fbpx

Hakerzy „biorą udział” w wyborach w USA. Na celu – stan Georgia

Marek Lesiuk
U.S. Capitol Cyberprzestępczość

Jak wynika z doniesień, haker lub hakerzy postanowili „wziąć udział” w odbywających się właśnie w USA wyborach prezydenckich, kongresowych, stanowych oraz lokalnych. Oczywiście – na swój sposób: konkretnie, przeprowadzając atak ransomware na systemy komputerowe lokalnych władz – w tym m.in. te obsługujące trwające głosowanie.

Ofiarą „obywatelskiej” postawy tajemniczego grona cyberprzestępców padła sieć oraz systemy komputerowe hrabstwa Hall w stanie Georgia (graniczy ono z północnymi przedmieściami Atlanty). W wyniku zarażenia tychże systemów przez ransomware doszło m.in. do problemów w funkcjonowaniu bazy danych, zawierających sygnatury podpisów wyborców, niezbędnych do weryfikacji tożsamości głosującego, a także internetowej mapy okręgów wyborczych.

Zgodnie z oficjalnym oświadczeniem rzeczniczki hrabstwa, Katie Crumley, zasoby owe zostały „silnie dotknięte” w wyniku ataku, co należy najpewniej rozumieć w ten sposób, iż po prostu pozostają zaszyfrowane i niedostępne online. Hrabstwo jednakże, jak dodała Crumley, podjęło kroki w celu przywrócenia poszkodowanych systemów do stanu pełnej użyteczności.

Nie podano szczegółów tegoż procesu, można się jednak zapewne domyślać, iż oznacza to albo przywrócenie funkcjonalności systemów na podstawie przezornie (i odpowiednio często) wykonanych kopii zapasowych – rzecz rzadka w przypadku instytucji rządowych, lecz przecież nie niemożliwa, albo bardzo sprawne działania cyber-policyjne (możliwych do skutecznego podjęcia głównie w przypadku, gdyby hakerzy okazali się nieostrożni lub głupi), albo też milczące przyznanie do zamiaru zapłacenia przestępcom okupu.

Bez obaw – to tylko złodzieje

Jako że prócz problemów z internetową infrastrukturą służącą do obsługi wyborów, doszło także do awarii szeregu innych systemów – z tych, w przypadku których można to stwierdzić z obserwacji zewnętrznej, nie działają linie telefoniczne hrabstwa oraz jego skrzynka e-mailowa – wnioskuje się, że celem hakerów nie były wybory jako takie, lecz po prostu ogólne zasoby sieciowe hrabstwa Hall.

Wybory z pewnością natomiast mogły mieć znaczenie, jeśli chodzi o potencjalny wpływ na harmonogram czasowy dokonania ataku. Ich bowiem sprawne przeprowadzenie jest istotną kwestią nie tylko prawną, ale także PR-owo-publiczną. Z kolei istotne i zauważalne zakłócenia w tym procesie od razu przełożyć się mogą na społeczne niezadowolenie, a co za tym idzie – nacisk polityczny na szybkie rozwiązanie problemu.

Najszybszym zaś rozwiązaniem, o jakim mogą pomyśleć władze hrabstwa (a na którą to konkluzję liczą zapewne hakerzy) może być właśnie zapłacenie cyber-szantażystom haraczu.

Niewłaściwy incydent w (bardzo) niewłaściwym czasie

Sprawa może mieć jeszcze jeden aspekt – ogólnopolityczny. Wybory w USA są niezwykle skomplikowanym procesem. Obejmują proces wyboru prezydenta, Izby Reprezentantów, jednej trzeciej składu senatu – i to wszystko wedle 51 różnych systemów wyborczych (każdy bowiem stan ma własny). Do tego dochodzą elekcje stanowych gubernatorów i parlamentów (także dwuizbowych), niektórych wyższych urzędników, burmistrzów, szeryfów, członków rad hrabstw i miast…

W tak gargantuicznym procesie łatwo o nieprawidłowości – na które z elekcji na elekcję przybywa świadectw (może to mieć coś wspólnego z rozpowszechnieniem się osobistej elektroniki umożliwiającej rejestrację audio oraz wideo). Tymczasem obydwie strony politycznego sporu, Republikanie oraz Demokraci, oskarżają się nawzajem o instrumentalne wykorzystanie tych patologii, a czasem wręcz wprost o fałszerstwa.

Ci ostatni, przykładowo, uparcie głoszą, iż prezydent Trump korzysta z pomocy „rosyjskich hakerów”, prawicę zaś posądzają o machlojki prawne ws. utrudniania dostępu do rejestracji na listach wyborców. Republikanie z kolei oskarżają lewicę o fałszerstwa wyborcze, m.in. poprzez podrzucanie głosów w imieniu osób zmarłych, lecz ciągle figurujących w rejestrach, lub też o namawianie do głosowania nielegalnych imigrantów (próba zagłosowania przez tychże jest przestępstwem, jednak niekiedy trudnym do wychwycenia).

W tym kontekście, skuteczny atak hakerski przeciwko systemom wyborczym jedynie doda paliwa obydwu stronom, i najpewniej służyć będzie jako podstawa oskarżeń wysuwanych przez kogokolwiek, kto po 3 listopada okaże się, że przegrał wybory w hrabstwie Hall.