na operację będzie prowadzić pełną dokumentację jak dział księgowości w korporacji.
Jest jednak pewien haczyk, który jeszcze bardziej podkręca absurd tej sytuacji.
Jeśli zbiórka odbywa się za pośrednictwem fundacji lub organizacji pożytku publicznego, to opisana wyżej sytuacja może wyglądać inaczej.
Najnowsze podejście fiskusa stanowi więc kolejny prezent dla fundacji, które od lat działają jako pośrednicy przy zbiórkach.
Część z nich wykonuje realną, potrzebną pracę, ale nie ukrywajmy, że system fundacyjny bywa wygodnym parasolem podatkowym i biurokratycznym, bez którego zwykły obywatel ma pod górkę.
Kryzys NFZ pogłębia się coraz bardziej
Goryczki całej sprawie dodaje fakt, że publiczna ochrona zdrowia coraz bardziej kuleje pod względem finansowym.
Według publicznych szacunków luka w NFZ w 2026 roku może wynieść ok. 23 miliardy zł, mimo pozornie dużej dotacji z budżetu państwa.
Prawda jest taka, że państwo nie zawsze jest w stanie zapewnić pacjentowi szybkie leczenie, więc obywatele muszą zbierać pieniądze sami.
A potem to samo państwo zastanawia się, czy od tej zbiórki nie pobrać podatku.
Oczywiście fiskus może argumentować, że chodzi o porządek prawny i przeciwdziałanie nadużyciom, ale w praktyce taki cios bardziej uderza nie w kombinatorów, ale w osoby chore oraz ich rodziny.
Jeśli ktoś organizuje fałszywą zbiórkę, to państwo powinno go ścigać, ale opodatkowywanie anonimowej pomocy dla realnie potrzebujących jest nieśmieszną ironią losu.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->