Wszyscy patrzą na spadki bitcoina. Inwestorzy zapominają jednak o kluczowym fakcie
Czy spadek kursu bitcoina w stosunku do rekordowych wzrostów złota i srebra potwierdza fakt, że rynek kryptowalut znalazł się na etapie pełnoprawnej bessy? W ostatnich dniach pojawiło się sporo porównywań dot. dwóch największych metali szlachetnych do słabości bitcoina. Problem w tym, że takie zestawienia bywają krótkowzroczne, zwłaszcza gdy spojrzymy na wyniki z kilkuletniej perspektywy.
- Bitcoin faktycznie nie dotrzymuje obecnie kroku metalom szlachetnym, które zyskują na słabszym dolarze i napięciach geopolitycznych.
- Analityk Bloomberga Eric Balchunas przypomina jednak, że od 2022 r. BTC jest nadal zdecydowanym liderem wzrostów na tle złota, srebra i Nasdaq.
Bitcoin długoterminowy bije na głowę złoto i srebro
Złoto i srebro od kilku miesięcy nie przestają zyskiwać na cenie i w dalszym ciągu notują coraz to nowsze rekordowe poziomy.
Towarzyszy temu oczywiście narracja dotycząca „ucieczki kapitału do bezpiecznych przystani” w czasie, gdy cały świat obserwuje napięcia geopolityczne na kilku frontach.
W międzyczasie sektor kryptowalut, na czele z bitcoinem, dostarczają inwestorom powodów do rozczarowania i wątpliwości wobec tego, że 2026 rok będzie łaskawy dla tej klasy aktywów.
Dla części obserwatorów jest to argument, że rynek wybrał metale zamiast kryptowalut, dlatego bitcoin zostaje daleko z tyłu za topowymi kruszcami.
Tyle że, jak zauważa Eric Balchunas, analityk ETF-ów w Bloomberg Intelligence, to porównanie często pomija kluczowy kontekst, czyli wyniki w dłuższym horyzoncie.
W swoim najnowszym wpisie na X podkreślił, że licząc „od 2022 roku” (dokładnie to sprzed momentu głośnego ogłoszenia ze strony BlackRock o utworzenie funduszu giełdowego spot dla bitcoina), kurs największej z kryptowalut wzrósł o ok. 429%, podczas gdy złoto o 177%, srebro o 350%, a ETF na Nasdaq (QQQ) o 140%.
Bitcoin tak mocno pobił wszystko w 2023 i 2024 roku (o czym ludzie zdają się zapominać), że inne aktywa nadal nie nadrobiły zaległości, nawet po swoim najlepszym roku w historii i pogrążeniu BTC w śpiączce.
– zauważa analityk.
Według Balchunasa rynkowa narracja dotycząca „instytucjonalizacji” (chodzi o ETF-y, napływ kapitału, wejście dużych graczy) została w pewnym stopniu wyceniona szybciej, niż realnie zdążyła się zmaterializować.
Dlatego właśnie cena musiała swoje „odczekać”, aż fundamenty i adopcja dogonią oczekiwania inwestorów.
Z powyższego płynie następujący wniosek: bitcoin może przegrywać z metalami w krótszej perspektywie, ale jeśli patrzymy na rynek jak na maraton, a nie sprint, to obraz jest o wiele mniej dramatyczny.
Ten właśnie fakt zwyczajnie umyka wielu uczestnikom rynku.
Cisza przed burzą?
Na ten moment to złoto pełni wciąż rolę klasycznego zabezpieczenia, podczas gdy bitcoin pozostaje aktywem o podwyższonym ryzyku.
Nie funkcjonuje więc jako bezpieczna przystań, lecz raczej jako odbiornik nadwyżek płynności — im więcej pieniądza w systemie, tym lepsze warunki dla rynku krypto.
Ten mechanizm działa jednak tylko wtedy, gdy sprzyja mu otoczenie makroekonomiczne, na przykład w okresach obniżek stóp procentowych przez Fed lub prowadzenia polityki luzowania ilościowego.
Sygnały powrotu takich warunków zaczynają się pojawiać, co może sugerować, że w średnim horyzoncie bitcoin znów ma przestrzeń do wzrostów.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->