fbpx

Bitcoin z pomocą białoruskiej opozycji

Marek Lesiuk
białoruś protesty i bitcoin Kryptowaluty

Holenderska organizacja non-profit, sympatyzująca z białoruską opozycją, sprzeciwiającą się sfałszowaniu wyborów przez prezydenta Łukaszenkę, kieruje wypłaty w BTC do Białorusinów, którzy z uwagi na swój udział w protestach zostali poddani szykanom państwowym.

Belarusian Solidarity Fund, organizacja o której mowa, w szczególności kieruje swoją uwagę w kierunku pracowników białoruskich (w przeważającej mierze państwowych) przedsiębiorstw, którzy w proteście przeciwko autokratyzmowi Aleksandra Łukaszenki rozpoczęli strajk.

Obniżając dochody rządu, jednocześnie sami pozbawiają się w ten sposób źródła utrzymania – a niejednokrotnie także ściągają sobie na głowę dodatkowe wstręty ze strony organów państwowych, zwolnienia czy również aresztowania. Tymi ostatnimi reżim usiłuje przewidywalnie zastraszyć ludzi.

Komu bitcoina w szlachetnej sprawie?

Wsparcie wynosi 1500 euro (jak na obecne warunki białoruskie – relatywnie dużo), denominowane jednak jest w bitcoinach. Istotny jest przy tym zarówno fakt, iż władze usiłują blokować przepływy transgraniczne, adresowane do opozycji, jak i niepodatność bitcoina na wpływ gwałtownego kryzysu finansowego na Białorusi, wywołanego protestami obywateli i represjami władzy.

Organizacja przyjmuje zgłoszenia od potrzebujących kandydatów, którzy jednak muszą wykazać, że zostali zwolnieni lub sami odeszli w związku ze swoją postawą polityczną i cywilną, lub też, że dotknęły ich karne obniżki uposażenia. Proszeni są oni także o oficjalne (tj. nagrane w formacie wideo) oświadczenie, w którym klarują swoją pozycję.

Belarusian Solidarity Fund to non-profit formalnie holenderski, powstały jednak z inicjatywy Jarosława Lichaczewskiego i Aleksieja Kuzmienkowa, założycieli firmy DeepDee, operującej w branży rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję.

Organizacja szybko zbiera środki: obecnie dysponuje ok. 2 mln. euro, zaś kolejne wpłaty – zbierane za pośrednictwem zbiórek w mediach społecznościowych, darowizn poprzez PayPala i Revoluta czy transferów kryptowalutowych w bitcoinie i ethereum – spływają sukcesywnie.

„Uchodi! Uchodi!”

Sfałszowanie wyborów (nie po raz pierwszy zresztą) przez rządzącego autokratycznie od ponad ćwierćwiecza prezydenta Aleksandra Łukaszenkę wywołało olbrzymią falę sprzeciwu w tym kraju. Miały miejsce masowe protesty, strajki, a także próby pacyfikacji tychże przez państwowe organy represyjne.

Jak dotąd, mimo kolejnych aresztowań, zmuszenia do emigracji większości znanych postaci z kręgów opozycyjnych, prób odcinania internetu (naturalnie nieskutecznych) oraz szykan prawnych i ekonomicznych wobec wszystkich sprzeciwiających się przedłużaniu rządów Łukaszenki w nieskończoność, rzeczona pacyfikacja się dalej nie udała.

Udało się natomiast raptownie wywołać kryzys ekonomiczny. Masowe strajki pozbawiły państwo znacznej części dochodów (Białoruś ekonomicznie jest skansenem: znaczną większość wartości gospodarki stanowi i wytwarza sektor w teorii „publiczny”, a w istocie traktowany jak prywatna własność Łukaszenki – zresztą jak całe państwo). Perspektywa sankcji i gwałtowny spadek obrotu spowodowały radykalne załamanie kursu rubla białoruskiego.

To z kolei wywołało masowe pozbywanie się waluty państwowej przez obywateli, pogłębiając jej dewaluację i zarazem doprowadzając do radykalnego niedoboru stabilnych walut na rynku finansowym. Dewaluacja zaś jeszcze potęguje kłopoty budżetowe państwa, którego dług w 80% denominowany jest w dolarach – a których to dolarów reżimowi Łukaszenki coraz bardziej brakuje.

W związku z tym, obecnie w kraju tym obowiązuje zakaz udzielania pożyczek komercyjnych przez banki, zaś dewiz (przede wszystkim dolara i euro) nie da się kupić poza czarnym rynkiem – o stosownie czarnorynkowych, przypominających upadający PRL kursach.