Biały Dom obawia się ruchu Izraela. Pokój z Iranem wisi na włosku

Amerykańskie agencje wywiadowcze twierdzą, że premier Izraela Benjamin Netanjahu może chcieć doprowadzić do tego, aby wojna na Bliskim Wschodzie nadal trwała.


  • Benjamin Netanjahu może chcieć przedłużenia konfliktu na Bliskim Wschodzie, a Donald Trump jego zakończenia.
  • Działania Izraela (np. wobec Iran lub Hezbollah) mogą eskalować wojnę i pogorszyć relacje z USA.
  • USA i tak wspierają Izrael, bo to ich kluczowy sojusznik.

Wojna na Bliskim Wschodzie potrwa dalej?

„Washington Post” donosi, że wojna USA z Iranem może rozgorzeć na nowo.

Zdaniem dziennika, który powołuje się na obecnych i byłych urzędników, agencje wywiadowcze już teraz ostrzegają Biały Dom, że Benjamin Netanjahu „prawdopodobnie podejmie kroki, które podważą starania prezydenta Donalda Trumpa o osiągnięcie trwałego porozumienia pokojowego z Iranem”.

Wpisuje się to w to, o czym pisaliśmy już na Cryps.pl: cele i interesy USA i Izraela  obecnie coraz mocniej się rozjeżdżają.

Trump chce zakończyć wojnę na Bliskim Wschodzie przed wyborami połówkowymi, z kolei premier Izraela chce kontynuować wojnę w Libanie z  Hezbollahem, a może nadal dążyć do tego, by zniszczyć reżim ajatollahów w Iranie (co, jak pokazały pierwsze dni wojny, nie jest wcale takie proste).

Jeżeli jednak Netanjahu odważy się ponownie zaatakować Liban, może doprowadzić do bardzo interesującej sytuacji geopolitycznej, w której to dojdzie do rozłamu sojuszu USA-Izrael.

Byłoby to o tyle ciekawe, że Tel Awiw przez dekady był wiernym sojusznikiem Waszyngtonu, choć nierzadko dochodziło na tym polu do kuriozalnej sytuacji pokroju „ogon macha psem„.

Trump powiedział w piątek w rozmowie ze stacją NBC News, że „zawsze dobrze się dogaduje z Bibim”.

Czasami po prostu trzeba się uspokoić i kierować się rozsądkiem

— dodał.

Dlaczego Biały Dom ulega Izraelowi?

No właśnie, z jakiego jednak powodu USA współpracują z Izraelem, nierzadko pozwalając mu na zbyt wiele?

Przede wszystkim Bliski Wschód to ważny region ze względu na surowce (ropa!).

Izrael pomaga Stanom utrzymywać wpływy w tym regionie i pełni rolę tzw. lotniskowca. Innymi słowy Amerykanie potrzebują mieć w tak kluczowym miejscu wiernego alianta.

Na to nakładają się wpływy wewnętrzne Izraela w USA. Wystarczy wymienić Miriam Adelson, lekarkę, filantropkę i jedną z najbogatszych kobiet w USA, która tylko w 2024 r. przekazała 100 mln USD na rzecz kampanii Donalda Trumpa.

Wcześniej obecnego prezydenta wspierał jej nieżyjący już mąż, Sheldon Adelson, gigant z branży kasyn i kurortów, były dyrektor generalny Las Vegas Sands Corporation. To on stał za przeniesieniem ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy w 2018 roku.

Adelsonowie wspierają całą Partię Republikańską: jak wyliczył „New York Times”, od 2010 r. wpłacili na jej rzecz pół mld USD. Kluczowy jest tutaj Amerykańsko-Izraelski Komitet Spraw Publicznych (AIPAC), który wspiera finansowo proizraelskich kongresmenów.

Nic nie dzieje się jednak za darmo. I nie chodzi tylko o symboliczne przeniesienie ambasady. W latach 1972-2006 USA zawetowały aż 42 rezolucje ONZ, które potępiały Tel Awiw, a tylko w 2005 r. wojskowe i ekonomiczne wsparcie dla tego kraju wyniosło 154 mld USD.


Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->

Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->