Kurs bitcoina podzielił rynek. Eksperci wskazują dwa kluczowe poziomy cenowe
Bitcoin utknął w miejscu, w którym każdy kolejny ruch może zostać odczytany jako początek większego trendu. Jedni analitycy widzą w obecnej korekcie dowód siły BTC, inni zaś ostrzegają, że rynek jest przegrzany, a inwestorzy coraz bardziej dystansują się od ryzykownych aktywów.
- Bitcoin utrzymuje się w rejonie 78 tys. dolarów, a analitycy wskazują na kluczowe strefy płynności w okolicach 71 tys. i 65 tys. dolarów poniżej obecnej ceny oraz wyższych poziomów 92 tys. i 98 tys. dolarów.
- Presję na bitcoina wywierają rosnące rentowności obligacji USA, odpływy z ETF-ów spot oraz obawy wokół Strategy, która coraz częściej sygnalizuje konieczność sprzedaży posiadanych BTC.
Analitycy nie są zgodni co do bitcoina
Rynek bitcoina wygląda dziś jak przeciąganie liny między dwoma narracjami.
Z jednej strony Michaël van de Poppe przekonuje, że obecna korekta wcale nie musi oznaczać powrotu do głębszego trendu spadkowego.
Jego zdaniem bitcoin pokazał siłę, ponieważ wzrósł o ok. 25% od niedawnych minimów mimo wojny na Bliskim Wschodzie i wzrostu rentowności obligacji.
To ważne, bowiem w normalnych warunkach taki miks informacji powinien mocno osłabić rynek ryzykownych aktywów.
Analityk wskazuje, że BTC co prawda przebił 21-dniową średnią kroczącą, ale nadal utrzymuje się powyżej 76 tys. dolarów.
Jego zdaniem rynek może jeszcze testować okolice 70 tys. dolarów, ale głębsze załamanie nie jest obecnie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.
Po stronie byków jest też argument dotyczący ETF-ów.
Jak wskazał, bitcoinowe fundusze osiągnęły rekordowe poziomy pod względem zarządzanych aktywów oraz liczby posiadaczy, co ma świadczyć o rosnącym udziale długoterminowego kapitału.
Tyle że ten segment rynku nie jest aż tak prosty, jak mogłoby się wydawać.
W ostatnich dniach z amerykańskich ETF-ów spot na BTC odpłynęło ok. 1 miliard dolarów, co przerwało wcześniejszą serię napływów.
To sygnał, że popyt instytucjonalny przynajmniej krótkoterminowo osłabł.
Do tego dochodzą wspominane już rosnące rentowności amerykańskich obligacji.
Dla bitcoina to zły znak, ponieważ gdy obligacje oferują wyższy dochód przy niższym ryzyku, część kapitału odpływa z bardziej zmiennych aktywów.
Inwestorzy zaczynają wtedy mniej chętnie płacić za narrację wzrostową, a przykładają większą wagę do kosztu kapitału.
Niepokój budzi też sytuacja Strategy.
Spółka Michaela Saylora nadal pozostaje jednym z najważniejszych graczy na rynku bitcoina, ale coraz wyraźniej widać, że jej ogromne zasoby BTC nie są już wyłącznie „świętym skarbcem” do trzymania ich w nieskończoność.
W określonych warunkach posiadane bitcoiny mogą stać się narzędziem do finansowania zobowiązań firmy.
Sam fakt, że największy korporacyjny hodler bierze pod uwagę sprzedaż bitcoinów, działa na wyobraźnię inwestorów.
Analityk DaanCrypto wskazuje, że wokół obecnej ceny zgromadziły się duże klastry płynności.
Od góry rynek patrzy na okolice 92 tys. i 98 tys. dolarów, a od dołu na 71 tys. i 65 tys. dolarów.
Im dłużej bitcoin będzie konsolidował w okolicach 80 tys. dolarów, tym większe napięcie może narastać przed kolejnym mocnym ruchem ceny.
Jeszcze bardziej nerwowy sygnał wskazał Ali Martinez.
Według niego średnia marża zrealizowanego zysku traderów sięgnęła 17%, co może oznaczać przegrzanie rynku.
Chodzi o to, że gdy wielu inwestorów notuje zyski na papierze, to rośnie pokusa ich realnej realizacji, co natomiast przekłada się na presję sprzedażową.
Bitcoin nie wygląda dziś jak aktywo bez fundamentów, ale też rynek nie jest gotowy na kolejny marsz na północ.
Byki mają solidne argumenty, lecz niedźwiedzie dostały paliwo z sektora makroekonomii, ETF-ów i nerwów wokół największych graczy.
Śledź CrypS. w Google News. Czytaj najważniejsze wiadomości bezpośrednio w Google! Obserwuj ->
Zajrzyj na nasz telegram i dołącz do Crypto. Society. Dołącz ->