Rosja coraz wyraźniej skleja wokół siebie blok państw, które z Zachodem mają otwarty konflikt albo głęboki rachunek krzywd. Iran jedzie do Putina po polityczne wsparcie po wojnie z USA i Izraelem, a Korea Północna nie kończy na deklaracjach, bowiem od dłuższego czasu wysyła ludzi na rosyjski front.
- Szef irańskiej dyplomacji Abbas Aragczi przybył do Rosji na rozmowy z Władimirem Putinem o sytuacji po wojnie z USA i Izraelem, warunkach zawieszenia broni oraz bezpieczeństwie cieśniny Ormuz i Zatoki Perskiej.
- Korea Północna zapowiada dalsze wsparcie dla Rosji, a Moskwa i Pjongjang omawiają pięcioletni plan współpracy wojskowej na lata 2027–2031.
Co łączy Moskwę, Teheran i Pjongjang?
Zarówno Iran, jak Korea Północna, zacieśniają swoją współpracę z Rosją.
Na papierze to dwa różne procesy, ale w praktyce wyglądają jak kolejne elementy tej samej układanki.
Kreml buduje wokół siebie blok państw, które nie muszą sobie bezgranicznie ufać, ale mają wspólnego przeciwnika i wspólny interes w osłabianiu Zachodu.
Pierwszy front to Iran. Tutaj minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi przybył do Moskwy na rozmowy z Władimirem Putinem, po wcześniejszych kontaktach w Omanie i Pakistanie.
Tematem jest oczywiście sytuacja związana z wojną USA i Izraela przeciwko Iranowi, warunki zawieszenia broni oraz bezpieczeństwo żeglugi w cieśninie Ormuz i Zatoce Perskiej.
To nie są techniczne rozmowy dyplomatów. Jak wiadomo, Ormuz stanowi jeden z najważniejszych punktów światowego handlu ropą, a każda eskalacja w tym miejscu natychmiast uderza w ceny energii, inflację i nastroje na rynkach.
Iran potrzebuje dziś Rosji nie dlatego, że Moskwa jest idealnym sojusznikiem, tylko dlatego, że jest jednym z niewielu dużych graczy gotowych rozmawiać z Teheranem poza logiką zachodnich sankcji.
Problem leży w tym, że rosyjsko-irańskie porozumienie strategiczne, zawarte w 2025 r., nie jest paktem wzajemnej obrony.
Gdy w czerwcu 2025 r. USA i Izrael bombardowały cele w Iranie, Rosja i Chiny ograniczyły się jedynie do dyplomacji.
To ważne ograniczenie, bowiem Teheran może szukać w Moskwie wsparcia, ale nie dostanie gwarancji, że Kreml będzie gotów umierać za Iran.
Drugi front jest znacznie groźniejszy, bowiem Korea Północna nie bierze jeńców.
Kim Dzong Un zadeklarował dalsze pełne poparcie dla polityki Rosji i jej „interesów bezpieczeństwa”.
Tutaj nie chodzi już o teoretyczne rozmowy, a poważne praktyczne działania.
Zorganizowana w niedzielę uroczystość w Pjongjangu dotyczyła północnokoreańskich żołnierzy poległych w rosyjskim obwodzie kurskim.
Według zachodnich, ukraińskich i południowokoreańskich szacunków Korea Północna wysłał do walki po stronie Rosji ok. 14 tys. żołnierzy, z czego ponad 6 tys. miało zginąć.
Jak widać, tu sojusz nie jest już teorią. Rosja i Korea Północna podpisały w 2024 roku traktat zawierający klauzulę wzajemnej obrony, a teraz omawiają plan współpracy wojskowej na lata 2027–2031.
Moskwa już ogłosiła gotowość do podpisania takiego dokumentu.
W zamian za ludzi, amunicję i polityczną lojalność Pjongjang najprawdopodobniej dostaje od Moskwy technologię wojskową, energię, żywność i pieniądze.
To układ brudny, ale sprawdzający się w praktyce. Rosja kupuje zasoby do wojny, Korea Północna kupuje skok technologiczny.
Powstaje nowa oś?
Czy na naszych oczach tworzy się właśnie nowy, niebezpieczny sojusz? Tak, ale nie w klasycznym stylu na wzór NATO.
Bardziej przypomina sieć transakcyjną: Rosja daje polityczny parasol, technologię i rynek zbytu, Iran wnosi presję na Bliskim Wschodzie i antyzachodni ciężar strategiczny, a Korea Północna dostarcza żołnierzy, amunicję i gotowość do eskalacji.
Dla rynków to nie jest abstrakcja. Twardsza oś Moskwa–Teheran–Pjongjang oznacza większe ryzyko szoków energetycznych, eskalacji sankcji, zakłóceń w handlu morskim i ucieczki kapitału do aktywów uznawanych za bezpieczne.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->