Prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk, Rafał Brzoska, Tomasz Biernacki czy Marcin Prokop to osoby, których wizerunki oszuści regularnie wykorzystują do reklamowania fałszywych platform inwestycyjnych. Zespół Vectors Hunt w ciągu zaledwie czterech tygodni namierzył około 60 fałszywych stron opartych na tym samym schemacie. W skali roku powstało już ponad 1000 powiązanych domen.
- Na polskich stronach scamerskich wykorzystano wizerunki co najmniej ośmiu znanych osób. Oszuści obiecują przy tym od 3150 do nawet 20 500 zł zysku dziennie.
- Ofiary trafiają na fałszywe platformy przede wszystkim przez płatne reklamy na Facebooku i Instagramie, które są konstruowane tak, aby ominąć systemy moderacji Mety.
- Same strony stanowią jedynie wstęp do oszustwa. Prawdziwe wyłudzenie rozpoczyna się zwykle po pozostawieniu numeru telefonu i kontakcie ze strony fałszywego „doradcy inwestycyjnego”.
Znane twarze to nie gwarancja bezpieczeństwa
To, że widzisz w reklamie twarz znanej osoby, nie oznacza automatycznie, że prezentowana oferta ma z nią cokolwiek wspólnego albo jest godna zaufania.
Oszuści grają na naszych skojarzeniach i zaufaniu, więc nawet jeśli widzisz polityka, celebrytę, czy znanego przedsiębiorcę, to nie warto z góry zakładać, że reklamowany „produkt” jest legitny.
Schemat działania scamerów jest naprawdę banalny, ale jak widać, działa i to bardzo skutecznie.
W przypadku polskojęzycznych wersji stron oszuści wykorzystali wizerunki m.in. Karola Nawrockiego, Donalda Tuska, Rafała Brzoski, Michała Sołowowa, Tomasza Biernackiego, Piotra Wilama, Marcina Prokopa oraz Krzysztofa Ibisza.
Jak można się domyślić, żadna z tych osób w rzeczywistości nie ma nic wspólnego z reklamowanymi platformami. Tak samo przypisywane im wypowiedzi również są zmyślone.
Potencjalne zyski wyglądają natomiast tak, jak można by tego oczekiwać od klasycznego scamu.
Pojawiają się obietnice zarobku od 3150 do nawet 20 500 zł dziennie.
W jednym przypadku użytkownikowi obiecywano minimum 1100 zł za pojedynczą „sesję tradingową”.
Co istotne, tutaj wcale nie chodzi o przekonanie ofiary do przeprowadzania operacji na rynku krypto.
Najpierw trzeba zdobyć jej dane.
Proces ten wygląda tak, że użytkownik trafia na stronę, gdzie wypełnia formularz, w którym podaje imię, nazwisko, adres e-mail i numer telefonu.
Również przeważnie próżno szukać tam danych firmy, licencji czy sensownego regulaminu.
Dopiero później rozpoczyna się właściwa część operacji.
Do takiego potencjalnego klienta dzwoni „opiekun”, który namawia go na dokonanie pierwszej wpłaty.
Nierzadko jest to już nieco większa kwota, wynosząca przeważnie około 1000 zł lub 250 euro.
Następnie zaczynają się pojawiać prośby o instalację programów, które niby mają ułatwić zdalny dostęp do komputera, takich jak AnyDesk czy TeamViewer.
Na fałszywym panelu inwestycyjnym pojawiają się zaś fikcyjne zyski, które oczywiście mają przekonać ofiarę, że warto wpłacić kolejne środki.
Problemy zaczynają się dopiero w momencie, gdy chce się potem swoje pieniądze z niej wypłacić.
Wtedy pojawiają się komunikaty o „podatkach” od zysków albo „opłacie weryfikacyjnej”.
To jednak jeszcze nie koniec, bowiem gdy pieniądze znikną, to do akcji wkracza druga grupa oszustów, która oferuje odpłatne „odzyskanie” środków.
Jak oszuści przechodzą przez Facebooka?
O tym, że platforma Meta jest pełna scamerskiego contentu, wiadomo nie od dziś.
Reklamy publikowane na Facebooku i Instagramie są tworzone tak, aby nie wyglądały jak promocja fałszywej inwestycji.
Nie padają w nich informacje o kryptowalutach ani gwarantowanych zyskach.
Zamiast Nawrockiego, Tuska czy Brzoski mogą pojawiać się anonimowe osoby z baz stockowych albo postacie wygenerowane przez AI.
Dopiero po kliknięciu użytkownik trafia na właściwą stronę ze znaną twarzą i obietnicą fortuny.
Reklamy często są stylizowane na doniesienia o jakimś skandalu, wywiadzie czy przesłuchaniu. Niektóre udają nawet… materiały edukacyjne, które mają dotyczyć (o ironio!) rozpoznawania oszustw finansowych.
Badacze z Vectors Hunt w swoim raporcie przekazali, że po przeanalizowaniu grupy pięciu reklam w ramach jednej takiej kampanii, tylko jedna została oznaczona jako usunięta przez Meta.
Z tym, że scamerskie platformy są niczym mityczna hydra, której nawet jak utniemy łeb, to na jego miejsce wyrosną trzy następne.
Analogiczny schemat jest w tym przypadku. Jedna strona znika, a kolejna jest już gotowa do publikacji.
Co więcej, blokowanie pojedynczych domen niewiele przy tym zmienia.
Fałszywe strony funkcjonują zazwyczaj od jednego do kilku dni, po czym oszuści przenoszą kampanię pod kolejny adres.
Nazwy platform również powstają masowo – RhyqelionInvest, KelthoryxSignal czy Lurevix Tervora to tylko przykłady.
W ciągu czterech tygodni badacze znaleźli około 60 stron, a w ciągu roku zidentyfikowano ponad 1000 domen związanych z podobnym procederem.
Pamiętaj! Jeżeli znany polityk, miliarder czy celebryta nagle obiecuje w reklamie kilka lub kilkanaście tysięcy złotych dziennie z „automatycznej inwestycji”, to najprawdopodobniej jedyną osobą, która ma na tym zarobić, jest oszust.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->