fbpx

Nagroda za głowę wenezuelskiego „drukarza” kryptowalut

Marek Lesiuk
Joselit Ramírez - Head of Venezuelan Crypto Cyberprzestępczość

Amerykański Departament Bezpieczeństwa Krajowego, wraz z podlegającą mu Służbą Imigracyjno-Celną (ICE) wyznaczył nagrodę za pomoc bądź informacje, które doprowadziłyby do schwytania Joselita Ramíreza.

Ramírez, szef weneuzelskiej Narodowej Superintendentury Kryptozasobów, został wpisany na listę najbardziej poszukiwanych przez amerykańskie organa osób. Jest on przez nie oskarżony o liczne i głębokie powiązania z przestępczością narkotykową. Sam ma być w nią zamieszany poprzez pranie pieniędzy przestępców, a także łamanie sankcji nałożonych na wenezuelski reżim – którego sam jest zresztą przedstawicielem.

33-letni Ramírez na stanowisku szefa Superintendentury pełni w istocie obowiązki kierujacego mennicą. Kryptowaluty bowiem – a dokładniej wyemitowane przez rząd wenezuelski petro – są być może ostatnią formą oficjalnego, rządowego pieniądza, która w oczach obywateli tego kraju oraz reszty świata przedstawiać może jakąkolwiek wartość. Waluta tego kraju jest bowiem bezwartościowa do tego poziomu, w którym ekonomicznie nie opłaca się nawet jej drukowanie.

Perspektywy rządowej kryptowaluty – a w istocie raczej stablecoina, petro bowiem zabezpieczone ma być rezerwami wenezuelskiej ropy – też nie przedstawia się zachęcająco, bowiem jest ona objęta duszącym uściskiem amerykańskich sankcji (co w zasadzie gwarantuje, że nie będzie szerzej akceptowana), ponadto złoża ropy, które miały stanowić jej zabezpieczenie, rząd Wenezueli zdążył już w większości sprzedać lub zastawić koncernom z Rosji i Chin (które pozostają jego głównymi sojusznikami i kredytodawcami).

Rządzona przez socjalistyczny reżim Wenezuela znajduje się obecnie w stanie ekonomicznej i cywilizacyjnej ruiny. Obłąkańcza polityka gospodarcza i społeczna prezydenta Hugo Cháveza – legalnie wybranego, lecz rządzącego po dyktatorsku fanatycznego marksisty – zepchnęła kraj w otchłań degrengolady. Jego następca, Nicolás Maduro, jest (o ile to w ogóle możliwe) jeszcze bardziej nieudolny, i na wszelkie możliwe problemy reagował ciągłym zwiększeniem wymiaru represji wobec prawdziwych i wydumanych przeciwników.

Maduro, po sfałszowaniu serii wyborów, jest obecnie uważany za uzurpatora (legalnym prezydentem Wenezueli uznaje się Juana Guaidó, przewodniczącego ignorowanego przez Maduro parlamentu). W kraju rozkwitła na ogromną skalę przestępczość, gangi są wszechobecne, zaś policja w swym postępowaniu niewiele się od nich różni. Kraj żyje w strachu, terrroryzowany przez niesławną bezpiekę SEBIN, zorganizowaną z pomocą komunistycznej Kuby, a także tzw. Colectivos, bojówki przestępców na usługach rządu.

W efekcie tego wszystkiego, w Wenezueli panuje z trudem powstrzymywany (bądź maskowany) głód, służba zdrowia i publiczna edukacja w praktyce przestały działać, infrastruktura niszczeje i sypie się w gruzy, zaś co najmniej trzy miliony ludzi (około dziesiątej części ludności – choć możliwe, że liczba ta jest znacznie większa) uciekło z kraju. Dla większości pozostałej populacji jedynym źródłem utrzymania pozostała szara strefa, zaś jedynym miejscem, gdzie można realnie nabyć towary – czarny rynek.

W sytuacji, w której jakiekolwiek oficjalne (pozostające w zasięgu władzy Maduro) zasoby i dochody obywateli zostałyby najprawdopodobniej albo oficjalnie wywłaszczone, albo półoficjalnie rozkradzione przez skorumpowanych przedstawicieli państwa bądź przestępców, doszło do olbrzymiego rozpowszechnienia się nieoficjalnych – tj. niezależnych od rządu – środków płatniczych. Prócz dolarów, niewielkich ilości kruszców czy dóbr w naturze (jak benzyna), chodzi tutaj właśnie o zasoby kryptowalutowe i elektroniczne.

Śladem kreatywności swoich obywateli (naturalnie, pomimo prób walki z nią) próbuje podążyć też reżim. Pod koniec prezydentury Cháveza jedynym źródłem dewiz dla państwa pozostał eksport ropy – wszelkie (!) inne dziedziny gospodarki zostały zniszczone, znacjonalizowane bądź rozgrabione. Jednak i ten, wraz z załamaniem się cen ropy i wyniszczeniem rabunkowo eksploatowanego, niekonserwowanego zaplecza wydobywczego, gwałtownie się skurczył.

Chwytając się wszelkich, rozpaczliwych sposobów na zdobycie jakichkolwiek funduszy, rząd Maduro wyprzedaje – akonto przyszłego wydobycia – prawa do zasobów naturalnych w Wenezueli (gł. ropy, ale też złota i innych metali) rosyjskim i chińskim firmom. Na szeroką skalę rozwinęła się też produkcja i eksport narkotyków. Ten ostatni przedstawiciele władz nie tylko tolerują (oczywiście w zamian za udział z zysków), ale też sami aktywnie się weń angażują – zaś amerykańskie nakazy aresztowania dotyczą większości przedstawicieli wenezuelskiego establishmentu, z Maduro na czele.

I w tym kontekście rozumieć należy nakaz ścigania wydany za Joselitem Ramírezem.