Największa na świecie platforma predykcyjna znalazła się w centrum poważnego skandalu po śledztwie dziennikarzy „The Wall Street Journal”. Polymarket miał wykorzystywać influencerów do promowania fikcyjnych zakładów i wygranych, które miały napędzać zainteresowanie użytkowników.
- Według śledztwa przeprowadzonego przez WSJ influencerzy mieli otrzymywać wynagrodzenie za promowanie zakładów o łącznej wartości około 1,9 miliona dolarów, które miały charakter marketingowy.
- To nie pierwszy problem Polymarket. W ostatnich miesiącach platforma była łączona m.in. z naciskami na dziennikarzy oraz zagadkowym zniknięciem 700 tys. dolarów z wewnętrznego portfela.
Czy część zakładów na Polymarket była jedynie reklamą?
Polymarket działa w prosty sposób. Użytkownicy kupują kontrakty odzwierciedlające prawdopodobieństwo wystąpienia określonych wydarzeń. Im większa wiara rynku w dany scenariusz, tym wyższa cena kontraktu.
To właśnie dzięki tej formule platforma stała się jednym z najgłośniejszych projektów predykcyjnych, działających na styku kryptowalut, finansów i polityki.
Według śledztwa przeprowadzonego przez dziennikarzy „The Wall Street Journal” część popularności Polymarket mogła jednak zostać sztucznie wykreowana.
Dziennikarze opisali przypadki zakładów o wartości około 1,9 miliona dolarów, które miały zostać wykorzystane przede wszystkim jako narzędzie marketingowe.
Schemat był stosunkowo prosty. Influencerzy publikowali w mediach społecznościowych zrzuty ekranu pokazujące ogromne pozycje i potencjalne zyski.
Odbiorcy mogli odnieść wrażenie, że obserwują naturalną aktywność rynku i autentyczne zainteresowanie użytkowników.
Według ustaleń WSJ część takich działań miała jednak charakter sponsorowany.
Sama platforma nie zgadza się z częścią zarzutów i podkreśla, że współpraca z twórcami internetowymi jest standardową praktyką marketingową.
Problem polega jednak na tym, że użytkownicy mogli nie być świadomi, iż oglądane przez nich zakłady pełnią przede wszystkim funkcję reklamową.
To nie pierwsze kontrowersje wokół Polymarket
Najnowsze doniesienia pojawiają się w wyjątkowo niefortunnym momencie dla platformy.
Niedawno opisywaliśmy historię dotyczącą rynku zakładów związanych z konfliktem na Bliskim Wschodzie.
Według medialnych relacji część graczy miała naciskać na dziennikarza relacjonującego wydarzenia z regionu, aby zmienił sposób przedstawiania sytuacji.
Chodziło bowiem o to, że od interpretacji konkretnych wydarzeń zależało rozliczenie zakładów wartych setki tysięcy dolarów.
Choć sprawa nie dotyczyła bezpośrednio działań samej platformy, pokazała, do jakich absurdów mogą prowadzić rynki predykcyjne, gdy na szali znajdują się duże pieniądze.
Niedługo potem Polymarket musiał tłumaczyć się z innego incydentu.
Z jednego z wewnętrznych portfeli platformy zniknęło około 700 tys. dolarów. Wydarzenie wywołało pytania dotyczące procedur bezpieczeństwa i kontroli środków.
Polymarket zbudował swoją pozycję na przekonaniu, że ceny kontraktów odzwierciedlają zbiorową wiedzę uczestników rynku.
To właśnie wiarygodność jest najcenniejszym walorem tego biznesu.
Jeżeli użytkownicy zaczną mieć wątpliwości, czy najgłośniejsze zakłady są rzeczywiście autentyczne, czy może stanowią element kampanii promocyjnych, zaufanie do całego modelu może zostać nadszarpnięte.
Na razie nie ma mowy o zarzutach dotyczących oszustwa czy manipulacji rynkowej.
Jednak dla platformy, która sprzedaje możliwość „wyceniania przyszłości”, nawet cień wątpliwości może okazać się wyjątkowo kosztowny.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->
