Miał „uratować” Bitcoina, a padł po dwóch blokach. Spektakularna porażka BIP-110
Ta zmiana miała „uratować” sieć Bitcoina przed spamem, a podzieliła społeczność i przez miesiące wywoływała ostrą dyskusję o przyszłości blockchaina największej kryptowaluty. Gdy jednak nadszedł moment próby, rynek wydał brutalny werdykt. Łańcuch forsowany przez zwolenników BIP-110 zdołał wydobyć zaledwie dwa bloki, po czym praktycznie stanął w miejscu.
- BIP-110 miał „odchudzić” Bitcoina i ograniczyć zapisywanie w blockchainie obrazów, tokenów i innych dodatkowych danych.
- Plan skończył się kompromitacją. Poparcie górników było śladowe, a nowy łańcuch po dwóch blokach praktycznie przestał działać.
BIP-110 okazał się całkowitą porażką
BIP-110 oficjalnie wszedł w życie w sieci Bitcoina po osiągnięciu zaplanowanego bloku aktywacyjnego.
Węzły obsługujące nowe zasady zaczęły odrzucać bloki bez wymaganej sygnalizacji, co w praktyce doprowadziło do podziału łańcucha BTC.
Problem w tym, że niemal cała moc obliczeniowa pozostała przy głównym Bitcoinie, a nowy chain bardzo szybko pokazał, jak niewielkie miał realne poparcie.
Łańcuch BIP-110 zdołał wydobyć zaledwie dwa bloki, po czym praktycznie stanął.
Główny blockchain Bitcoina działał natomiast normalnie i z każdą godziną coraz bardziej odjeżdżał mniejszościowej wersji nowej sieci.
Wydarzyło się tak z prostego powodu.
Chodzi bowiem o to, że BIP-110 odziedziczył wysoki poziom trudności wydobycia z głównego łańcucha Bitcoina, ale w „spadku” zabrakło już odpowiedniej części hashrate’u.
Przy śladowym poparciu górników znalezienie kolejnych bloków stało się więc ekstremalnie wolne.
Jeszcze przed rozpoczęciem obowiązkowej sygnalizacji poparcie dla BIP-110 utrzymywało się zwykle poniżej kilku procent.
Żaden z największych pooli miningowych nie zdecydował się przejść na nowe zasady.
W praktyce rynek zagłosował więc mocą obliczeniową.
O co właściwie chodziło w BIP-110?
Cała awantura zaczęła się od pytania, które od kilku lat dzieli część społeczności Bitcoina: czy blockchain powinien służyć przede wszystkim jako system pieniężny, czy może również jako miejsce do przechowywania innych danych.
Rozwój Ordinals, inskrypcji, BRC-20 i podobnych rozwiązań sprawił, że użytkownicy zaczęli zapisywać w sieci obrazy, teksty, tokeny i inne dane niezwiązane bezpośrednio z klasycznymi transferami BTC.
Zwolennicy BIP-110 uznali, że to zwyczajnie zaśmieca sieć.
Ich zdaniem tego typu aktywność poszerza rozmiar blockchaina, podnosi koszty utrzymywania pełnych węzłów i w okresach większego ruchu może zwiększać opłaty transakcyjne.
Dlatego BIP-110 miał tymczasowo, mniej więcej na rok, ograniczyć możliwość umieszczania w transakcjach dużych ilości dodatkowych danych.
Zwolennicy propozycji przekonywali, że standardowe transfery BTC i Lightning Network miały działać normalnie.
Ich celem było przede wszystkim przywrócenie Bitcoinowi funkcji transferu pieniądza i ograniczenie zastosowań, które uznawali za spam.
Problemem nie był jednak wyłącznie spam, ale też sposób wprowadzenia zmian.
Największe kontrowersje wywołało jednak nie samo ograniczanie dodatkowych danych, lecz sposób aktywacji BIP-110.
Zamiast czekać na bardzo szerokie poparcie górników, jak miało to miejsce przy wcześniejszych dużych zmianach protokołu, projekt zakładał dużo niższy próg sygnalizacji.
Twórcy BIP-110 dali górnikom czas na dobrowolne poparcie nowych zasad.
Jeśli jednak nie udałoby się zebrać wymaganej większości, plan zakładał, że po osiągnięciu konkretnego bloku węzły BIP-110 i tak zaczną stosować nowe reguły i odrzucać bloki, które ich nie sygnalizowały.
I dokładnie taka sytuacja się wydarzyła.
Poparcie górników pozostało śladowe, ale BIP-110 mimo to ruszył zgodnie z zaplanowanym mechanizmem.
Zamiast zmienić działanie głównej sieci Bitcoina, doprowadził do powstania niewielkiego, alternatywnego łańcucha, za którym stał tylko ułamek mocy obliczeniowej sieci.
Guru Bitcoina od początku byli „na nie”
Przeciwko BIP-110 wypowiadali się m.in. Michael Saylor, Adam Back, Jameson Lopp i Samson Mow.
Ich argumentacja opierała się na twierdzeniu, że jeżeli transakcja jest zgodna z obowiązującymi zasadami, a jej nadawca uiszcza wymaganą opłatę, sieć nie powinna decydować, czy jej zawartość jest „wystarczająco wartościowa”.
Krytycy obawiali się, że próba odgórnego ograniczania niektórych zastosowań Bitcoina może otworzyć niebezpieczny precedens i osłabić neutralność sieci.
Saylor przekonywał, że istnieje wiele znacznie poważniejszych zagrożeń dla Bitcoina niż „spam” i nie warto dla jego ograniczenia ryzykować podziału łańcucha.
Back podkreślał natomiast, że zwolennicy nowych zasad oczywiście mogą stworzyć własny fork, ale nie oznacza to, że reszta sieci za nimi podąży.
Jak się okazało, dokładnie tak się stało.
BIP-110 przegrał z hashratem
Najważniejszy wniosek z całej historii jest dość brutalny.
BIP-110 przez miesiące wzbudzał emocje, generował spory i miał ambicję zmienić zasady działania Bitcoina.
Gdy jednak przyszło do realnej próby, okazało się, że praktycznie nikt z górników nie chce za tym pomysłem podążyć.
Główny Bitcoin działa dalej bez zmian, a mniejszościowy łańcuch po dwóch blokach praktycznie zamarł.
Wniosek jest taki, że w przypadku zdecentralizowanej sieci ostatecznie nie się liczy to, kto mówi najgłośniej, ale kto faktycznie uruchamia kod i dostarcza moc obliczeniową.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->