BNP Paribas blokuje przelewy na giełdę Coinbase

Marek Lesiuk
Coinbase

Jak donosi źródło osobowe cytowane przez portal Cointelegraph.com, francuski bank BNP Paribas postanowił ochronić swoich klientów przez zgubnymi skutkami wolności finansowej i w odruchu ojcowskiej troski zablokował im możliwość transferu środków na znaną platformę kryptowalutową Coinbase. Platforma ta może się czuć w pewien sposób wyróżniona, jest bowiem jedyną, której rzeczony bank wyświadczył tę wątpliwą uprzejmość.

Czym Coinbase zasłużył sobie na ten swoisty zaszczyt? Źródło wewnątrz banku podaje, iż tamtejsze ciała decyzyjne uznać miały Coinbase za miejsce, w którym dochodzić ma do oszustw, defraudacji i wyłudzeń. Co za tym idzie, wywiodły rzeczone ciała, skoro można dokonać tam przestępstwa, to sam przelew na platformę winien być poczytany za działalność z założenia nielegalną. Co gorsza (zdaniem banku, naturalnie), umożliwia ona także nabycie kryptowaluty Monero, zaprojektowanej, o zgrozo, pod kątem zachowania prywatności transakcji nią dokonywanych (sic!). Taka bezczelność nie mogła przejść bez echa, wobec czego bank poczuł się zmuszony dać odpór wrażym czynnikom.

Co ciekawe, o swojej decyzji BNP Paribas omieszkał wspomnieć publicznie, i wiadomo o nim na razie jedynie z relacji cytowanego źródła osobowego. Co więcej, stanowisko banku względem legalności (bądź braku tejże) operacji na Coinbase fascynuje swoją logiką – bowiem w obszarze szeroko pojętej zachodniej kultury prawnej obowiązuje ogólna zasada domniemania niewinności, zaś Francja, ojczyzna banku, od niedawna oficjalnie uznaje kryptowaluty za dobra materialne (oficjalnie – gdyż dotychczas robiła to nieoficjalnie, w dużej mierze ignorując ich istnienie).

Nie jest to pierwszy raz, gdy banki zdają się sądzić, iż wiedzą lepiej od swoich klientów, co jest dla nich dobre. Banki UBB, Citi, JPMorgan Chase czy Bank of America w różny sposób – przeważnie poprzez blokadę transakcji kartami – uniemożliwiały swoim podopiecznym dokonywania bankozbrodni w postaci zakupów bitcoinów oraz innych walut pokrewnych.

Nie można tutaj nie zadać pytania, skąd w ogóle pomysł, aby bank (czy dowolny inny podmiot gospodarczy, który nie sprawuje przecież żadnych funkcji z zakresu władzy publicznej) poczuwał się uprawniony do decydowania, czy jego klienci będą mogli w dany sposób – będący przy tym oficjalnie legalnym – wykorzystać swoje środki, czy też nie. I czy czasem właśnie taka samowola ze strony banków – trudna do opisania w inny sposób niż akt dość bezczelnej w swej formie arogancji wobec klientów – nie prowadził i prowadzi do zwiększenia zainteresowania środkami płatniczymi, które nareszcie będą wolne od podobnych zapędów ze strony BNP Paribas i innych.