Strategy tłumaczy się ze słów o sprzedaży bitcoina. Saylor przekonuje, że „nigdy nie sprzedawaj” znaczyło coś innego
Michael Saylor przez lata budował wokół siebie aurę bitcoinowego kaznodziei, który powtarzał jak mantrę jeden przekaz: kupuj, trzymaj i nie sprzedawaj. Teraz liderzy Strategy tłumaczą, że sprzedaż BTC jednak może mieć sens w przypadku, gdy matematyka będzie lepsza od ideologii.
- Michael Saylor przekonuje, że jego słynne „nigdy nie sprzedawaj” miało oznaczać nie tyle zakaz sprzedaży, co zasadę, by nigdy nie być sprzedającym bitcoina.
- CEO Strategy Phong Le przyznał, że firma może sprzedawać BTC, jeśli będzie to bardziej korzystne dla akcjonariuszy niż emisja nowych akcji.
- Strategy posiada obecnie 818 334 BTC, warte ok. 66 miliardów dolarów, i rozważa użycie części tej puli do finansowania dywidend z programu STRC.
Saylor tłumaczy sprzedaż BTC. Mit „never sell” zaczyna się sypać
Strategy, czyli największy korporacyjny posiadacz bitcoina na świecie, próbuje ugasić pożar po niedawnych słowach Michaela Saylora o możliwej sprzedaży części BTC.
Sprawie pikanterii dodaje fakt, że mówimy o człowieku, który przez lata kreował się na najbardziej ortodoksyjnego maksymalistę bitcoina w korporacyjnym świecie.
Saylor nie tylko kupował BTC za pieniądze spółki, ale też zbudował wokół tego niemal religijną narrację.
W jego słynnych „21 zasadach Bitcoina” padało wprost: „Nie sprzedawaj swojego Bitcoina”.
Podczas wystąpienia na konferencji w Pradze poszedł nawet dalej, mówiąc o sprzedających w tonie kazania: „Satoshi, przebacz im; nie wiedzą, co czynią”.
Teraz jednak rzeczywistość bilansowa spółki Strategy zaczyna doganiać bitcoinową teologię.
W najnowszych wypowiedziach Saylor przekonuje, że nigdy nie chodziło mu o absolutny zakaz sprzedaży. Według niego sens hasła „never sell” był taki, żeby nie być netto sprzedającym BTC.
Jeśli sprzedamy jednego Bitcoina, oznacza to, że kupimy w jego miejsce dziesięć lub dwadzieścia. Ważne jest, aby do końca roku mieć więcej Bitcoinów niż na początku
– stwierdził.
Wychodzi na to, że jeśli sprzedasz jednego bitcoina, powinieneś później kupić dziesięć albo dwadzieścia kolejnych.
Brzmi jak klasyczne odkręcanie narracji po fakcie.
Sam Saylor tłumaczy dziś, że Strategy chce „pozostać akumulatorem netto”.
Firma może więc sprzedać część BTC, ale tylko wtedy, gdy równolegle kupuje znacznie więcej i kończy rok z większą liczbą bitcoinów niż na jego początku.
Problem w tym, że rynek zapamiętał jego przekaz zdecydowanie inaczej. Przez lata był prosty: bitcoinów się nie sprzedaje, bo bitcoin to kapitał, ucieczka z systemu i jedyne aktywo, które naprawdę posiadasz.
Zobowiązania spółki ważniejsze od ideologii
Teraz pojawia się temat STRC, uprzywilejowanego instrumentu Strategy, w którym spółka wypłaca inwestorom dywidendę na poziomie 11,5% rocznie.
Według spółki STRC ma być jednym z filarów modelu „digital credit”. Faktem jest, że firma zebrała z tego programu miliardy dolarów na poczet zakupu BTC, ale dywidendy trzeba czymś finansować.
I tutaj do gry wchodzi Phong Le, CEO Strategy. Jego wypowiedź jest mniej kaznodziejska, a dużo bardziej księgowa.
W rozmowie z CNBC stwierdził, że „wierzy w matematykę ponad ideologię”. Jak wyjaśniał, jeśli sprzedaż bitcoina okaże się lepsza dla wskaźnika BTC na akcję niż emisja nowych akcji, spółka to zrobi.
To bardzo ważne zdanie, bo pokazuje, że Strategy nie jest świątynią HODLingu, tylko publiczną spółką, która musi zarządzać kapitałem, dywidendami, podatkami i interesem akcjonariuszy.
Le przekonuje też, że ewentualna sprzedaż BTC przez Strategy nie powinna zachwiać rynkiem.
Według niego dzienny wolumen handlu bitcoinem wynosi ok. 60 miliardów dolarów, więc rynek powinien być w stanie wchłonąć ponad 1 miliard dolarów wypłacanych rocznie dywidend, które spółka ma do obsługi.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->